Chcemy żywych ocen, czyli jak się gasi protesty społeczne

Pan dyrektor szkoły, do której chodził Łukaszek, musiał wyjechać na kilka dni. Musiał wybrać kogoś, kto będzie go zastępował.
– To chyba naturalne, że zastępować powinien zastępca – zauważyła pani wicedyrektor.
Pan dyrektor się zasępił.
– Ja jej pomogę – dodała z przekonaniem pani pedagog.
Pan dyrektor się zasępił jeszcze bardziej.
Nie miał jednak wyjścia. Przekazał obowiązki i wyjechał.
Kiedy wrócił, był zasępiony jeszcze bardziej. Zjawił się w szkole, wszedł do gabinetu i poprosił do siebie panie wicedyrektor i pedagog. Kiedy pojawiły się w gabinecie obie miały niepewne miny i popatrywały na siebie z niechęcią. Pierwsza przełamała się pani wicedyrektor.
– E… tego… Trzeba panu wiedzieć, że pojawiła się pewna sytuacja…
– Już wiem – przerwał jej pan dyrektor.
– Skąd? – zdumiała się pani pedagog.
– Jak to skąd?! – pan dyrektor stracił nagle panowanie nad sobą i palnął pięścią biurko. – Trąbią o tym w radio i telewizji! Internet tym żyje! A pani mnie pyta „skąd”!? Jest pani poważna!!?
– Nie sądziłyśmy, że to tak wyeskaluje – broniła się pani wicedyrektor. – Dzień po pana wyjeździe wpadły do szkoły. Podobno wprowadziła je któraś z nauczycielek. Żądają, protestują, okupują aulę. Rozmawiamy, negocjujemy, przygotowaliśmy fantastyczną propozycję, ale one po prostu nie chcą nas słuchać!
– Bzdura! Ten strajk trzeba szybko skończyć!
– Ale tak naprawdę jest! – pani pedagog wsparła koleżankę. – Ich postulaty nie interesują! Im zależy tylko na tym, żeby ten protest trwał! Więc nie wiem jak pan chciałby taki strajk skończyć, skoro one nie chcą!
– Proszę pani, takie strajki kończy się w jeden dzień – powiedział szorstko pan dyrektor wstając. – Proszę mnie natychmiast do nich zaprowadzić!
Obie panie ucichły, spokorniały i zaprowadził pana dyrektora do auli. Tam, w otoczeniu tobołków i transparentów siedziała grupa pań. Pan dyrektor podszedł, przedstawił się, przywitał i usiadł obok, a panie wicedyrektor i pedagog stanęły za nim.
– No więc tak – zaczęła pewna pani blond w kitce i z wytrzeszczem oczu. – Jesteśmy matkami uczniów. Prowadzimy strajk. Żądamy więcej ocen bardzo dobrych dla naszych dzieci!
– Wszystkie wasze żądania zostały spełnione! – zakrzyknęła pani wicedyrektor. – Obniżymy próg przyznawania piątek, wprowadzimy systemy motywacyjne, nauczyciele będą przygotowywać konteksty sprawdzianów…
– Stop, stop – pani blond w kitce i z wytrzeszczem oczu zamachała rękami. – Ale nas nie interesują te rozwiązania. Słyszała pani co mówiłyśmy?
– Że chcecie więcej piątek…
– Tak, ale nas nie interesuje jakieś tam kryterium czy coś takiego. chcemy żywych ocen bardzo dobrych, które te dzieci potrzebują!
Pan dyrektor patrzył na ruszające się usta pani blond w kitce i z wytrzeszczem oczu, ale nie słuchał co do niego mówi. Wreszcie wstał, powiedział:
– Dziękuję pani, będziemy w kontakcie – i poszedł do gabinetu.
– Ile jeszcze mam tu siedzieć?! Dzieci czekają na oceny! – piekliła się pani blond w kitce i z wytrzeszczem oczu.
– Gruba sprawa – pan dyrektor z westchnieniem opadł na fotel.
– Mówiłam! – pani pedagog nie mogła sobie darować.
– Kim one są?
Pani wicedyrektor spojrzała zdziwiona na pana dyrektora.
– No… To są matki uczniów z naszej szkoły.
– To i ja wiem! Ale kim one są prywatnie? Żona posła? Córka ministra?
– Nie wiemy…
– Nieprzygotowane jesteście – pokręcił głową pan dyrektor. – I jak wy chcecie toczyć z nimi negocjacje nie wiedząc z kim rozmawiacie?
– Przecież postulaty są – zaczęła pani pedagog ale pan dyrektor jej przerwał:
– Widziałem tam matkę Hiobowskiego. Dawać mi go tu do gabinetu.
Pięć minut później Łukaszek stał przed biurkiem pana dyrektora.
– Twoja matka bierze udział w tym proteście.
– Ano bierze.
– To źle.
– Wcale że nie. Dzieci nie odpowiadając za grzechy rodziców.
– Kto tak mówi? – spytała kpiąco pani pedagog.
– Każdy Niemiec.
Pan dyrektor stłumił uśmiech i poprosił o informacje o strajkujących.
– Nie jestem konfidentem – Łukaszek skrzyżował ramiona na piersi.
– Dziecko jesteś! Proszę cię o informacje ogólnie dostępne. Żadnych sekretów mi wyjawiać nie musisz, powiedz mi tylko, kto jest gdzie. Sam bym to sobie poszukał w internecie, ale nie mam czasu. Potrzebuję to wiedzieć już!
– Czas to pieniądz – rzekł filozoficznie Łukaszek i popatrzył w sufit.
Pan dyrektor westchnął i wypisał jakąś kartkę.
– Co to jest?
– Zwolnienie z najbliższej kartkówki. No więc?
– Komitet Obrony Defraudacji – rzekł zwięźle Łukaszek chowając kartkę do kieszeni. – Poza tym Partia Modernistyczna, Klub Miłośniczek Wiodącego Tytułu Prasowego, feministki, doktorki socjologii, dietetyczki i wegecyklistki.
– To wszystko dziękuję, możesz iść.
Kiedy Łukaszek wyszedł, pan dyrektor odezwał się z satysfakcją:
– Widzicie teraz z kim zadarłyście? To nie są zwykłe matki, to profesjonalne komando zadymiarek! A wy im spełnienie postulatów! Bua cha cha!
– I co? – odgryzła się pani wicedyrektor. – Wygasi pan taki protest?
– Oczywiście, i to jeszcze dziś! Dzwońcie po telewizję i radio, a ja ściągnę tu rodziców!
– Iść po nie do auli? – spytała pani pedagog.
– Co? – pan dyrektor wpierw się nie zorientował, ale zaraz się roześmiał i machnął ręką:
– Nie, nie! Niech one sobie tam siedzą!
– Ale mówił pan przecież…
– Ściągniemy swoich rodziców! – pan dyrektor z triumfującym wzrokiem sięgnął po telefon.
– Zosia? Cześć. Słuchaj, czy ty masz dziecko w mojej szkole? Świetnie, to proszę cię, podjedź tak za godzinkę. Mam ciekawy pakiet społeczny do podpisania.
Kiedy godzinę później do auli wkroczyły ekipy telewizji i radia, wśród protestujących zapanowało ożywienie.
– Uwaga! – pani blond w kitce i z wytrzeszczem oczu była czujna. – To może być pułapka! Przecież niczego jeszcze nie uzgodniliśmy!
Pani miała dobre przeczucie, bowiem za ekipami do sali wkroczyło grupa osób, w tym pan dyrektor.
– Witam przybyłych przedstawicieli mediów! – zaczął pan dyrektor. – Oto będziecie świadkami podpisania ugody z rodzicami dzieci i zakończenia protestu!
– Jeszcze czego! – zawyła pani blond w kitce i z wytrzeszczem oczu. – My się nie zgadzamy…
– Ależ nie jest pani jedyną matką ucznia – odparł słodko pan dyrektor. – Tamte matki się zgadzają, prawda Zofia?
– Oczywiście. Pana propozycje nawet przekraczają nasze oczekiwania!
– Zatem: sukces! – zakrzyknął pan dyrektor i w świetle kamer wraz z przyprowadzonymi przez siebie rodzicami podpisali porozumienie. Wszyscy wyszli, zostały tylko matki protestujące.
– I co teraz? – westchnęła mama Łukaszka. – Chyba nie ma sensu tak siedzieć?
– Chyba nie – mruknęła pani blond w kitce i z wytrzeszczem oczu. – Mam ochotę rzucić to wszystko i jechać do Chorwacji.
————-
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html – blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen

Programy plus

W szkole Łukaszka była wywiadówka. Jego rodzice wraz z Łukaszkiem przyszli znacznie przed czasem, żeby zając miejsca siedzące, wiele innych osób też tak zrobiło. Teraz siedzieli i czekali na grono pedagogiczne. Aby skrócić oczekiwanie rozmawiali o tym, czego Polacy najbardziej nie lubią. O polityce.
– To straszne co się dzieje w tym kraju – mama Łukaszka załamywała ręce. – Wszystko niszczone, deptane, duszone. Wstyd się przyznać w Europie, że się jest Polakiem.
– Mam gdzieś Europę – odparła czyjaś matka siedząca koło niej. – Mieszkam w Polsce, a tu nie jest źle. Jest całkiem dobrze, a nawet robi się coraz lepiej. A i perspektywy zapowiadają się całkiem nieźle.
Mama Łukaszka się zagotowała:
– To wszystko dzięki opozycji! To oni rządząc poprzednio przygotowali grunt pod dzisiejsze sukcesy tak jak nawóz pozwala kwiatom kwitnąć. I dzisiejsza opozycja, jest takim nawozem, jest politycznym obornikiem…
– Jakie sukcesy? Przecież w Polsce jest źle – przypomniał jej ze złośliwym uśmiecham tata Łukaszka.
– Jakie sukcesy? Niechże pani wymieni choć jeden – zażądała rozmówczyni mamy Łukasza.
Mama Łukaszka zaczęła wyliczać:
– Bezdomność plus. Poprzez utworzenie specjalnego portalu, poprzedni rządzący przybliżyli internet bezdomnym, którzy mogli poczuć się w nim jak w domu.
Tata Łukaszka wydał dziwny dźwięk i schował twarz pod pachę.
– Kamienice plus. To dzięki poprzednim rządzącym seniorzy z najwyższej półki wiekowej mogli odzyskać swoją własność. Złoto plus! To poprzedni rządzący nauczyli społeczeństwo, że nie inwestuje się oszczędności całego życia w jakieś podejrzane machloje ze złotem…
– Przecież to był błąd – przerwała jej zdumiona rozmówczyni.
– Czyż nie uczymy się błędach?
– E, proszę pani, co to za sukcesy? Pięćset plus, o to jest proszę pani coś wymiernego, ludzie otrzymują konkretne kwoty!
– Przecież to błąd – odezwał się tata Łukaszka.
– Czemu?
– Nieefektywny system dystrybucji.
– Czego co? E, nieważne. Zresztą jak ten program się panu nie podoba, to są inne. I ciągle powstają nowe. Dzisiaj rano ogłoszono kolejny. Słyszeli już państwo?
– Nie – odparli zgodnie mama i tata Łukaszka.
– Wprowadzono program sakrament plus! Każde małżeństwo żyjące w sakramentalnym związku dostanie stówę miesięcznie!
Mama Łukaszka zagotowała się straszliwie krzycząc coś o tolerancji.
– Dostanie pani te pieniądze? – spytała rozmówczyni.
– Tak, ale…
– No to o co ta spinka?
– Bo inni nie dostaną! Geje, trans, żyjący w wolnych związkach!
– To jest wolny kraj proszę pani – rozmówczyni uśmiechnęła się szeroko. – Mogą założyć sobie własny kościół i wypłacać nawet po dwie stówy!
– A propos wypłacać – ożywił się tata Łukaszka. – Kto to funduje? Rząd?
– No co pan! Kościół!
– Kościół nie powinien mieszać się do polityki! – sarknęła mama Łukaszka, spojrzała na swojego męża i zaniepokoiła się poważnie:
– Dobrze się czujesz? Taki blady nagle się zrobiłeś.
– Nie, nie wszystko dobrze, po prostu szok przeżyłem… – tłumaczył się tata. – Pierwszy raz kościół będzie na coś płacił… Zawsze było odwrotnie…
Inni ludzie się zaczęli przyłączać do dyskusji. Ktoś zauważył:
– Nie każdy program był trafiony. O ile program paliwo plus, promujący tankowanie na krajowych stacjach był ciekawy, o tyle program abstynent plus spowodował znaczny spadek wpływów z akcyzy i o mało nie doprowadził do rozruchów społecznych…
Weszło grono pedagogiczne i rozmowy się urwały. Pan dyrektor poinformował, że wywiadówka będzie składała się z dwóch części. Najpierw ogólne informacji tu, w auli, a potem rozmowy z nauczycielami w klasach. Na początku chciałby się pochwalić kolejną, rekordową edycją programu SKO plus. SKO czyli Szkolna Kasa Oszczędności. W tym roku każdy z uczniów wpłacił po sto euro. Dzięki temu każdy z uczniów dostał po osiemdziesiąt euro!
Na auli wybuchła euforia. Tata Łukaszka ze zniesmaczeniem rozglądał się po otoczeniu i ku swojemu wielkiemu zdumieniu zauważył, że jego syn też bije brawo.
– Ty też??? Jak to??? Dlaczego??? Wpłaciłeś sto, a dostałeś osiemdziesiąt! Z czego tu się cieszyć?
– Że dostałem osiemdziesiąt – odparł Łukaszek. – W poprzedniej edycji pieniądze w całości były przeznaczone na wycieczkę do Chorwacji.
– Przecież nie jechaliście do Chorwacji!
– My nie. Pojechali sami nauczyciele.
Tata Łukaszka zaczął też bić brawo.
Pani wicedyrektor gestem uciszyła wszystkich i powiedziała:
– Zdaję sobie sprawę, że to może być nie do końca takie moralne, że nie nauczy to jednak uczniów oszczędzania. Jednak nasza młodzież nie do końca też rozumie, że uczy się po to, aby mieć później z tego profit, lepszą pracę, lepsze zarobki… Postaramy się więc pokazać im te profity już teraz. Od tej edycji uczniowie gorzej się uczący będą dostawać mniej, a ci lepiej się uczący będą dostawać więcej!
Wśród rodziców wybuchła panika. Pan dyrektor skoczył do pani wicedyrektor i coś jej klarował na ucho.
– Pomyliłam się, pomyliłam się! – pani wicedyrektor usiłowała ratować sytuację. – To ci lepiej się uczący będą dostawać mniej, a ci gorzej się uczący będą dostawać więcej!
I wszyscy odetchnęli z ulgą.

Moje 96 wspomnień

01. Wszyscy zginęli
02. Trzy osoby przeżyły
03. Samolot poszatkowany jak w maszynce do mięsa
04. Mgła
05. Filmik Koli
06. Strzały na filmie i dobijanie rannych
07. Jak-40 i Artur Wosztyl
08. Kartofel wreszcie zginął
09. Kaczyński gra trumnami i kampania wyborcza
10. Zimny Lech
11. Krwawa Mary
12. Kaczka po Smoleńsku
13. Jeszcze jeden
14. Krzyż z puszek piwa
15. Sikanie na znicze
16. Przemysł pogardy
17. Pani obrońca krzyża – znajoma Jowity Kacik i Andrzej Hadacz
18. Straż Miejska sprzątająca biegiusiem kwiaty i znicze
19. Ruda harcerka z warkoczem na warcie
20. Tulipany
21. Utwór „wyjazd z Polski” Michała Lorenca
22. Samolot niosący trumny pary prezydenckiej przy wylocie z Warszawy macha skrzydłami
23. Anna Walentynowicz
24. Telefon posła Leszka Deptuły
25. Dowód osobisty Tomasza Merty
26. Protasiuk nie znał rosyjskiego, nic nie umiał
27. Młode stewardessy z Tupolewa i załoga
28. Cztery podejścia
29. Tak lądują debeściaki
30. Błasik w kabinie pilotów
31. Pijany Błasik
32. Kłótnia na Okęciu Błasika i Protasiuka
33. Jan Osiecki
34. Klichów dwóch
35. Metr w głąb Ewy Kopacz i stenogram jej wystąpienia
36. Polscy i rosyjscy lekarze pracujący ramię w ramię
37. Zakaz otwierania trumien
38. Zawartość w trumnach
39. Wędrujące szczątki Tupolewa
40. Blog FYMa na S24
41. Biała księga pytań na S24
42. Syf na lotnisku w Smoleńsku
43. Rosyjscy kontrolerzy z lotniska
44. Trudna do ustalenia godzina katastrofy
45. Zakończyłem zrzut, zbliżam się na wschód – Ił-76
46. Przejęcie władzy przez Komorowskiego
47. Janicki z BORu na zakupach podczas katastrofy
48. Wesoły Komorowski podczas przylotu trumien
49. Wyścig Tuska i Jarosława Kaczyńskiego do Smoleńska po katastrofie
50. Żółwiki Tuska i Putina
51. Graś przepraszający po rosyjsku
52. Polscy prokuratorzy wojskowi
53. Filmy z Gazetą Polską
54. Jak aię walnęło, to się urwało
55. Pancerna brzoza
56. Miesięcznice
57. Dominik Taras i Janusz Palikot
58. Instalacje kościelne i pomniki o Smoleńsku
59. Szczątki ofiar na miejscu katastrofy wiele dni po zdarzeniu
60. Wrak Tupolewa
61. Roześmiany Rosjanin na filmie rozwalający łomem okna we wraku
62. Tomasz Turowski
63. Świadek widzący ciało Błasika w kokpicie rozbitego Tupolewa
64. Czarne skrzynki, kolejne wersje stenogramów
65. TVN, Polsat, Wyborcza i inni
66. Konwencja chicagowska
67. Remont Tu-154 przed katastrofą
68. Antoni Macierewicz i jego komisja, Wiesław Binienda, Wacław Berczyński, Chris Cieszewski
69. Wizyta Tuska kilka dni wcześniej
70. Tusk i Putin na molo w Sopocie
71. Komisje Millera i Laska
72. MAK Anodiny
73. Zamach, meaconing, maskirowka
74. Jaki prezydent, taki zamach
75. Katyń
76. Wawel
77. Państwo zdało egzamin
78. Paweł Deresz
79. Małgorzata Błasik i inne rodziny Ofiar katastrofy
80. Tłumy ludzi pod pałacem prezydenckim po katastrofie
81. PULL-UP, TERRAIN AHEAD i TAWS
82. Katastrofa Tu-205 lot 1906 kilka dni wcześniej
83. Awaria Tu-154M-101 podczas lotu na Haiti
84. Obecność Saakaszwilego na pogrzebie Kaczyńskiego
85. Saakaszwili całujący w rękę wnuczkę Kaczyńskiego
86. Nieobecność wielkich na pogrzebie Kaczyńskiego
87. Sławomir Wiśniewski i Wiktor Bater
88. Polska w tej sprawie jest u Rosji petentem
89. Smoleński seryjny samobójca
90. Orędzie Komorowskiego nagrane przed katastrofą
91. Trotyl Cezarego Gmyza
92. Graś, Hajdarowicz, Uważam Rze, Rzeczpospolita i śmietnik
93. Laptopy, telefony i sprzęt NATO, który zniknął po katastrofie
94. Zestrzelenie samolotu Malaysia Airlines lot 17 i rekonstrukcja wraku
95. Joanna Komolka, Wojewódzki, figurski i inni
96. Reakcja polskiej blogosfery na katastrofę

Ustawa 2×2

Polska postanowiła przegłosować w parlamencie ustawę, która by precyzowała, że 2×2 wynosi 4.
– No głowę upadli – burczała babcia Łukaszka. – Nie mają poważniejszych rzeczy, żeby się zajmować.
– To są pryncypia – głoś dziadka brzmiał uroczyście. – Pewne rzeczy trzeba ustalić, co do których wszyscy, podkreślam, wszyscy będą zgodni. Osoby, które będą twierdzić inaczej, same siebie postawią poza nawiasem społeczeństwa!
– Ale przecież w 2×2 nie ma nawiasu! – wykrzyknęła zmartwiona siostra Łukaszka i została wyrzucona za drzwi.
– Przewiduję kłopoty – babcia Łukaszka pokręciła głową.
– Jakie kłopoty? – dziadek roześmiał się serdecznie. – Znajdzie się jakiś idiota, który zakwestionuje coś takiego?
– Takie ustawy są najbardziej niebezpieczne – do babci dołączył tata Łukaszka.
– Dlaczego??? – zdumienie dziadka nie miało granic.
– Bo nie pozostawiają żadnej możliwości interpretacji. Jest albo tak, albo tak.
– O prawdę walczy się najtrudniej, o rzeczy oczywiste – odezwał się Łukaszek. – Weźmy na ten przykład efekt Mpemby…
Dziadek machnął tylko ręką i chciał coś powiedzieć, gdy do kuchni zajrzała mama Łukaszka. Była blada.
– Ulica i zagranica są przeciwko Polsce – wyszeptała.
– Żadna nowość – wzruszył ramionami dziadek.
– Ale chodzi o tę idiotyczną ustawę o mnożeniu!!! – eksplodowała mama Łukaszka. – Czy partia rządząca pomyślała o tym, ustalając kolejne wadliwe prawo?
– Wadliwe?! – uniósł dziadek.
– Czyli 2×2 to pięć? Poprawią mi świadectwa? – spytała z nadzieją siostra Łukaszka i została ponownie wyrzucona za drzwi.
– Oni grożą więzieniem za inne zdanie! – piała mama Łukaszka.
– W tej kwestii nie może być innego zdania!
– Faszyzm!
…trwał kataklizm. Na podwórku krajowej polityki głosy były podzielone.
Środowiska narodowe pochwaliły, że partia rządząca sięgnęła po odwieczne pryncypia, ale powinna zacząć od innych równań. Konkretnie od bliższego sercu każdego Polaka, że 2+2 to 4. Ale ponieważ wynik jest ten sam, warunkowo poprą tę ustawę.
posłowie ugrupowania Tynisław-Styszka’20 oznajmili, że oni się wstrzymają od głosu, bo wynik tego równania powinien być ustalany w JOWach. Na przykład w Legnicy będzie 3, a w Szczecinie 8.
Partia Pola-Sady-Lasy oznajmiła, że będzie przeciw, bo najpierw trzeba zająć się liczbą 3, która wywodzi się ze starej, rolniczej tradycji trójpolówki. No i z Trójcy Świętej.
Partia Modernistyczna oznajmiła, że według nich 2×2 to 4,6692, gdyż tyle wynosi stała Feigenbauma.
Według polityków Podestu Oligarchów 2×2 wynosi trochę powyżej 3, no bo przecież trzeba VAT odliczyć.
Poseł Niefan-Stesiołowski oznajmił, że jest to podła bezczelność i bezczelna podłość, aby szeregowy poseł narzucał swoje zdanie wszystkim Polakom.
Politycy lewicy oskarżyli partię rządzącą, że wprowadzając takie prawo, działa na rzecz Rosji, a Rosja – o czym oni wiedzą najlepiej – to czyste zło.
Jeszcze gorzej było w świecie polityki międzynarodowej. Departament Stanu USA wyraził zaniepokojenie, że partia rządząca musi regulować kwestie matematyki.
Unia Europejska oświadczyła, że ta ustawa jest zbyt surowa i nie można w niej karać więzieniem, Polska ma to natychmiast zmienić, bo jak nie, to będą sankcje. Przecież zawsze może istnieć mniejszość o innym zdaniu./
Najbardziej gwałtowną reakcję zaprezentował Izrael. Wszystkie sześćdziesiąt muzeów w Polsce (Muzeum Szalom, Muzeum Szabasu, Muzeum Ucisku Przez Gojów, Muzeum Polskich Klęsk i inne) wraz z mediami z całego świata podniosło głośny protest. Że atmosfera wprowadzania tej ustawy przypomina marzec 68. Że podnosi się fala matematycznego antysemityzmu w Polsce. Że w tej ustanie czuć duszny zapach krematoriów. Że ziemia, na której stoi Auschwitz nadal nie toleruje osób o innych poglądach na równania matematyczne. I że Polacy muszą zapłacić.
Ustawa przeszła przez Sejm, przez Senat. I wtedy w środku tego politycznego boju, wyszedł Prezydent, ubrany cały na biało i zwołał konferencję prasową. I oznajmił, że on tej ustawy nie podpisze.
– Dlaczego??? – spytali dziennikarze, a któryś zawołał z przekąsem:
– Rofia-Zomaszewska znowu panu zabroniła?
– Tym razem nie! – prezydent się zaczerwienił. – Dostałem bardzo ważne informacje z BBN. Stoję na straży Konstytucji. I jestem prezydentem wszystkich Polaków. I nie mogę dopuścić, aby kolejna ustawy podzieliła społeczeństwo.
Prezydent Dudrzej-Anda uśmiechnął się i dodał:
– No i zmarli generałowie nie mają się jak odwołać.

Kiedy feministka jest wściekła

Sąsiad Łukaszka z bloku, mały Wiktymiusz bardzo chciał mieć pieska. Więc jego mama kupiła mu chomika. To nawet logiczne, trzeba przyznać.
Chomik ostatnio coś chorował, więc Wiktymiusz, zalewając się łzami, poinformował swoją mamę, że chomik chyba kończy żywot.
Źle trafił, akurat u jego mamy odbywało się zebranie Komitetu Obrony Defraudacji.
– Eutanazja to wielka zdobycz dwudziestego pierwszego wieku – powiedziała ciepło mama Łukaszka.
Wiktymiusz zaczął płakać jeszcze głośniej.
– Przestań! – mama Wiktymiusza zatkała uszy. – Pójdziesz z chomikiem do weterynarza. Ale samego cię nie puszczę. Musisz zaczekać, aż skończy się zebranie.
– Ale do tego czasu chomik może nie przeżyć! Ja muszę iść teraz! – szlochał Wiktymiusz.
– Mój syn jest wolny, może iść z nim – szepnęła mama Łukaszka.
Mama Wiktymiusza w odpowiedzi tylko się skrzywiła, ale wobec narastającego płaczu syna i pod presją czasu – zgodziła się. Mama Łukaszka zadzwoniła po swojego syna, a ten przyszedł i zabrał Wiktymiusza wraz z chomikiem do osiedlowej lecznicy do zwierząt.
W poczekalni czekały dwie panie. Co ciekawe, obie z kotem. Koło drzwi siedziała blondynka o olśniewającej urodzie, a pod oknem naburmuszona, wściekła wręcz brunetka. Łukaszek i Wiktymiusz przezornie wybrali miejsca w kącie, w równej odległości od obu pań. W ciszy było słychać jak pani w czarnych włosach mamrotała do siebie, że jest wściekła.
Otworzyły się drzwi i wyszedł jakiś starszy pan z psem, a za nim weterynarz.
– Kto następny? – weterynarz spojrzał na panią w czarnych włosach.
– Jestem wściekła – wymamrotała pani.
– Co pani mówi?
– Jestem wściekła.
Lekarz bez słowa cofnął się do gabinetu. po czym wyszedł ze strzykawką. Podszedł do pani w czarnych włosach, zakomenderował:
– Rękaw do góry!
A ona automatycznie go posłuchała i ani się wszyscy obejrzeli jak zrobił jej zastrzyk i wybuchła straszna awantura.
– Jak pan śmiał! – krzyczała pani w czarnych włosach. – Przecież ja nie wyraziłam na to zgody!!!
– Nie trzeba było. Działałem w stanie wyższej konieczności. Ratowałem ludzkie życie!
– Czyje życie?
– Pani.
– Moje? Niby jak?
– Krzyczała pani, że jest wściekła. Więc podałem pani szczepionkę przeciwko wściekliźnie.
Panią w czarnych włosach zamurowało. Pani blond też zrobiła zdumioną minę, kilka razy nawet otwierała usta jakby chciała coś powiedzieć, ale koniec końców nie odezwała się słowem. Za to pani w czarnych włosach odzyskała mowę i zaczęła krzyczeć, że ona jest antyszczepionkowcem i nie życzy sobie.
– Wołała pani, że jest wściekła – przypomniał lekarz.
– Bo jestem. Jestem feministką i jestem wściekła. Nie mogę zrobić aborcji!
– Przecież to samiec – lekarz przyjrzał się kotu.
– Wiem!!! Też ma pan pomysł, żeby zabijać bezbronne zwierzątka! Sobie nie mogę zrobić aborcji!
– To jest pani w ciąży?
– Nie!!
– Nic już nie rozumiem – lekarz potarł czoło.
– Ja też nie rozumiem – odezwała się miłym głosem pani blond o oszałamiającej urodzie. – Kiedy w zeszłym roku ugryzł mnie lekko pies to kazał mi pan brać całą serię zastrzyków. I to nie w rękę, a w… – pani się zawahała, przygryzła usta, ale skończyła:
– W pupę.
– Chyba mi pan nie powie, że będzie mi pan teraz też musiał robić serię takich zastrzyków – rzekła jadowicie pani w czarnych włosach.
Lekarz spojrzał na nią i zadecydował:
– Pani wystarczą czopki.

Żródło tradycyjnego, polskiego antysemityzmu

Tata Łukaszka nie mógł sobie znaleźć miejsca w mieszkaniu.
W pokoju, przed telewizorem Hiobowscy oglądali wiadomości.
– Ech, ech… – tata Łukaszka machnął ręką i wyszedł. Na ekranie prowadzący serwis i informacyjny podniecali się tym, ile osób zobaczy, że polski podróżnik obszedł pieszo Antarktydę powiewając polską flagę. Gigantyczny sukces! Żuławy piaru!
– Jak samopoczucie? – prowadząca ciepło dopytywała się przez łącza satelitarne.
– Nóg nie czuję – poskarżył się podróżnik.
Tata Łukaszka postanowił wynieść śmieci.
Na dworze było już ciemno. Ciemność tę rozświetlały błyski policyjnego radiowozu stojącego na parkingu pod blokiem, wokół był zgromadzona grupka krzyczących ludzi. Tata Łukaszka opróżnił wiaderko i podszedł zobaczyć co się tam dzieje.
– …tradycyjny, polski antysemityzm! – krzyczał jakiś pan. – To skandal co tu się odstawia w tym kraju! Idę sobie spokojnie ulicą, wsiadam do samochodu, chcę odjechać, a tu co?! Policja! Napadają mnie, wyciągają z samochodu, grożą, obrażają, znieważają, zarzuty stawiają! Tylko dlatego, że jestem Żydem! Tradycyjny, polski antysemityzm! Wyssany z mlekiem matki, przekazywany z pokolenia na pokolenie! Stąd jego źródło!
Tłum słuchał mrucząc gniewnie.
– Wszystko to bardzo pięknie, ładnie – odezwał się jeden z policjantów. – Ale jest jeden drobiazg, o którym pan nie wspomniał.
– Jaki?
– To nie był pana samochód.
Gruchnął śmiech.
– Jak śmiecie się śmiać! – krzyczał zatrzymany.- I to dlatego, że jestem Żydem! Tradycyjny polskie antysemityzm! A poza tym nie przyjmuję argumentów od antysemitów! Mój samochód, nie mój, to nieistotny drobiazg! Napadliście mnie jak zbóje!
– A który to był samochód? – zapytał tata Łukaszka.
– Ten – pokazał drugi policjant.
– Moje auto! – zakrzyknął ktoś ze zgromadzonych.
– Czyj, czyj? – rozglądał się zatrzymany. – imię, nazwisko, adres, telefon proszę! Żądam odszkodowania! Niech pan zobaczy co pana samochód spowodował, jakie u mnie teraz mentalne straty są! To idzie w miliony dolarów!
Policjanci ostrożnie zapakowali zatrzymanego do radiowozu. Zanim zamknęli drzwi podszedł jeszcze tata Łukaszka i zrobił zaskakującą rzecz: uścisnął zatrzymanemu dłoń!
– Z podziękowaniami – dodał tata Łukaszka.
– Za co??? – zatrzymany był bardzo zdziwiony.
– Za naukę. Pokazał mi pan źródło tradycyjnego, polskiego antysemityzmu. I to za darmo!
Odjechał radiowóz uwożący zatrzymanego, który płakał, że za naukę należy mu się co najmniej dziesięć auro i że tata Łukaszka go antysemicko okradł z know-how.
Kiedy tata Łukaszka wrócił do domu, okazało się, że wiadomości już się skończyły i jest film. Ale jego tata Łukaszka też nie chciał oglądać.
– Dlaczego??? – nie mogła uwierzyć mama Łukaszka sadowiąca się przed telewizorem. – Przecież „Wiodący Tytuł Prasowy” tak zachwala!
– Pewnie dlatego – zachichotał dziadek Łukaszka.
– To najnowsza, amerykańska superprodukcja dla młodzieży, oparta na tradycyjnej, europejskiej baśni i obsypana Oskarami!
– Pewnie dlatego – westchnęła babcia Łukaszka.
Mama Łukaszka obraziła się.
– Sam tytuł mi wystarczy – zapewnił tata Łukaszka.
– A co jest złego w „Heidi ratuje Mosze Köpernicka przed Polakami pod Grunwaldem”?