Elektryczka LGBT

Pani pedagog weszła do klasy Łukaszka i oświadczyła bez żadnych ogródek:
– Na dzisiejszej lekcji pomówimy o przyszłości.
– O jakiej przyszłości? – spytała nieufnie dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza.
– O tej, która nas czeka, oczywiście. Że nic nie wiadomo…
– E tam, proszę pani, właśnie, że wszystko wiadomo. Europa zachodnia upadnie, Polska jedynie się ostanie i to z niej wyjdzie iskra, która odmieni świat. Tak mówi Fatima! – oświadczyła dumnie dziewczynka.
Pani pedagog zaniemówiła.
– Jak Fatima? Znam ją? Chodzi do naszej szkoły? – wyjąkała po dłuższej chwili.
Dziewczynka wywróciła oczami i rzekła:
– Fatima to taka miejscowość. Chodzi mi o przesłanie z Fatimy.
– E tam – machnęła ręką pani pedagog. – Nie zajmujmy się Polską. Leżymy przecież w Europie, jesteśmy Europejczykami. Tak powinniście myśleć! Powinniście myśleć o sobie, o swoim zawodzie! Myśleliście już o tym?
– Kolega wczoraj cały dzień myślał – okularnik z trzeciej ławki wskazał Grubego Maćka.
– Ja??? – Gruby Maciek osłupiał kompletnie.
– Tak, ty. Wczoraj, proszę pani, przeżył zawód miłosny – wyjaśnił okularnik. Dalej nic nie zdążył powiedzieć, bo się pobili.
– Przestańcie się bić! Myśleliście już o zawodach? – pani pedagog ich rozdzieliła.
– W weekend są zawody kajakarskie i myślałem pójść popatrzeć – wyznał Gruby Maciek.
– Szkoła poprosiła kilkoro gości, aby przyszli opowiedzieć wam jakie zawody są teraz na topie – kontynuowała pani pedagog pisząc obu chłopakom nagany. – Ciekawe czy zgadniecie jaki będzie pierwszy. Jest związany z prądem.
– Elektryk – odezwał się Łukaszek.
– No i wiedziałam Hiobowski, że nie zgadniesz – ucieszyła się pani pedagog. – Nie elektryk tylko elektryczka.
– Przecież to to samo.
– O nie, to nie jest to samo! Zresztą sami zobaczycie, zapraszam tu do nas panią Nikolę!
Weszła młoda pani o wyglądzie rozzłoszczonej humanistki.
– To prawda co mówiła pani pedagog. Ale ja nie jestem zwykłą elektryczką. Jestem elektryczką LGBT.
– Gdzie tego uczą? – zadudnił Gruby Maciek. – Na Politechnice?
– Na Multitechnice – sprostowała pani. – Elektryczka LGBT preferuje odejście od seksistowskiego ujęcia tematyki prądu.
– To znaczy? – chciał wiedzieć okularnik.
– Nie musi być zawsze plus i minus! Nie musi być zawsze męskie i żeńskie. Oto najnowszy triumf myśli LGBT na pole elektryki!
I pani postawiła na biurku jakiś przedmiot. Szmer zawodu przeleciał przez klasę.
– Toż to zwykła lampa – w głosie dziewczynki brzmiał zawód.
– Nie taka zwykła! – zapaliła się pani elektryczka. – Zobaczcie tu!
I pokazała przewód zasilający zakończony… Gniazdkiem.
– Jak pani włoży to do gniazdka? – zainteresował się Łukaszek. – Przecież to nie pasuje.
– O! I właśnie po to zostałam elektryczką LGBT! – zakrzyknęła pani. – Nie można na wszystko patrzeć pod kątem „pasuje” albo „nie pasuje”! To takie ciasne, takie patriarchalne! Już ja wam udowodnię, że w elektryce trzeba tolerować także inne rozwiązania!
Pani podeszła z przewodem do gniazdka i wsunęła do niego wtyczkę. To znaczy: usiłowała wsunąć. Co się oczywiście nie udawało, bowiem wtyczka była pozbawiona bolców.
– Mówiłem, że… – zaczął okularnik, ale pani elektryczka przerwała mu gromkim:
– Cisza!!!
Po czym pani sięgnęła po taśmę izolacyjną i jakoś przymocowała wtyczkę do kontaktu. Z triumfującą miną nadusiła włącznika lampy.
Światło nie zaświeciło się.
– Nie ma prądu – stwierdził odkrywczo Gruby Maciek i dostał kolejną naganę za sianie mowy nienawiści.
Pani elektryczka spakowała lampę i wyszła. Na odchodnym rzekła jeszcze, że następna lekcja będzie o tym jak fajnie jest rozkochać się w ciemności.

Profanator, który ukradł profanację

Łukaszek wraz z kolegami, Grubym Maćkiem i okularnikiem z trzeciej ławki szli przez osiedle, Właśnie mijali kościół, pod którym stała grupa osób, gdy Gruby Maciek zatrzymał się jak wryty.
– Co to jest? – zapytał.
Okularnik podszedł bliżej, bo słabo widział. Na kościelnym murze wisiał rząd krzywo naklejonych obrazków: sprofanowane oblicze Matki Boskiej.
– To jest – rzekł Łukaszek – cel w życiu dorosłych zdawałoby się osób. Mogąc robić dosłownie wszystko wybierają skradanie się nocą i obrażanie innych.
Zza narożnika muru wyszedł ksiądz. Spojrzał na obrazki i pokiwał głową.
– Znowu ponaklejali – westchnął i pokiwał głową.
– To nie my – zaczął okularnik, ale Gruby Maciek mu przerwał przypominając, że tłumaczą się tylko winni.
– Ty je3steś tak gruby, że byłbyś podwójnie winny – odszczeknął się okularnik.
I się pobili.
– Pax między chrześcijany – rzekł ksiądz fachowo wykręcając rękę okularnikowi na plecy. – Wiem, że to nie wy. Ja ich już znam. Często tu przychodzą. Teraz też tu są. O tam – i wskazał grupę osób stojących nieopodal. – Nazywają się Grupa Uderzeniowa „Wolności Nie Oddamy”, w skrócie… Ech… Wezwałem policję, ale tyle razy już przyjeżdżali i nic nie poradzili…
– Nie można tracić wiary – rzekł krzepiąco Łukaszek i zerwał jeden z obrazków. Potem drugi. I trzeci. A potem zrobił coś dziwnego: powiesił je z powrotem. Grupa Uderzeniowa zafalowała groźnie i zaczęła się zbliżać. I w tym momencie zajechał radiowóz. Wysiadło z niego dwóch policjantów, straszy i młodszy.
– O nie, znowu oni – burknął młodszy. – A mogłem zostać nauczycielem!
– Co tu się dzieje? – zapytał z niechęcią starszy policjant.
– To on, proszę pana! – z szeregów Grupy Uderzeniowej wysunęła się pani w różowym płaszczu i wskazała Łukaszka. – On łamie konstytucję!
– Niby jak?
– Łamie nasze prawo do swobodnej wypowiedzi! Wypowiadamy się w formie obrazkowej, a on to zrywa!
– Czy przyznajesz się? – spytał policjant.
– Nie – odparł flegmatycznie Łukaszek na nowo zrywając obrazki. Grupa „Wolności Nie Oddamy” piszczała ze złości domagając się jego natychmiastowego aresztowania.
– Biedny chłopiec – westchnął ksiądz.
– Ksiądz go widzę nie zna – zadudnił Gruby Maciek. – On ich zrobi jedną ręką. Prawą.
– Lewą – zaoponował automatycznie okularnik.
I się pobili.
– To co ty w takim razie robisz? – zirytował się młodszy policjant. – Przecież widzę, że zrywasz te obrazki.
– Mi wolno.
– Niby dlaczego? Masz raka? – pokrzykiwała pani w różowym płaszczyku.
– No ja je wieszałem – wyjaśnił Łukaszek.
Zapadła cisza.
– Ty bezczelny, mały… – zaczęła pani, ale okularnik jej przerwał:
– Jesteśmy świadkami.
– I ksiądz też! – dodał szybko Gruby Maciek.
Ksiądz, osłupiały, mrugał oczami. Akcja toczyła się dla niego zdecydowanie za szybko.
– No dobrze – zaklaskał w dłonie starszy policjant. – Ja już się pogubiłem. Kto kogo oskarża i o co?
– Ja! – zakrzyknęła inna członkini Grupy Uderzeniowej, pani w zielonym sweterku. – Ja go oskarżam o to, że zdziera te obrazki! Nie wolno, jest to sprzeczne z konstytucją!
– Czyj to mur – pytał dalej zmęczonym głosem starszy policjant.
– Mój – ocknął się ksiądz.
– Czy ksiądz ma coś przeciw temu, że on zrywa?
– Nie. Niech sobie zrywa. Niech zerwie wszystkie.
Policjant odwrócił się w stronę Grupy Uderzeniowej i bezradnie rozłożył ręce.
– Kradzież! – zakrzyknęła pani w różowym płaszczyku. – On kradnie nasze plakaty!
– Zaraz wam je dam – przerwał Łukaszek kontynuując zrywanie.
– Myśmy je powiesili!
– Nie, bo ja.
– Jak udowodnisz, że to ty? – zapytał młodszy policjant.
– Są na nich moje odciski palców! – Łukaszek uśmiechnął się zwycięsko.
– Jeśli wieszał to na murze, to niech za to odpowie! – zakrzyknęła zwycięsko pani w zielonym sweterku. – Za to jest paragraf, prawda?
– Prawda – przyznał starszy policjant.
– To za to go aresztujcie.
– Czyj to mur?
– Mój, już mówiłem.
– Czy ksiądz ma coś przeciw, że ten chłopak wieszał tu te obrazki?
– Co? – ksiądz zrobił wielkie oczy, ale okularnik sprzedał mu sójkę w bok, więc wymamrotał spiesznie:
– Nie. On nie. On może.
Policjant odwrócił się w stronę Grupy Uderzeniowej i bezradnie rozłożył ręce.
Grupa Uderzeniowa gotowała się złości. Łukaszek podszedł do Grupy Uderzeniowej i wręczył im wszystkie zdjęte obrazki.
– Och, niech to wszystko… – zawarczała pani w zielonym sweterku. Porwała jeden z obrazków i powiesiła go ponownie na murze. – Tak! Tak ma być! Ma tu wisieć! Chyba mi nie powiecie – zwróciła się do policji – że pomalowany kredkami obrazek łamie jakieś przepisy? Jak kredki mogą kogoś obrazić?
– Widzi pani – rzekł młodszy policjant. – Co innego malowanie obrazków, to nas nie interesuje. A co innego naklejanie na murze kościoła. To nas już interesuje. Bo czyj to mur?
– Mój – westchnął ksiądz.
– Czy ksiądz ma coś przeciw żeby ta pani to naklejała?
Ksiądz wyminął łokieć Grubego Maćka i przytomnie odpowiedział:
– Mam.
– To jest chamstwo! – zapiszczała pani w zielonym sweterku. – Jak to?! Jemu wolno a mi nie?!
– Ano nie – starszy policjant sięgnął po kajdanki. – Musimy aresztować osobę, która się tego dopuściła.
Pani w zielonym sweterku wskoczyła w sam środek Grupy Uderzeniowej.
– No chodźcie po mnie, jeśli się wam uda, no chodźcie – prowokowała funkcjonariuszy.
Tymczasem wydarzyło się coś zagadkowego. Do policjantów podeszła pani w różowym płaszczyku i wyciągnąwszy przed siebie ręce rzekła:
– Bierzcie mnie.
Policjanci założyli na jej nadgarstkach kajdanki i zaprowadzili ją do radiowozu.
– Jak to? – wyjąkała pani w zielonym sweterku. – Ja zrobiłam, a aresztowali ją? Tak nie można! Hej, wy dzielni policjanci! Pomyliliście się! Ja jestem tutaj! To ja sprofanowałam mur! Heeej! Tu jestem! Mnie macie aresztować!
– Ciężko być Herostratesem w dzisiejszych czasach – stwierdził okularnik.
– A Herostrateską jeszcze trudniej – dodał Gruby Maciek.
Grupa Uderzeniowa dopadła radiowozu.
– Dlaczego? Dlaczego to zrobiłaś? – krzyczała rozpaczliwie pani w zielonym sweterku. – Żeby mnie ratować?
Pani w różowym płaszczyku uchyliła szybę. Miała uśmiech rozanielenia na twarz.
– Ostatnim razem kiedy policja mnie przesłuchiwała to kazali mi zdjąć biustonosz!
Grupą zamurowało.
– O nie – odezwała się z tyłu jakaś pani w czerwonej kurtce. – Ja też tak chcę! Mnie też aresztujcie!
– I mnie! – zawołała następna.
– I mnie też! – zawołał jakiś pan.
– Młody, chodu! – ryknął starszy policjant.
Po czym Grupa Uderzeniowa rzuciła się w pościg za ruszającym radiowozem.
– Wiecie co, chłopcy – wyjąkał ksiądz. – Pochodzę z Pawełkowic. Byłem na misjach w Ameryce Południowej i w Afryce. Wiele rzeczy już widziałem. Ale czegoś takiego jeszcze nie.