Kartki na defekację

Łukaszek bardzo późno poszedł wynieść śmieci, a było to spowodowane – uwaga! – emisją w telewizji nowego, świetnego polskiego filmu. Nosił on tytuł „Niebezpieczne kobiety: księgowe”. W kinach zaś triumfy święcił szeroko oprotestowany przez struktury przestępcze film „Geje mafii”.
Zatem tak późno Łukaszek poszedł wynieść śmieci bo chciał obejrzeć film do końca. I dzięki temu właśnie trafił na epicką – jak to się teraz mówi – scenę.
Scenę już było słychać w przedsionku bloku, a po wyjściu oczom Łukaszka ukazał się widok, jak to dozorczyni ich bloku, pani Sitko, wrzeszczy na jakiegoś jegomościa. Jegomość podnosił się właśnie z pozycji „na skoczka narciarskiego” i zapinał spodnie.
– Co pan robił? – wrzeszczała strasznym głosem pani Sitko.
– To co pies – bronił się pan.
– Pan sra…
– Defekowałem – przerwał pan. – Skończmy z tą mową nienawiści, wurma kać!
– To okropne! – pani Sitko złapała się oburącz za głowę i Łukaszek w ostatniej chwili złapał przewracającą się miotłę.
– To wcale nie jest okropne – pan podniósł palec. – Takie sceny są codziennością rozwiniętych, europejskich metropolii, jak Berlin, Paryż czy Sztokholm. Bo należy sobie zadać pytanie, kto jest dla kogo? Człowiek dla miasta? Czy miasto dla człowieka?
– Ale proszę pana, takich rzeczy się nie robi, po prostu, tyle i już – przerwał mu Łukaszek. – ie dał pan rady dojść do mieszkania?
– Ady tam nie dał rady – fuknęła pani Sitko. – Wyszedł stamtąd!
I pokazała sąsiedni blok.
– Skoro już pani wie, który to budynek – zauważył zjadliwie pan – to wie pani również, że mamy wielką awarię kanalizacji. Tak wielką, że prawie wcale nie można z niej korzystać. Bo trochę jednak można. Ale żeby był porządek administracja dała nam to…
I pokazał niewielki, poobcinany kawałek papieru z napisem KAŁ-1.
– Co to jest? – spytała podejrzliwie pani Sitko.
– To są talony defekacyjne.
– Kartki na sranie – przetłumaczył Łukaszek pani Sitko.
– Kiedyś były na mięso – przypomniała sobie dozorczyni i przyjrzała się uważnie. – Ostro pan idzie widzę. Zużył pan wszystkie jutrzejsze.
– Przycisnęło mnie, co robić…
– Sprzątać, a co!
– Przecież to czysta ekologia, produkt w stu procentach naturalny, samo się rozłoży!
– Już!!! – pani Sitko wskazała słupek z szafką i napisem „Posprzątaj po swoim psie”.
– Ale to po psie, a ja przecież jestem człowiekiem!
– Jazda!! – pani Sitko porwała miotłę z rąk Łukaszka i zamachnęła się.
– No dobrze, już dobrze – warczał pan sprzątając. – Precz z patriarchatem! Dość dyktaturze kobiet!
Kiedy skończył, zapytał nieśmiało czy ktoś pożyczyłby mu parę kuponów.
– Pożyczyłbym, ale nie mam – rozłożył ręce Łukaszek.
– Przecież też mieliście awarię tydzień temu, jak my! – denerwował się pan. – Nie ma u was latarników LGBT? Kolejek społecznych? Harmonogramu korzystania ze wspólnych sanitariatów? Burzy w mediach społecznościowych? Wizyt najwyższych czynników na budowie?
– Nie, już po awarii. Naprawili po dwóch dniach.

Suwaczki

Do dramatycznych, mrożących krew w żyłach, mocz w nerkach i żółć w woreczku doszło, kiedy siostra Łukaszka wraz ze swoim chłopakiem wracała z koncertu. Koncert miał miejsce w Osiedlowym Domu Kultury i występowała na nim młodzieżowa piosenkarka Garretam.
Siostra zaproponowała, że skoro idzie ona i jej chłopak, to może Łukaszek też wybrałby się ze swoją dziewczyną.
– Czyj koncert? – zaciekawił się Łukaszek.
– Garretam – rzekła z emfazą siostra Łukaszka.
– E.
– Co, „e”? – zaperzyła się siostra. – Znana piosenkarka ci się nie podoba?
– Wymień tytuły jej trzech piosenek.
Siostra zalała się łzami.
– To nie fair – rzekł z wyrzutem chłopak siostry. – Wiesz przecież dobrze, że w tym biznesie piosenkarz istnieje dłużej od piosenki. Wymień trzy tytuły Britney. albo Spice Girls. A ile one miliony płyt sprzedały! Nie płacz pępuszku – przytulił siostrę. – Ja pójdę z tobą na ten koncert.
I poszli. Koncert zaczął się dziwnie, bo od coming outu.
– Muszę wam coś powiedzieć – zagaiła ciepło piosenkarka. – Właśnie opuściłam kościół.
Publiczność zaszemrała.
– Nie, no, ja wiem oczywiście, że teraz nie ma mszy – sumitowała się piosenkarka. – Ja go opuściłam w sensie instytucjonalnym. Tak! To było straszne. Powiem wam dlaczego. dlatego, że musiałam się spowiadać z masturbacji. nie mogłam. Po prostu nie mogłam iść tam i na ucho obcemu człowiekowi opowiadać takie rzeczy!
– Ooo – powiedział tysięczny tłum obcych ludzi zgromadzony na sali.
– Przepraszam – odezwał się chłopak siostry. – Właśnie pani ogłosiła całemu światu to, co wstydziła się powiedzieć na ucho jednemu facetowi.
– Co? – przeraziła się piosenkarka. – To wy wiecie?
– Taaak – powiedział tysięczny tłum obcych ludzi zgromadzony na sali.
– Ale jakim cudem?! – piosenkarka się spieniła. – To na pewno ten ksiądz! Złamał tajemnicę spowiedzi! Co za świnia! Do sądu go podam!
Ale ludzie zaczęli wołać, żeby grać, piosenkarka zreflektowała się więc. Przerwała rozważania o wendetcie i dała występ. Po występie siostra i jej chłopak przechodzili koło przystanku autobusowego, na którym czekała już spora część uczestników koncertu. I wtedy, zza rzędu osiedlowych garaży wyłoniła się jakaś kobieta. Przebiegła zdyszana koło nich ,koło przystanku wołając:
– Suwaczki!
Wszyscy zaniemówili.
– Kozaczki? – spytała ostrożnie siostra Łukaszka.
Ale pani już ich minęła. Zawołała tylko przez ramię:
– Dziś polują na kobiety!
I już jej nie było.
– Chodźmy stąd – szeptał zaniepokojony chłopak.
– Ale suwaczki w kozaczkach są fajne… – zaczęła siostra i urwała. Bowiem otoczyła ich grupa złowrogo wyglądających postaci. Był to same kobiety. Ubrane w mundury. Tęczowe. Z opaskami SA na ramionach.
– U la la – powiedział chłopak siostry, bo cóż innego powiedzieć można było.
– Mówi do was starsza suwaczka sztabowa z siedemnastego oddziału Suwak Abteilung imienia Triumfu Feminizmu! – zakrzyknęła jedna z umundurowanych.
– Suwaczki… – zaszemrali przerażeni ludzie.
– Nie ruszać się. Czy są wśród was jakieś kobiety?
– A nie widać? – odparła siostra Łukaszka.
– Nie ważne co widać, ważne co czuć – odparła inna z umundurowanych. – Potrzebujemy dwoch kobiet, które chciałyby coś podpisać, a otworzą się przed nimi wrota takiej kariery, o jakiej nawet nie myślały.
– Jakiej? – spytała jakaś pani siedząca na ławce przystankowej.
– Władze miasta wprowadziły przepis, że ma być równy parytet wśród kandydatów na każde miejskie stanowisko – oznajmiła starsza suwaczka sztabowa. – Na zmianę kobieta i mężczyzna, mężczyzna i kobieta. Jak w suwaku. Innymi słowy: zawsze musi kandydować tyle samo kobiet i mężczyzn.
– Co to ma do rzeczy z nami? – zapytała pani siedząca na ławce.
– Ano to, że zgłosiło się tylu mężczyzn do aktualnego konkursu, że mamy o dwie kobiety za mało.
– Jakie to stanowisko?
– Inspektor nadzoru na budowie stacji transformatorowej. I coś mi się widzi, że pani co tak pyskuje, będzie jedną z nich.
– Niczego nie podpiszę.
– Jeszcze zobaczymy. Pantera, jest twoja.
Zwalista, lokowata brunetka jednym ruchem zwaliła panią z ławki, po czym runęła na nią przygważdżając ją do chodnika. Pani zaczęła wyć i klaskać dłońmi o kostkę.
– Ślicznie – stwierdziła starsza suwaczka sztabowa. – Dajcie jej długopis i listę, niech podpisze. Super. Pantera, puść ją. Niech poda swoje dane. I pamiętajcie o peselu. Jeszcze jedną osobę potrzebujemy. Może pani?
Jakaś śmiertelnie przerażona babcia bez szemrania podpisała listę i podała swoje dane.
– Zmusiliście mnie – wysapała wściekła pani wstając z chodnika.
– Ma pani świadków? – zaśmiała się starsza suwaczka sztabowa.
– Nie ujdzie wam to na sucho!
– Hejt stop! To my walczymy o wolność i demokrację! Są jeszcze w tym kraju wolne sądy i żaden sąd nas nie skaże!
– Taka pani pewna? – spytał cicho chłopak siostry.- Może się znajdzie jakaś sędzina, która…
– Sędzinę masz tam – starsza suwaczka sztabowa pokazała jedną z pań, a ta odmachała radośnie. – Tak? O co chodzi?
Te pytania były skierowane do siostry Łukaszka, która podeszła do niej.
– Nie mogę na to patrzeć – rzekła siostra ze łzami w oczach. – Wy strasznie traktujecie kobiety, strasznie… I pomyśleć, że same jesteście kobietami.
– Nie wiadomo – wtrącił chłopak siostry.
Oddział Suwak Abteilung zamruczał groźnie.
– Wszystkie jesteśmy kobietami – wycedziła starsza suwaczka sztabowa. – Nie widać?
– Sama pani mówiła, że nie ważne co widać, ważne co czuć.
– Ja po prostu nie mogę na to patrzeć – kontynuowała siostra. – Więc na wszelki wypadek podpiszę się i ja. Na zapas. Żebyście już więcej nie dręczyły kobiet!
I zaczęła wypełniać papiery.
– Nie…! – krzyknęła pani siedząca na ławce. – Coś ty najlepszego zrobiła?!
– Co?! – spłoszyła się siostra.
– Teraz mamy przewagę kobiet – starsza suwaczka sztabowa zatarła radośnie dłonie i spojrzała łakomie na chłopaka siostry. – To znaczy, że ten chłoptaś jest nasz.
Cały oddział Suwak Abteilung skradając się okrążył chłopaka, któremu nawet jeden muskuł nie drgnął na twarzy. A on nagle wyjął długopis, zabrał siostrze Łukaszka papiery i… się wpisał.
Umundurowanym opadły również ręce.
– Co za świnia – wyjąkała jedna z pań w uniformie. – Wziął i podpisał. Jak tak można!
– Przepuśćcie mnie – przepchała się jakaś starsza pani w mundurze, krótko ostrzyżona i w okularach. – Jestem psycholożką. Pomagam ludziom. Już ja ci pomogę. Za ten twój czyn będziesz wył, błagał, cierpiał, umierał, zwijał się ze wstydu…
Spojrzała mu w oczy. To był błąd. W łagodnym spojrzeniu chłopaka siostry ujrzała logarytmy.
– Nie – powiedział chłopak. – Ja proszę pani studiuję na politechnice. Żadna presja czy upokorzenie nie są mi obce. Może sobie pani być psycholożką. Nic to nie da. Choćby była pani nawet pochodną, to ja jestem e do potęgi x.
– Ale jaka pochodnia? – wybełkotała oszołomiona pani psycholożka. – Pochodnie to faszyzm.
Nikt jej jednak nie słuchał. Wszyscy patrzyli na chłopaka siostry, który podszedł do starszej suwaczki sztabowej.
– Pani powiedziała, że wśród was są same kobiety. Dlaczego? Czy tu też nie powinno być jak w suwaku? Czy tu też nie powinno być parytetu?
Starsza suwaczka sztabowa zmartwiała.
– Tak sobie myślę… – kontynuował chłopak.- Że może powinienem zapisać się do was. Ale nie na jakieś szeregowe stanowisko, o nie. Myślę, że z moimi kwalifikacjami powinienem zostać od razu jakimś nadsuwakowym. Może nawet waszym dowódcą…
Oddział Suwak Abteilung wycofał się bezładnie. Chłopak siostry został nagrodzony oklaskami. Ale jedna osoba nie klaskała. Była to młoda dziewczyna, która nagle odezwała się męskim głosem:
– No tak Kobieta, mężczyzna, mężczyzna, kobieta. A o transach nikt nie myśli.

Bezspadkowe mienie pogejowskie

Babcia Łukaszka wybrała się do osiedlowego domu kultury na spotkanie Koła Gospodyń Resortowych (pracownice stołówek MSW za PRL). Miała mieć miejsce wystawa „Szlakiem Polrewkomu. Sentymentalna podróż śladami młodości” będą przepiękne fotografie z Białegostoku i Wyszkowa. Mo i poszła, ale spotkało ją wielkie rozczarowanie.
– Niestety, nie będzie wystawy – oznajmił kierownik osiedlowego domu kultury. – Autokar z paniami z Koła jeszcze nie wrócił. Koło stoi koło Koła, bo uszkodzili koło.
– Kołuje mi w oczach – jęknęła skołowana babcia. – Pewno przebili oponę.
– A właśnie, że nie. Zderzyli się z Daewoo Tico, którym jechała ogólnopolska manifestacja LGBT na Marsz Równości w Ustrzykach Górnych.
– Zatem do domu…
– Ależ skąd, będzie coś zastępczego – namawiał kierownik. – Niech pani zostanie, już się publiczność schodzi.
– A co będzie? – zaciekawiła się babcia.
– Wykład.
Kiedy salka była już prawie całkowicie zapełniona wszedł jakiś starszy, łysy pan, który przywitał się i oświadczył:
– Jestem LGBT.
Wszyscy wstali i chcieli wyjść.
– Ale jak to? – zaprotestował pan. – Przecież nawet nie zacząłem.
– LGBT opowiada tylko o LGBT – powiedział ktoś. – To nudne.
– Nie, naprawdę będę opowiadał o czymś ciekawym – zaklinał pan i wszyscy usiedli.
– A o czym będzie pan mówił?
– O sobie.
Wszyscy wstali i chcieli wyjść.
– Dobrze, powiem wam o co tak naprawdę chodzi! – eksplodował pan. – Chodzi o pieniądze! My, geje, umieramy bezpotomnie. Kto weźmie nasze pieniądze?
– Państwo – rzekła z emfazą babcia Łukaszka, która popierała kiedyś natolińczyków, partyzantów, a później akcję „Hiacynt”.
– No właśnie, a tak być nie powinno! To powinien dziedziczyć partner!
– Testament – podpowiedział ktoś.
– Niech mi pan tu nie wyjeżdża z religią i Jezusem!
– Testament można sporządzić i zapisać.
– Ach, to. Tak. Ale testament można obalić. Nie, to musi być z automatu,
– Nie każdy gej ma partnera – zauważyła jakaś pani.
– Właśnie! Słuszna uwaga! Umrze on bezpotomnie i jego pieniądze zagarnia państwo! W związku z tym należy wprowadzić przepisy regulujące kwestię bezspadkowego mienia pogejowskiego. To powinien przejmować Światowy Kongres LGBT…
– Przepraszam – odezwał się młody chłopak siedzący koło babci. – Pan tak to mówi, jakby to miało być już. A kiedy to będzie?
– Jak tylko obejmiemy władzę – rzekł pan.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.

Homoseksualne Oddziały Miłości Obywatelskiej

Są takie miejsca w mieście, gdzie lepiej się nie zapuszczać. Biedne dzielnice, złe okolice, rejony, gdzie można stracić, auto, portfel, telefon. Pewnego razu na peryferiach miasta doszło do kuriozalnych wypadków, których to świadkami byli Hiobowscy.
Zaczęło się od tego, że w biały dzień, na środku osiedla, grupa chuliganów napadła na starszą panią.
– Pomocy! Ratunku! – wołała pani. Przechodnie się zatrzymali, ale jakoś nikt nie kwapił się z pomocą.
– Rok temu mieszkał tu jeden taki co latał na wszystkie manifestacje za wolnymi sądami – wyjaśnił pewien pan sięgając po telefon. – I raz był świadkiem, jak podobna grupa pobiła dziewczynkę. Rzucił się ją gwałtownie bronić. Ale okazało się, że wśród napastników był syn sędziny. No i sąd się niestety pomylił, pomylił atakujących z broniącym, a broniącego z atakującymi. Więc ten broniący siedzi do dziś. Za otarcie synowi sędziny naskórka na brwi. Dostał dożywocie. Halo, policja?
I pan opisał całą sytuację.
– Powiedzieli, że zaraz będą – oznajmił wszystkim kończąc rozmowę.
– Dobry dowcip – odezwała się gorzko jedna pani – Jak dobrze pójdzie będą za dwie godziny…
Przerwał jej dźwięk syreny policyjnej. Zajechał duży policyjny furgon i wysiadło z niego dwóch policjantów. Przechodnie odetchnęli z ulgą, napastowana babcia krzyknęła z radości, a chuligani byli bardzo rozbawieni.
– Proszę oddać tej pani portfel – komenderował surowo pierwszy policjant. Chuligani spełnili to żądanie i jeden z nich zapytał kpiąco:
– I co dalej?
– Jesteście aresztowani – poinformował chuliganów drugi policjant czym wywołał wybuch żywiołowej wesołości.
– Kto nas aresztuje? Może wy?
– Ano my – powiedział pierwszy policjant. – Zapraszamy na pakę.
– I myślicie, że tak sobie grzecznie wsiądziemy?
– Tak, tak właśnie sądzę. Możecie oczywiście stawiać opór, albo uciekać. Ale przyjedziemy wtedy po was indywidualnie. Do domu. O szóstej rano. Wiecie co to oznacza? – pierwszy policjant spojrzał pytająco. – To oznacza, że będziecie aresztowani w majtkach. I tak będziecie przewiezieni do nas. A wiecie kto będzie z wami jechał jako eskorta? Funkcjonariusz Grzegorz.
– A kto to taki? – zaciekawił się któryś z chuliganów.
Drugi policjant otworzył drzwi od kabiny i zawołał:
– Grzegorz, wychodź!
Drzwi się otworzyły na pełną szerokość i wysiadł policjant o sylwetce młodszego brata skoczka narciarskiego. Śmiech chuliganów gruchnął aż pod niebiosa.
– Nie doceniacie go – pokręcił ze smutkiem głową pierwszy policjant. – Niesłusznie.
– Bruce Lee też nie była jakimś napakowanym atletą – zauważył Łukaszek. – A kładł wszystkich jak chciał.
Chuligani przestali się śmiać.
– Grzegorz był na rocznym stażu w Wielkiej Brytanii – oznajmił z dumą drugi policjant.
– Brał udział w jakichś mega kursach walki? – pytał kolejny chuligan.
– Brał udział, owszem, ale nie w kursach walki. Specjalności brytyjskiej policji są parady LGBT – rzucił pierwszy policjant. – Po powrocie do kraju zasilił szeregi HOMO czyli Homoseksualnych Oddziałów Miłości Obywatelskiej. Jego specjalnością jest poskramianie tłumu podczas zamieszek w mieście.
– O Jezu – tata Łukaszka pierwszy się zorientował i zaczął odsuwać od funkcjonariusza Grzegorza.
– Grzegorz, pokaż im – rzucił drugi policjant.
– Bez muzyki nie potrafię – zaszemrał funkcjonariusz Grzegorz.
Drugi policjant wyjął komórkę i włączył jakiś tłusty bit. Funkcjonariusz Grzegorz chwilę stał nieruchomo, zamknął oczy. Nagle rozrzucił ręce na boki, zafalował biodrami i zaczął się masować po zapadniętej klatce piersiowej.
Chuligani oniemieli.
– Mój zięć ma coś podobnego – odezwała się jedna pani. – To padaczka.
– Co też pani – machnęła ręką inna pani. – On tańczy.
Funkcjonariusz Grzegorz rzeczywiście tańczył. Zaczął coś przy tym mruczeć.
– Co on tam gada? – zirytował się dziadek Łukaszka. który nie słyszał bo stał daleko. Wszyscy ucichli i rozległy się słowa Grzegorza:

Panie przestępco, pokaż pan penisa

W chuliganów jakby piorun strzelił.
– Nie – wychrypiał jeden z nich. – To nie może być prawda. Wy żartujecie, prawda?
Funkcjonariusz Grzegorz tańczył dalej i śpiewał:

Czeka nas zabawa w kajdankach
Od wieczora aż do ranka

– Tak nie wolno! – poczerwieniał przywódca chuliganów. – Znam swoje prawa! Konstytucja tego zabrania!
– Nie ma nic o tym w Konstytucji – rzekł pierwszy policjant ze zwycięskim uśmiechem.
Funkcjonariusz Grzegorz tańczył przed największym z chuliganów.

Hej maleńki, pokaż wdzięki
Tańcząc w tak mojej piosenki

– Nie chcę… Boję się… – mamrotał chuligan patrząc wyraźnie wystraszonym wzrokiem na funkcjonariusza Grzegorza. Ale kiedy ten zaśpiewał:

Witaminki witaminki
I banany i malinki
Może trochę są gumowe
Ale za to bardzo zdrowe

Chuligan wybuchł płaczem i pobiegł w stronę pojazdu policyjnego. Sam wsiadł na pakę. Przechodnie zaczęli bić gromkie brawo.
– I co żeś narobił, durna pało! – wrzasnął szef chuliganów. – Kiler! Bądź facetem! Wyłaź stamtąd! Ja was zniszczę! Skargę złożę! Popamiętacie mnie! – wołał wygrażając pięścią policjantom.
Funkcjonariusz Grzegorz falował przed nim biodrami:

Hej dziewczyno, nie bądź taka
A ja ci pokaże ptaka

– Ptfu! – nie wytrzymał szef chuliganów. – Że też trzymacie u siebie takiego co to woli faceta z facetem! I jeszcze opowiada o tym publicznie! Co to za zbok! Wolę już nigdy tego nie robić…

A ja wolę moją mamę

zaśpiewał funkcjonariusz Grzegorz przemieszczając się pomiędzy chuliganami ruchem wirowym i pukając ich prowokacyjnie palcem w ramię. To był gamechanger. Ponad połowa bandy karnie sama wsiadła na pakę. Ludzie nie wierzyli własnym oczom.

Ta koszula, moi mili
Strasznie mnie w pachwinie pili

deklarował funkcjonariusz Grzegorz luzując krawat.
– Co to jest pachwina? – spytał kolejny chuligan.
Funkcjonariusz Grzegorz wskazał i zanucił:

Ogórek ogórek ogórek
Obierz delikatnie mu skórę

– Nie róbcie im tego – prosiła napadnięta patrząc jak krańcowo przerażeni chuligani rozglądają się za możliwością ucieczki.
– Taka nasza praca. W zamian za to jest bezpiecznie – mruknął pierwszy policjant, a drugi zawołał:
– Nawet nie myślcie o tym, żeby zwiać! Przyjedziemy po was o szóstej rano! Aresztujemy was w łóżku i w tym, w czym spaliście wsadzimy do radiowozu! Chcecie jechać sam na sam z Grzegorzem mając na sobie majtki?

Szeregi chuliganów załamały się ostatecznie. Prysła gdzieś buta półświatka, panowie grzecznie wsiadali na tył pojazdu. Ostatni wsiadł szef bandy. Próbował jeszcze się opierać, ale kiedy Grzegorz mu zanucił:

Ty i ja, ty i ja, ty i ja
Lubrykant Fa

poddał się i też wsiadł. Policjanci zamknęli za nimi drzwi. Grzegorz wskoczył do kabiny. Drugi policjant zasiadł za kierownicą. Tylko pierwszy nie kwapił się z wsiadaniem.
– A ty co? – zapytał drugi przez otwarte okno.
Pierwszy policjant spojrzał na Grzegorza klepiącego się po obojczykach i śpiewającego:

Wyginam śmiało ciało
Wyginam śmiało ciało

po czym pierwszy policjant z rozpaczą na twarzy zadeklarował:
– Pójdę piechotą.

Opony LGBT

Taka sytuacja: tata Łukaszka postanowił, że sprzeda opony zimowe od swojego samochodu. Wystawił je na internetowym serwisie aukcyjnym za dwadzieścia euro za cztery sztuki i czekał na nabywcę. Nie doczekał się.
Hiobowscy podczas obiadu roztrząsali przyczyny porażki transakcji.
– Za drogo wystawiłeś – oznajmiła autorytatywnie babcia Łukaszka.
– A wiesz za ile? – burknął tata Łukaszka,
– Nie wiem, ale to nie ma nic do rzeczy, gdyby były po uczciwej cenie, to już byś sprzedał!
Tata tylko westchnął.
– Moim zdaniem to sezon nie ten – wtrącił się dziadek Łukaszka. – Kto to widział zimowe sprzedawać latem!
– Ależ tak najlepiej kupować! – krzyknęła siostra Łukaszka i podała przykład butów.
– Kupować, ale nie sprzedawać – rzekła mama.
Wybuchła długa dyskusja kiedy najlepiej kupować sandały. Tata Łukaszka nie brał w niej udziału, tylko myślał co tu zrobić z tymi oponami.
– Tata – powiedział Łukaszek. – Ja mam pomysł. Ja ci sprzedam te opony. Cztery razy drożej.
– Taniej to każdy potrafi – westchnął roztargniony tata.
– Drożej! – krzyknęła cała rodzina. Tata wytrzeszczył oczy i wyjąkał:
– Cztery razy?
– No dobra – machnął ręką Łukaszek. – Niech wam będzie. Dziesięć razy drożej.
Wstał i wyszedł, a reszta rodziny śledziła go wzrokiem w nabożnym milczeniu.
– Pierwszy dzwonek zabrzmiał u drzwi jakieś dwie godziny później. Tata Łukaszka poszedł i otworzył. Na korytarzu stało czterech chłopaków. Wszyscy młodzi, chudzi, w wielkich okularach i spodniach typu rurki. Jeden z nich wysunął się naprzód.
– Dzień dobry – powiedział cicho. – Jestem Kamil i jestem LGBT.
– Co to mnie… – tata Łukaszka chciał zamknąć drzwi.
– Hejt stop i te drzwi też stop! Chciałem jeszcze powiedzieć, że za sześć lat kończę studia…
– Co to za studia?
– Socjologia LGBT. Bardzo trudne. Jestem już na trzecim roku. I jak za sześć lat skończę te studia to u mnie będzie pan kupować swoje ulubione zapiekanki! Jesteśmy wszędzie!
– Już? Koniec? Tak? – upewniał się tata Łukaszka.
– Nie. My po oponę.
– Dobrze. Zjedziemy do piwnicy wydam je wam, a pieniądze poproszę już teraz.
– Czy pan słyszał co ja mówię? Oponę. Jedną.
– Ale jest was czterech!
– Dlatego bierzemy jedną. Gdybyśmy brali cztery przyszlibyśmy w szesnastu.
Zapłacili pięćdziesiąt euro i poszli.
Następny kupujący wywołał oczopląs u mamy Łukaszka.
– To on! – szeptała podniecona. – Ten znany profesor propagujący kazirodztwo!
– Ale nie gej? – upewniał się szeptem dziadek.
– Żyd – podpowiedziała słodko babcia.
– Nie bijcie się – poprosił tata Łukaszka oglądając banknot o nominale pięćdziesięciu euro. – On też kupił tylko jedną oponę. Ciekawe… Łukasz! Coś ty napisał w tym ogłoszeniu?
Zanim Łukaszek zdążył odpowiedzieć, zadzwonił dzwonek. Otworzył drzwi, za nimi stała grupa puszystych kobiet w średnim wieku, ubranych fatalnie, o krótkich i pofarbowanych na jaskrawo włosach. Wpatrywały się wzrokiem wściekłym i rozkojarzonym jednocześnie.
– Feministki do ciebie – zaanonsował Łukaszek wycofując się zgrabnie. Kółko „Lżenie, Groźby, Bluźnierstwa, Terror” kupiło trzecią oponę.
– Nie mogę znaleźć naszego ogłoszenia – relacjonowała siostra Łukaszka. – Szukam po „opony”, w dziale „akcesoria samochodowe” i nic.
Dalszą rozmowę przerwało pojawienie się ostatniego nabywcy. Była to ich sąsiadka, mama Wiktymiusza.
– No wie pan – szeptała do taty Łukaszka wręczając mu pięćdziesiąt euro. – Nie spodziewałam się po panu, że pan też to popiera…
– Co niby popieram, co?
– No, LGBT…
– Ja?
– A dlaczego pan to sprzedaje?
– Co? Ja sprzedaję opony.
– Niech pan nie żartuje – mama Wiktymiusza figlarnie przymrużyła oko. – Jesteśmy sąsiadami, nikomu nie powiem…
– O czym niby? I dlaczego kupujecie po jednej oponie? Przecież tak się nie da jeździć!
– Po co jeździć? – zdumiała się z kolei sąsiadka. – Lepiej dodałby pan farbki gratis.
– Farbki???
– Sama mam malować?
– Co? Oponę???
– Sam pan to wystawił a teraz się dziwi! Nie pamięta pan co pan napisał w ogłoszeniu?
Tata Łukaszka poprosił o pokazanie ogłoszenia.
– Proszę – mama Wiktymiusza sięgnęła po telefon.
W dziale „dewocjonalia alternatywne” było zdjęcie opony pomalowanej w Photoshopie na sześć kolorów. Była wystawiona za pięćdziesiąt euro. I podpisana „Cipkoopona LGBT zimowa. Nówka, nieśmigana, igła, bezwypadek”.