You are currently viewing SORodówka i SORmatologia

SORodówka i SORmatologia

– Łukasz, dzisiaj jest ten dzień, kiedy idziesz do dentysty – oznajmiła mama Łukaszka patrząc na kalendarz.
– Ale mnie nic nie boli – wyjąkał Łukaszek.
– Każdy facet tak mówi a potem umiera – powiedziała babcia Łukaszka zezując na dziadka.
– A mnie akurat boli – rzekł zadowolony dziadek Łukaszek. – I co to znaczy? Że nie umrę.
– Idziesz na przegląd uzębienia – uspokoiła syna mama Łukaszka.
– Kiedy ty go zapisałaś? – zdumiał się tata Łukaszka. – Przecież obecne terminy w państwowej służbie zdrowia dorównują wyrokom za pisanie prawdy o Orzym-Jewsiaku w internecie.
– Zapisałam go do dentysty w dniu, w którym zatriumfowała demokracja – oznajmiła z namaszczeniem mama Łukaszka.
– Przecież on jeszcze nie żył w 1989! – zauważyła siostra Łukaszka.
Wszyscy gwałtownie zaczęli się kłócić kiedy zatriumfowała demokracja, do momentu, kiedy mama Łukaszka zauważyła, że Łukaszek siedzi w kącie pokoju i się śmieje.
– O nie, Łukasz! – zaperzyła się mama. – Nie będziesz nas tutaj zwodził na manowce dyskusji. Idziemy do dentysty i już! Chcesz coś jeszcze powiedzieć?
Łukaszek zapytał dlaczego jego siostra wskazała akurat rok 1989.
– Tę datę wskazał prezydent Konisław-Bromorowski – wyjaśniła siostra.
– On już nie jest prezydentem – zauważyła cierpko mama.
– Dla mnie jest!
– Ale on naprawdę nie jest.
– Ojej, a dla ciebie prezydentem jest Trzasfał-Rakowski, mimo, że też naprawdę nie jest.
Wybuchła potężna awantura do momentu, kiedy mama Łukaszka zauważyła, że jej syn siedzi w kącie pokoju i zaśmiewa się do łez.
– Bezczelny smarkaczu! Idziemy do dentysty!
– Ja też idę – powiedział tata Łukaszka. – Muszę to zobaczyć.
– Ja też!
– I ja!
Poszli wszyscy. Wizyta jednak nie doszła do skutku. Kiedy stanęli pod drzwiami gabinetu dentystycznego mama Łukaszka wydala z siebie jęk, a Łukaszek okrzyk zwycięstwa. Gabinet bowiem był zamknięty. Na zawsze.
– Jeśli dentyści bankrutują to w Polsce musi być naprawdę źle – zauważył tata Łukaszka wskazując na kartkę naklejoną na drzwi: „W związku z zamknięciem gabinetu wszystkie zabiegi dentystyczne przejmuje SOR”.
– No to chodźmy na ten SOR.
W szpitalu było mnóstwo ludzi, hałasu i zaduchu. Pacjenci byli grupowani w kolejki: pilną, mega pilną, super pilną, ekstra pilną, ultra pilną i znajomych personelu. Jakoś im się udało dopchać do rejestracji. Za ladą siedziała osoba rejestrująca o nieokreślonej płci, wieku i IQ.
– Imię i nazwisko? – spytała osoba.
– Łukasz Hiobowski.
– A zaimki?
– Wasza.
– To jeden, a dalej?
– Wysokość.
Dziadek Łukaszka śmiał się tak głośno, że został wyrzucony przez ochronę szpitala.
– Co dolega?
– Mam mieć przegląd zębów.
Osoba recepcyjna skierowała ich do sali zabiegowej numer trzy. W drzwiach zderzyli się z jakąś panią z wydatnym brzuchem. Wszyscy wbili się do gabinetu. Lekarz miał w ręku dwie karty. Spojrzał na nich i powiedział:
– Jedna osoba do rodzenia, a druga do przeglądu zębów. Kto jest osobą rodzącą?
– No chyba widać, że nie on, przecież jest chłopcem – odezwała się babcia Łukaszka i została wyprowadzona przez ochronę szpitala.
– Ja rodzę – odparła pani z brzuchem.
– A ja do zębów – dodał Łukaszek.
– To proszę uzgodnić kto pierwszy – poprosił lekarz. – Bo nie wiem jak ustawić fotel.

(Wyświetlono 36 razy, 36 dzisiaj)

Marcin Brixen

Jestem z Poznania, jestem inżynierem.

Zostaw odpowiedź