Menu

Dlaczego papierowe media muszą umrzeć

5 marca 2017 - Od Autora
Dlaczego papierowe media muszą umrzeć

Jeśli zadamy takie pytanie to pojawia się prosta odpowiedź. A właściwie dwie odpowiedzi.
Pierwsza z nich jest dość oczywista. Bo coraz więcej osób woli korzystać z informacji znalezionej w internecie. Spada bowiem systematycznie nakład niektórych gazet…
Niektórych – tak. Ale nie wszystkich.
Pewnych gazet nie spada, bo – tak uważam – większość ich czytelników to osoby, które internetu nie mają, nie znają, nie lubią i przekładają słowo drukowane nad cyfrowe i szelest papieru nad dotyk tabletu. Tam czytelnicy „tradycyjni”, papierowi, będą ubywać powoli.
Są jednak takie tytuły, które notują katastrofalny zjazd w dół jeśli chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy.
Co się dzieje z ich czytelnikami?
Szukają informacji w internecie.
Ale dlaczego?
Prędkość dostępu do nowych informacji, powie ktoś. Prenumerata wersji cyfrowych jest tańsza i nie zajmuje miejsca na półce, powie ktoś inny. Ekologia, nie marnujemy papieru, powie jeszcze ktoś. Tak. To wszystko prawda. Ale jest jeszcze coś.
Po co ludzie kupują gazety?
Bo są ciekawi i chcą się czegoś dowiedzieć. Gazety pozwalają zaoszczędzić czas i pieniądze – nie muszę gdzieś jechać i to oglądać, tylko zrobi to ktoś za mnie i to opisze, a ja to przeczytam i byłoby tak, jakbym to ja tam był.
Wydawnictwa tematyczne kupują ci, co szukają konkretnej, ukierunkowanej informacji. Piszą tam specjaliści dla specjalistów. Natomiast prasa – że tak powiem ogólna – ma czytelników, którzy karmią się tym, co zostanie im podane. Jest im obojętne czy będzie to coś o samolotach czy o trzeciej żonie jakiegoś aktora i czy to będzie news z Los Angeles czy z Koziej Wólki.
Byleby było. Coś.
I o to coś trwa zażarta walka, schodząca na poziomy o których się filozofom nie śniło. Oto czytam o zatruciu wodociągu bakteriami coli w jednej miejscowości. Napisały o tym dwa lokalne tygodniki, każdy na pierwszej stronie. W jednym tytule słowo „afera”, w drugim „sraczka”.
Ale to jeszcze pół biedy, ten język, ta „optyka”, jeśli opisana rzecz naprawdę miała miejsce. bo kiedy biorę gazetę do ręki i czytam, to jestem pewny, że ta awaria naprawdę się zdarzyła.
Pewność ta jednak staje się powoli towarem deficytowym.
Na przykład – jedna z gazet podała pewną informację o tym, że pniu ściętego w stolicy drzewa znaleziono martwą wiewiórkę. I dawaj huzia na ministra, który niedawno zliberalizował prawo dotyczące wycinki drzew. Materiał pochodził „z internetu”, opatrzony był zdjęciem martwego gryzonia leżącego na ściętym pniaku.
Trzewioszarpiące to było po prostu.
I gazeta tak to podała jednym ciągiem, jak szło, prosto z internetu.
I czytelnik tradycyjny, papierowy, nie mając alternatywnych źródeł informacji musiałby uwierzyć.
Tymczasem w internecie coraz to kolejna osoba znajdowała nową nieścisłość.
Drzewo zostało wycięte w parku stołecznym, natomiast ustawa ministra dotyczyła gruntów prywatnych.
Gazeta sympatyzuje z opozycją, tymczasem to właśnie urząd kontrolowany przez opozycję musiał wydać zgodę na wycinkę.
Co więcej, okazało się, że sama wycinka miała miejsce zanim nowelizacja weszła w życie.
Ale na tym nie koniec rewelacji. Ktoś pojechał na miejsce i sprawdził – okazało się, że to drzewo nadal stoi! I żeby było jeszcze weselej, to zdjęcie przedstawiało nie pień, lecz odłamany wichurą konar, tak skadrowany, aby robił wrażenie pnia!
Doprawdy, trudno o większe „rozjechanie się” „faktów prasowych” z rzeczywistością!
Dlaczego nikt z gazety nie sprawdził tego przed opublikowaniem?
Czy to jest jeszcze informacja? Czy dezinformacja?
Czy ktokolwiek poniesie za to konsekwencje?
Przecież informacja to towar. Jeśli w sklepie chcę kupić ser, a sprzedadzą mi szynkę – to jest to oszustwo. Jeśli kupię okna, które są złe – producent ponosi za to odpowiedzialność.
A co z kimś kto pisze nieprawdziwe rzeczy w gazecie?
I najgorsze jest to, że czytelnicy, odbiorcy owej informacji, sami muszą weryfikować jej prawdziwość, a potem jeszcze udowadniać dziennikarzom ich – powiedzmy – pomyłkę! Nadawcom informacji! To powinno działać odwrotnie!
I jakie ja mam mieć teraz zaufanie do gazet?
Czytam teraz, że Prezydent Polski, osoba publicznie deklarująca wiarę katolicką, zjadła w postny dzień wędlinę. Tak napisał pewien tygodnik. Niby nic, ale wizerunek polityka to rzecz krucha i delikatna.
Po to ja kupuję, czytam gazety, żeby mnie informowały o tym co się gdzieś tam dzieje. Dostaję wiadomość z Zakopanego – i co ja mam teraz zrobić? Pojechać tam na miejsce i sprawdzić wszystko? A może Prezydent niczego nie jadł? A może Prezydent w ogóle nawet tam nie przyjechał? A może nie ma w ogóle takiej miejscowości jak Zakopane?
Na szczęście inni sprawdzili. Jadł, przyjechał, istnieje. Tyle tylko, że… Zamiast kiełbasy jadł pomidory. Więc właściwie nic się stało – skonstatował radośnie naczelny tygodnika i zaapelował aby ludzie nie byli tacy spięci i mieli więcej humoru. Ile osób musiało poświęcić czasu, wysiłku i nerwów, by sprostować nieprawdziwą, a ważną dla wizerunku polityka informację – o tym się naczelny nie zająknął.
I tak jest codziennie i jest tego coraz więcej.
Teraz czas na drugą odpowiedź.
Zatem zadajmy to pytanie jeszcze raz.
Dlaczego papierowe media muszą umrzeć?
Bo kłamią.

(Wyświetlono 133 razy, 1 dzisiaj)
Tagi: ,

4 myśli nt. „Dlaczego papierowe media muszą umrzeć

jacky6 Z papierowych gazet czytam tylko ukierunkowane artykuły o charakterze turystycznym. Brzmiące kontrowersyjnie newsy w necie sprawdzam od razu w różnych źródłach. Właściwie to w ciągu kilku minut następuje błyskawiczna weryfikacja na ćwierkaczu. PS – jeszcze gorzej jest z czytelnictwem książek. Upadają całe księgarnie i wydawnictwa. PS 2. Zauważyłem jak po porażce w wyborach zwolennicy pewnej formacji zostali pozbawieni reprezentacji w mediach państwowych i gazetach – bardzo szybko stworzyli media siecowe i kto wie w jakim stopniu przyczyniło się to do wygranej w roku 2015.
Odpowiedz
    Marcin Brixen O, media społecznościowe bardzo przyczyniły się do wyniku wyborczego w 2015 roku. Jeden celny obrazek – mem – z tekstem czy zdjęciem, obalający „wrzutkę” medialną miał ogromną siłę rażenia.
    Odpowiedz
bez kropki Witaj Marcinie, wreszcie jesteś na swoim! A ja – Twój czytelnik, mam wszystko Twoje w jednym miejscu. Pozdrawiam, gratuluję kolejnego etapu i życzę wielu sił.
Odpowiedz
    Marcin Brixen Decyzję wymusiły okoliczności. 🙂 Witam i zapraszam
    Odpowiedz

Dodaj komentarz