Menu

Świateczny protest w obronie karpia

23 grudnia 2017 - Świat za pięć lat
Świateczny protest w obronie karpia

Mama Łukaszka i mama Wiktymiusza stały pod osiedlowym marketem z transparentem „Adoptuj karpia”. Transparent jakoś nie wzbudzał entuzjazmu wśród kupujących.
– To straszne – skomentowała mama Łukaszka.
– Sprzedali demokrację za zgrzewkę majonezu – sarkała mama Wiktymiusza.
– To nie potrwa długo, zobaczy pani – pocieszała ją mama Łukaszka. – Myślę, że w końcu ludzie zobaczą, jak w tym kraju jest źle.
Patrzyły na tłumy zadowolonych ludzi niosących mnóstwo siatek z zakupami.
– Tak, w końcu musi do nich dotrzeć, że w tym kraju jest duszno, jest terror i nie można swobodnie wyrażać swoich opinii!
Mijały ich tłumy ludzi wyrażających swobodnie swoje opinie.
– Nikt do nas nie podchodzi, dziwne – stwierdziła mama Łukaszka.
– Może stoimy w złym miejscu? – przypuściła mama Wiktymiusza.
I w tym momencie ktoś do nich podszedł. Przykro to mówić, ale była to osoba, na której najmniej im zależało. Czyli mąż dozorczyni, pan Sitko.
– Nie mam na wino – uprzedziła mama Łukaszka.
– Ale ja nie o to – rzekł zgnębionym głosem pan Sitko. – I tak nie mógłbym pić.
Obie mamy były w szoku.
– Duszno mi – wyjaśnił pan Sitko. – Żyję w takiej atmosferze, że szkoda gadać…
Obie panie spojrzały na siebie uradowane.
– Lepsze to niż nic – mruknęła mama Wiktymiusza. – A więc i pan też to czuje?
– Co mam nie czuć. Dziwię się, że i panie też.
– O, proszę pana, my od lat w tym żyjemy…
Pan Sitko był tak wstrząśnięty, że aż z kieszeni wypadł mu otwieracz do butelek.
– Może pan coś powie dokładniej… – zachęcała mama Łukaszka.
– A co tu dokładniej… – westchnął pan Sitko. – Żyję w dusznej atmosferze. Czuję się jakby cały czas ktoś celował do mnie z karabinu.
Panie kiwały aprobująco głowami.
– Jakby mnie coś popychało w kierunku emigracji, ale dokąd ja wyjadę? – pan Sitko patrzył w grudniowe niebo. – Wyć się chce z bezsilności. Sytuacja jest tak napięta, że tylko patrzeć jak coś trzaśnie.
– O to to – kiwała głową mama Wiktymiusza. – Nie wiedziałam, że pan się tak przejmuje demokracją…
– Mam gdzieś demokrację – pan Sitko spojrzał na nie smutnym, załzawionym wzrokiem i oparł się o latarnię. – Wczoraj zapomniałem ugotować pyry na obiad i żona się na mnie obraziła. Atmosfera w domu jest nie do zniesienia.
– To pan o tym… – powiedziała z wolna mama Łukaszka i zaczął ogarniać ją gniew. Ale nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo ze sklepu wyłoniła się pani Sitko. Objuczona siatkami zmierzała w ich stronę..
– Co pani tam ma? – spytała podejrzliwie mama Łukaszka.
– Karpia, a bo co? – odparła pani Sitko.
Mama Łukaszka się zagotowała. Mama Wiktymiusza spojrzała na kurtkę pani Sitko i się też zagotowała.
– Co ja widzę?! – krzyczała strasznym głosem. – Pani ma wpiętą w klapę kurtki broszkę Honorowego Rybołówcy!
– Ale korespondencyjną! – broniła się pani Sitko. – Tak! Nie wstydzę się tego!
– Przecież pani nie jeździ na ryby – mama Łukaszka była zdumiona.
– Ale za to kupuję je regularnie.
– Więc może pani adoptować karpia – podsunęła pomysł mama Wiktymiusza.
– E nie, mam za małe mieszkanie. Zrobię to, co ostatnio.
– Czyli?
– Skorzystałam z usług sąsiada, który jest w stowarzyszeniu Planowane Rybołówstwo. Rok temu przyszedł, zabił karpia i oprawił.
– To straszne – wybełkotała mama Łukaszka.
– Żadne tam straszne. Jedna decyzja, pięć minut i można odzyskać swoją wannę z powrotem. Jaka ulga, mówię paniom! Tygodnik Świadomy Rybołówca nadał mi tytuł bohaterki roku!
– Co z pani za bohaterka?! Zamordowała pani rybę! – krzyknęła mama Wiktymiusza.
– Co pani, nie ja tylko sąsiad.
– Co z tego, ma pani krew tej ryby na swoich rękach!
– Niech się pani uspokoi, to tylko ryba, ona nic nie czuje!
– I tu się pani myli! Czuje! Powinna pani…
– O przepraszam bardzo – przerwała pani Sitko. – Ale nie będą mi panie mówić co ja mam robić z własną rybą we własnym mieszkaniu.
Mama Wiktymiusza i mama Łukaszka próbowały kolejnych argumentów, ale pani Sitko miała Odpowiedź Ostateczną.
– Mój karp, moja sprawa!

(Wyświetlono 139 razy, 1 dzisiaj)

2 myśli nt. „Świateczny protest w obronie karpia

janina cupek Wspaniałe opowiadanie Panie Marcinie 🙂
Odpowiedz
    Marcin Brixen Dziękuję bardzo i pozdrawiam
    Odpowiedz

Dodaj komentarz