Menu

Historia o kole

13 stycznia 2019 - Świat za pięć lat
Historia o kole

W bloku, w którym mieszkali Hiobowscy, mieszkała też pewna rodzina z samochodem. Samochód był stary i kiepski, co chwila się psuł. No i tuż po Nowym Roku trafiła im się kolejna awaria.
– Zaraz tam awaria – bąknął sąsiad. – Opona mi się przebiła i tyle. Trzeba by nową kupić, ale jak już kupić nowe, to dwie, a pieniędzy nie ma…
– Tak być nie może – odezwał się sąsiad z parteru. – Przecież oni mają małe dzieci! Czym oni będą jeździć, autobusami? Wszyscy wiemy jak teraz punktualnie kursuje komunikacja miejska. Nie może być, żeby w dwudziestym pierwszym wieku dzieci marzły na mrozie!
– Teraz takie zimy, że nie ma mrozu – wtrącił dziadek Łukaszka.
– Nie o to chodzi! Pan się czepiasz nieistotnych detali! A ja proponuję zbiórkę! Na remont generalny samochodu! Żeby małe dzieci miały czym jeździć!
Zdjął czapkę i zaczął kwestować. Wkrótce uzbierała się w czapce solidna kwota.
– Super ludzie jesteście! – zawołał sąsiad z parteru. – Lecę działać! Do zobaczenia wkrótce!
Tego samego dnia wieczorem do drzwi Hiobowskich zastukała mama Wiktymiusza. Rozpływała się nad zaletami sąsiada z parteru.
– Dał im inny samochód- oznajmiła mama Wiktymiusza ze łzami w oczach.
– Co też pani opowiada – oburzył się tata Łukaszka. – Przecież oni nadal jeżdżą tym samym!
– Bo im kupił taki sam!
Babcia Łukaszka pojechała windą do dozorczyni bloku, pani Sitko, aby jej oddać klucz od suszarni. Dozorczyni pomagała otwierać drugie skrzydło drzwi wejściowych do bloku. Sąsiad z parteru wraz z dwoma pomocnikami pchał do wnętrza karton z napisem „Telewizor sto cali”.
– To z tej zbiórki? – zapytała niezręcznie babcia Łukaszka.
– Co też pani! – obruszył się sąsiad. – Grosza z tej kwesty nie wziąłem!
– Pan kupił za te pieniądze drugi samochód dla tej rodziny – podpowiedziała pani Sitko.
– E… No tak… To znaczy nie… – plątał się sąsiad. – Kupiłem tylko koło. Może w przyszłym roku powtórzymy zbiórkę i kupimy wycieraczki.
– Zaraz, tylko koło? – babcia Łukaszka zmarszczyła brwi. – Przecież w tej czapce było dużo pieniędzy!
– Proszę pani, koła teraz są strasznie drogie! Do tego jeszcze usługa, szkolenie… Wszystko się zgadza co do złotówki! Zresztą mam rozliczenie!
~ Pan pokaże!
I sąsiad z parteru wyjął z kieszeni kartkę. Na kartce był zrobiony kredkami kolorowy malunek w stylu starszego przedszkolaka. Kwota zebrana, poniżej kwota zakupu, taka sama. I napis „rozliczono sto procent”.
– Mnie to przekonuje – stwierdziła z mocą pani Sitko.
– A mnie nie – mruknął babcia. – Nie ma na tym żadnej pieczątki?
– Nie pomyślałem – przyznał sąsiad. – Jutro zrobię sobie jakąś i odbiję.
A wieczorem tata Łukaszka poszedł wyrzucić śmieci i ujrzał na parkingu jak rodzina podjeżdża swoim starym samochodem.
– Pan daruje – tata zaczepił sąsiada. – Ale czy naprawdę dostał pan od sąsiada z parteru drugie auto? Czy tylko nowe koło.
– Ani to ani to – zdumienie sąsiada nie miało granic. – On kupił mi tylko łatki do opony. Koło do wulkanizatora musiałem już zanieść sam. Ale i tak jestem głęboko wdzięczny sąsiadowi z parteru. To dzięki niemu możemy jeździć samochodem!

(Wyświetlono 202 razy, 1 dzisiaj)

Jedna myśl nt. „Historia o kole

Gondasek Zanim skrytykujesz powiedz ile łatek do kół ty ludziom kupiłeś. Super tekst.
Odpowiedz

Dodaj komentarz