Wystawa „Mężczyzna pijący nalewkę”

I pomyśleć, że nowy trend w sztuce oraz ogólnopolska akcja społeczna zaczęła się banalnego zdarzenia: pani Sitko, dozorczyni w bloku Hiobowskich, zabroniła mężowi pić zrobioną przez siebie pigwówkę.
Część teoretyków sztuki twierdzi, że kultura niska przenika się z wysoką, I mają rację. Albowiem przeniknęły się jeszcze tego samego dnia, kiedy pani Sitko po raz szesnasty odmówiła pigwówki. Przeniknęły się pod osiedlowym śmietnikiem. Pan Sitko szedł wyrzucić śmieci pogwizdując marsz żałobny Chopina i spotkał tam pewnego starszego pana. Pan kopał kontener na śmieci i wykrzykiwał słowo „krzywa” po hiszpańsku.
– Mecz? – spytał współczująco pan Sitko i wyeksportował zawartość wiaderka do kontenera.
– Praca – syknął przez zęby starszy pan.
– A co pan robi?
– Jestem dyrektorem galerii.
– Handlowej?
– Nie, sztuki.
Pan Sitko cofnął się w popłochu.
– Nie, nie spokojnie, nie musi się pan obawiać, jestem normalny! – zamachał rękami dyrektor galerii. – Nie pociąga mnie publiczny seks, ekskrementy czy bluźnierstwa. Na moje nieszczęście.
– Jak to: na pana nieszczęście?
– Ano bardzo prosto. Ci tak zwani artyści przychodzą do mnie tylko z czymś takim. Kiedy próbowałem wystawiać dzieła mistrzów pędzla to zagrozili mi cofnięciem dotacji. I co tu robić? Albo ostatnio, przychodzi do mnie kobieta i przynosi zdjęcia jak wkłada sobie salsefię w…
– Co to jest salsefia? – spytał ostrożnie pan Sitko.
– Taka jakby pietruszka. Oczywiście, musiałem te zdjęcia wywiesić. Wpada zaraz jakaś gazeta, robi reportaż, jest skandal, ja to muszę zdjąć, media obiega hasztag murem za salsefią i artystka robi się sławna. I tak w kółko. A co ma z tego zwykły człowiek?
– Nie.
– Ano właśnie. A sztuka powinna być dla ludzi!
– Czy pan musi mieć w tej swojej galerii koniecznie patologię? – spytał pan Sitko intensywnie nad czymś myśląc.
– No ja myślę! To najlepsze!
I pan Sitko nachylił się do ucha pana dyrektora i szeptał mu tak przez dobre dziesięć minut. Pan dyrektor zakrzyknął ucieszony i popędził wcielać plan w życie.
Już następnego dnia w galerii pojawiły się zdjęcia nowej wystawy pod tytułem „Mężczyzna pijący nalewkę”. Wybuchł oczywiście skandal i dyrektor jak najprędzej usunął zdjęcia z galerii. Wieczorem ruszyła machina w mediach społecznościowych. Lawinowo rosnące oburzenie sygnowane było hasztagiem „murem za nalewką”. Artyści, celebryci, dziennikarze, politycy, aktorzy i idioci, wszyscy robili sobie zdjęcia jak piją nalewkę. Wszyscy też zwoływali się na picie nalewki pod galerią.
Pan Sitko przeczytał o tym w porannej prasie, a następnie sprężystym krokiem wszedł do kuchni i wyszedł z butelką w ręce.
– Zostaw moją pigwówkę, patologio jedna! – zawarczała pani Sitko.
– Idę walczyć z cenzurą – rzekł z godnością pan Sitko i trzymając w jednej ręce połówkę drugą ręką pokazał drugiej połówce, tej swojej lepszej, artykuł w gazecie. Pani Sitko niewiele z niego zrozumiała, ale dotarło do niej, że sytuacja jest poważna.
– Idę walczyć. Nie czekaj z obiadem – rzekł dramatycznie pan Sitko i opuścił lokal. Nie uszedł daleko. Zaczął sączyć pigwówkę już w windzie. a końcówkę dopił koło sklepu warzywniczego. Tam go zmogło i resztę dnia przespał w krzakach za sklepem.
Kiedy wrócił do domu już się zmierzchało. Bał się awantury, ale żona otworzyła mu drzwi wystraszona i zapłakana.
– Tak się o ciebie boję – wyszeptała pani Sitko.
– Nic mi się nie stało – odparł zawadiacko pan sitko.
– Nie powiedziałam „bałam” tylko „boję”. Nic nie wiesz? To chodź zobacz!
I pani Sitko powiodła męża przed telewizor. Tam jakiś pan krzyczał wymachując pustą butelką, że rząd depcze ich godność i unika kompromisu. W związku z tym on widzi, że ten protest potrwa przez najbliższy miesiąc!
– Czy ty dasz radę tak protestować? – zafrasowała się pani Sitko.
– Ja nie dam rady? Ja?
– A co będzie jutro?
Pan Sitko odrzekł z mocą:
– Cytrynówka!

Ustawa Sejmu nr 774 czyli mienie pozarezerwatowe

Mama Łukaszka wstała bardzo wcześnie i czmychnęła z tabletem do kuchni. Kiedy tata Łukasz wstał, zobaczył smugę światła pod drzwiami i wszedł.
– Ty już nie śpisz? – zapytał mrużąc oczy.
Mama Łukaszka podniosła na niego błyszczące oczy i wyszeptała:
– A jednak jest przeciek.
Trudno opisać co się potem działo w mieszkaniu. Tata pobudził całą rodzinę, wszyscy biegali po mieszkaniu obserwując rury i sufity.
– Nigdzie nic nie cieknie. No i gdzie ten przeciek? – wysapała zmęczona babcia siadając obok mamy przy kuchennym stole.
– W USA – odparła z emfazą mama Łukaszka.
Hiobowscy jęknęli rozczarowani.
– To jest bardzo ważna, bardzo ważna sprawa! – krzyknęła mama. – Polska pod ślepym prowadzeniem partii rządzącej bestialsko ingeruje w sprawy wewnętrzne sąsiedniego mocarstwa! Czytajcie! Na stronie internetowej Wiodącego Tytuł Prasowego jest wszystko opisane!
– To już go nie kupujesz w papierze? – zapytał Łukaszek.
Zapadło niezręczne milczenie. Mamine oczy wypełniły się łzami.
– Wiodący Tytuł Prasowy zrezygnował z wydań weekendowych… Przejściowo oczywiście – chlipała mama. – To wina tego wstrętnego rządu! To przez szeregowego posła, Niskiego z Żoliborza, ludzie nie kupują gazety, która pisze prawdę! On to zrobił!
– Jak? – spytała nierozważnie siostra Łukaszka i mama wyrzuciła ją za drzwi.
– To jest faszyzm! – obraziła się siostra i stwierdziła, że w takim razie idzie jeszcze pospać.
– No to zobaczmy ten przeciek – rzucił ugodowo tata Łukaszka.
W Stanach wyciekła super tajna notatka o spotkaniu specjalnego delegata prezydenta USA z przedstawicielem polskiego rządu. Ambasador Polski w USA nie brał udziału w spotkaniu. Nie miał tam dobrej prasy po tym jak rok wcześniej złożył amerykańskiej armii gratulacje z okazji rocznicy wyzwolenia obozu w Dachau.
Polska właśnie wprowadziła ustawę numer 774 i naciskała na USA, aby te jak najszybciej rozwiązały kwestię tak zwanego mienia pozarezerwatowego, zrabowanego przez państwo zamordowanym Indianom. Prerie, łąki, wyspy, wszystko. Amerykanie zobowiązali się ponoć do spłaty wszystkich indiańskich roszczeń, ale poprosili o przesunięcie ustaleń w czasie ze względu na nadchodzące wybory.
– Możemy z tym poczekać, ale musicie ustalić przynajmniej kwotę! – basował przedstawiciel Polski. – Wszystkim Indianom! Majom i Aztekom też!
– Oczywiście – zgadzał się bez szemrania przedstawiciel USA, bo Moralna Racja była po stronie Polski.
Już były pierwsze reakcje w internecie.
Redaktorzy największych amerykańskich gazet: New York Głos Wielkopolski, Washington Kurier Pawełkowic i Chicago Gazeta Pomorska stwierdzili, że ta notatka to fake news. Redaktorzy największych stacji telewizyjnych: CNN TVP i FOX TRWAM zagrozili autorowi przecieku, że czeka go kara za zdradę tajemnicy państwowej. Jedynie stacja radiowa RMLA (Radio Maryja Los Angeles) zachowało się obiektywnie i nie podało nic.
Media społecznościowe zalała masa filmików z hasztagiem #MyPrivatePraire w których to Indianie wspominali utracone ziemie. Mama Łukaszka utrzymywała, że to trolle opłacone przez polski rząd, ponieważ widać, że mają doklejone kości policzkowe, a pióra w pióropuszach są sztuczne.
Strona amerykańska milczała, za to pojawiła się reakcja strony polskiej. Na specjalnie zwołanej konferencji pojawił się minister spraw zagranicznych.
– To tylko taka tam ustawa, jak ona może zobowiązać kogoś do czegoś – minister wzruszył ramionami. – Państwo naprawdę wierzycie, że my możemy narzucać USA co ma robić? Serio? To tylko takie sobie pisanie. Ale mam ważny komunikat z ostatniej chwili. Ważny dla państwa… i dla innego państwa. – minister odchrząknął, wyprostował się i wycedził:
– Budowa na granicy USA i Meksyku polskiego Fort Raginis właśnie napotkała nieprzewidziane trudności…

Hipisi protestują przeciwko topieniu Marzanny

Łukaszek wraz z dziadkiem wracał z zakupów gdy stał się świadkiem strasznych scen, choć z początku wszystko wydawało się całkiem niewinne. Pod przedszkole, do którego chodził sąsiad z bloku Hiobowskich, mały Wiktymiusz, podjechał kolorowo wymalowany furgon.
Z furgonu wysypała się grup niemniej kolorowo odzianej ludności płci obojga, która ruszyła w stronę wejścia do przedszkola.
– Witamy gości, witamy – pani dyrektorka przedszkola wyskoczyła do ogródka. – Który z panów to ten latarnik?
Nastąpiła chwila zakłopotania.
– Jaki latarnik? – spytał dobrotliwie jeden gości.
– Panowie LGBT? Przepraszam, że tak płeć zgaduję – zaszczebiotała pani dyrektor.
– Nie proszę pani. Jesteśmy hetero, a nawet… – jeden z gości spojrzał na trzy panie, które im towarzyszyły – …a nawet multihetero.
Pani dyrektor pisnęła i przewróciła się na niewielki, kwitnący na różowo krzak. Gości pomogli jej wstać.
– Pokój z tobą, siostro. Powinnaś się bardziej wyluzować, naprawdę – jeden pan pomógł jej wstać. – Musisz być bardziej zwarta i gotowa na to, co chcemy przekazać. A sprawa jest poważna. Jesteśmy hipisami. Mamy do przekazania tobie ważny przekaz. Ten oto brat jest reprezentantem Światowego Kongresu Hipisów.
– Peace – powiedział nobliwie wyglądający starszy pan i pani dyrektor znów przewróciła się na krzaczek. Hipisi pomogli jej wstać i wytłumaczyli, że pan powiedział pokój po angielsku. I że jej ładnie z kwiatami we włosach. Na krzaczku za to nie został już ani jeden.
– This barbaric tradition must be over. Now. – powiedział starszy pan.
– Że co? – spytała zaniepokojona pani dyrektor.
– Czy to przedszkole „Pedomiś”? – dopytywał się jeden z hipisów. – Tak? No. W marcu dopuściliście się barbarzyńskiego rytuału.
I pokazał pani dyrektor zdjęcie podobnie jak oni ubranej postaci, która płonęła płynąc rzeką.
– To było topienie Marzanny! – zawołała dyrektorka. Robimy to od wielu lat! To taka tradycja! To tylko kukła! Symbolizuje pożegnanie zimy! Inni mają inne tradycje! Na ten przykład w Grecji czy Meksyku palą kukłę Judasza podczas Wielkanocy! A Żydzi wieszają kukły Hamana podczas Purim!
I posypały się argumenty hipisów.
– To odrażający rytuał na który nie ma miejsca w nowoczesnej Europie.
– Katolikowi nie wypada coś takiego.
– Co by powiedział nasz papież gdyby jeszcze żył?
– To obraża godność Polaków.
– Wstyd na całą Europę.
– Ona była ubrana jak my. To nie jest jakaś tam fikcyjna postać. Ona była jedną z nas. Tak się rodzi tradycyjny, polski antyhipisizm.
– To że inni niszczą jakieś kukły to znaczy, że my mamy robić tak samo?
– Ale dzieci, wy naprawdę uczycie dzieci topienia???
– Od takich prymitywnych zwyczajów zaczyna się ludobójstwo.
– Ale ja nikogo nie zabiłam… – broniła się słabo pani dyrektorka.
– To, że jeszcze nikogo nie zabiłaś siostro, to nie znaczy, że nie zrobisz tego za rok, za dwa, za kilka… Obyś boleśnie nie zweryfikowała prawdy o sobie.
I nie wiadomo jak dalej by to się potoczyło, gdyby nie Łukaszek.
– Ekhm… Przepraszam… – odezwał się przez płot przedszkola. – Ale to na pewno były badania naukowe. Takie czynności nie podpadają pod ustawę o IPN, a tym samym nie wyczerpuje znamion antyhipisizmu…
Jeden z hipisów chciał coś powiedzieć, ale rozległo się wycie syreny i nadjechała wielka limuzyna w otoczeniu mniejszych limuzyn. Wielka limuzyna zahamowała z trudem i solidnie puknął furgon hipisów. Z limuzyn wysiadła masa ludzi w garniturach, a nawet komandosów i wtargnęła do przedszkolnego ogródka. Ich celem zainteresowania był… Krzaczek na który dwukrotnie upadła pani dyrektor, a który teraz wyglądał bardzo mizernie.
– No i co pani najlepszego zrobiła! – krzyczał przerażonym głosem jakiś pan. – Jestem ministrem! Wie pani od kogo miałem telefony przez ostatni kwadrans?! Od premiera, prezydenta, szefa Światowego Kongresu… Sama pani wie kogo, i… – pan zaczerpnął powietrza i dokończył już spokojniej:
– Danny’ego Jonielsa.
Wszyscy pokryli się śmiertelną bielą.
– Pół interentu o tym huczy! – wbijał kolejne szpile minister. – Twitter! Fejsbuk! Wszyscy za granicą o tym mówią!
– Będzie żył – zakrzyknął radośnie jeden z komandosów badających krzaczek. – Trzeba go podlać, podwiązać i dać dużo nawozu!
– Hurra! – zakrzyknęli wszyscy, a inny z komandosów skierował lufę swej broni w niebo i nacisnął spust. Huknął grzmot wystrzału i na wszystkich posypało się konfetti.
– Dawać paliki z bagażnika! – komenderował minister. – Łopatę dla mnie! Fotograf gotowy?
– Łopaty brak – meldował jakiś pan w garniturze przyciskając słuchawkę w uchu.
– To niech mój kierowca podjedzie do jakiegoś sklepu i kupi – złościł się minister. – I to już!
– Uwaga! – krzyknęli komandosi. – On cofa! Zawraca!
Na wąskiej osiedlowej uliczce limuzyna nie miała szans zawrócić. Kierowca cofając z impetem skasował płot, wjechał na trawnik i tyłem pojazdu zmiażdżył krzaczek.
– A niech to – załamany minister złapał się za głowę. – I co teraz będzie? Danny napisze twitta, wszyscy się dowiedzą i Amerykanie wycofają swoje bazy z Polski!!!
– Przepraszam bardzo – odezwał się dziadek Łukaszka. – A co to właściwie za krzaczek że taki cenny?
Pani dyrektor otarła łzy i wyjąkała:
– Judaszowiec.

Pedagogiczne grona gniewu

Mama Łukaszka oznajmiła ku wielkiemu zaskoczeniu reszty rodziny, że na obiedzie będą mieli gościa.
– Jakiego? – zdumiała się babcia Łukaszka.
– To tajemnica – uśmiechnęła się mama. – Ciekawe czy zgadniecie.
Zgadli prawie od razu, bo pani ledwo weszła, to przypadła do taty Łukaszka wołając dramatycznie:
– Apeluję do pana, niech pan wreszcie zakończy ten strajk!
Zapanowała niemiła cisza.
– Ale dlaczego ja? Jaki strajk? – wykręcał się tata Łukaszka.
– Strajk nauczycieli.
– Ale ja nie jestem nauczycielem. I ja nie strajkuję! To jak ja mogę go zakończyć? Kto zorganizował ten strajk?
– Związek zawodowy – szepnęła pani.
– To niech związek zakończy strajk.
– Naprawdę myśli pan, że o cos takiego powinniśmy się zwrócić do organizatora? – szepnęła z namysłem pani, po czym spojrzała gdzieś w zamyśleniu i przygryzła paznokieć.
– Pani jest nauczycielką? – strzelił pytaniem Łukaszek.
– Tak.
– No to wszystko jasne.
Zasiedli do obiadu.
– Zaprosiłam panią, bo uważam, że jako społeczeństwo powinniśmy ich wspierać – oświadczyła mama Łukaszka. – Ona już od dawna strajkuje, nie dostaje podwyżki, żyje tak biednie, że obcy ludzie muszą ją żywić.
– Nauczycielska pensja jest niska – szepnęła pani.
– Ale nie samą pensją żyje człowiek. A dodatki? – zapytała babcia. Pani zawrzała oburzeniem:
– Proszę pani, gdybyśmy dużo zarabiali, to byśmy nie strajkowali! A strajk jest, masowy i niepolityczny! Ten rząd musi upaść! Lekceważy nas, a w nas dojrzewają grona gniewu! Są miejscowości, gdzie strajkuje sto procent nauczycieli, od pięciu lat nie było lekcji! Czyja to wina?
Padło kilka odpowiedzi: nauczycieli, rządu, a nawet uczniów.
– No właśnie – wtrąciła się siostra Łukaszka. – W Pawełkowicach tak właśnie jest. Od pięciu lat nie było ani jednej lekcji. Zrobili badania młodzieży i okazało się, że poziom wiedzy jest taki sam jak pięć lat temu. Więc może nauczyciele są niepotrzebni?
– Nauczycieli są i będą potrzebni po to choćby, żeby ci przekazać wiedzę, że nie zaczyna się zdania od więc! – zirytowała się pani nauczycielka. – My wkładamy wiele wysiłku w naszą pracę, a jeszcze więcej w strajk! Tak wiele, że… Że ja już… Szczerze mówiąc czuję się już tym protestem zmęczona. Na początku śpiewaliśmy. Potem sadziliśmy rzeżuchę przeciwko rządowi. Szydełkowaliśmy. Uprawialiśmy jogę. No a teraz tańczymy balet. Za rok… – pani otarła czoło. 0 Za rok ma być parkour. Ja się chyba jednak wycofam. I to jednak z innej przyczyny. My spędzamy mnóstwo czasu w szkole. Więcej podczas strajku niż podczas lekcji. Jak podliczyłam to będzie nawet czterdzieści godzin na tydzień. To nieludzkie. W życiu tyle czasu nie siedziałam w szkole. Inni też tak myślą, więc rotujemy. Prowadzimy okupację szkoły zdalnie z domu.

Jak żyć podczas strajku

Pan dyrektor szkoły, do której chodził Łukaszek, zajrzał do pokoju nauczycielskiego. Był bardzo niezadowolony.
– Co was tak mało? -zapytał.
Pani pedagog spojrzała na panią wicedyrektorkę bo nikogo innego nie było.
– Nikt więcej nie przyszedł – powiedziała pani wicedyrektor.
– Przecież widzę – burknął pan dyrektor. – Ale dlaczego?
– Reszta koleżanek musiała zostać w domu – wyjaśniła pospiesznie pani pedagog. – Musiały zostać w domu z dziećmi. Bo ich dzieci nie poszły do szkół. Inne szkoły też strajkują…
– Wiem – westchnął głęboko pan dyrektor. – Głodny jestem. Macie jakieś kanapki
– Nie. Liczyłyśmy na to, że zjemy obiad w stołówce, ale pań ze stołówki też nie ma.
– Hm – mruknął pan dyrektor. – A szkolny sklepik?
– Pani ze sklepiku ma dziecko w przedszkolu, przedszkola też strajkują…
– No to zamówcie jakąś pizzę – i pan dyrektor wyszedł.
Pani wicedyrektor zadzwoniła do pizzerii.
– Pizzeria zamknięta – oświadczył wściekłe właściciel. – Siedzę z dzieciakiem w domu, bo nauczyciele strajkują., A skąd pani dzwoni?
Pani wicedyrektor rozłączyła się pospiesznie.
– Dlaczego pani nie powiedziała, że ze szkoły? – zaciekawiła się pani pedagog. Pani wicedyrektor spojrzała na nią ze złością, ale nie zdążyła już nic powiedzieć, bo na korytarzu rozległy się kroki i do pokoju zajrzał Łukaszek.
– Lekcji dzisiaj nie ma Hiobowski! – fuknęła pani wicedyrektor. – Jest strajk!
– Wiem o tym – odparł Łukaszek. – Ja do pań.
Otworzył drzwi i wszedł, na ramieniu miał duży kosz.
– Panie tak siedzą, strajkują, a pewno głodne…
I zaczął wykładać na stół paczuszki. Rozwinął jedną, były tam kanapki. Obok postawił termos z kawą.
– Jak to ładnie, Hiobowski, że o nas pomyślałeś – ucieszyła się pani pedagog.
Pani wicedyrektor przyglądała się nieufnie i oznajmiła:
– Coś tu śmierdzi.
– Co też pani, świeże kanapki – oburzyła się pani pedagog obwąchując paczuszki.
– I tak je tu przyniósł, żeby nas poczęstować?
– Owszem – kiwnął głową Łukaszek. – Kawa po pięć euro, kanapki po dziesięć.
– Acha! – triumfowała pani wicedyrektor. – Wiedziałam!
– Hiobowski… – szepnęła boleśnie pani pedagog. – A więc chodzi ci tylko o pieniądze.
– A wam to nie? – odbił piłeczkę Łukaszek.
– Oczywiście, że nie. Wiedz więc, że nie kupimy od ciebie…
Łukaszek otworzył termos i pomachał nim lekko. Aromat kawy napełnił pomieszczenie.
– Ty, mały… – zaczęła pani wicedyrektor, ale Łukaszek jej przerwał:
– Obelga kosztuje pięć euro.
– Zobaczysz! – zakrzyknęła pani pedagog. – Kiedyś będziesz w takiej sytuacji jak my…
– Nie.

Mosze Pierwszy

Tata Łukaszka wpadł jak burze do mieszkania tratując wszystko i wszystkich. Parł w kierunku telewizora gubiąc po drodze płaszcz i teczkę.
– Pędzisz jak kolumna rządowa – piszczała oburzona mama Łukaszka z trudem zbierając się z podłogi. – Co się stało?
Tata Łukaszka nie powiedział nic, tylko włączył telewizor. Na wszystkich kanałach było to samo. Dobrotliwie uśmiechnięty brodaty grubas w czarnej czapeczce w kółko oświadczał:
– …tak, możecie mieszkać dalej w tych kamienicach, wcale nie zamierzamy wam ich odbierać…
Zapadła straszna cisza. Twarze zarówno babci i dziadka stężały ze zgrozy.
– To chyba dobrze, jak coś jest nasze? – spytała niepewnie siostra Łukaszka.
– A jest? – odbił piłeczkę Łukaszek.
I jakby dziennikarz w telewizji go usłyszał, bo zadał panu w czapeczce pytanie:
– Czy wasze oświadczenie ma związek z odkryciem w Pawełkowicach?
Uśmiech z twarzy pana zniknął jakby starty gąbką. Zaczerwienił się i zagulgotał:
– Nie ma taka rubryka!
Ale dziennikarz nie zwracał uwagi tylko powiedział, że łączą się z reporterem.
Kamera pokazała jakiegoś podekscytowanego młodego człowieka.
– Witam państwa z Wszechmuzeum Żydów Galaktycznych, Dywizja Droga Mleczna, Rejon Układ Słoneczny, Terytorium Ziemia, Kontynent Europa, Oddział Krajowy, Pododdział Wojewódzki, Zakład Powiatowy, Filia Lokalna w Pawełkowicach! To właśnie tu dokonano sensacyjnego odkrycia!
– Tak… – rzekł z zakłopotaniem rozmówca, mężczyzna w średnim wieku. – Od dawna opowiadamy zwiedzającym nas obowiązkowo uczniom o początkach państwa Polin. Żydzi ratując Jezusa zbiegli przed gniewem cezara aż tutaj i jakieś tysiąc lat założyli tutaj państwo.
– Hm, to gdzieś w czasach Mieszka Pierwszego – błysnął wiedzą reporter.
– No, właśnie nie. Mieszko Pierwszy był tak naprawdę Drugi.
– A kto był pierwszy?
– Mosze. Mosze Pierwszy.
– O. To zmienia początki historii Polski.
– To zmienia proszę pana całą historię.
– Tak?
– Tak. To nie my jesteśmy u was. To wy jesteście u nas.
Babcia Łukaszka jęknęła i przewróciła się na dziadka.
– Nasi księgowi już siedzą i rachują 0 kontynuował pan w swetrze.
– Przepraszam, ale co?
– No jak to? Czynsz. Od dziewięćset sześćdziesiątego szóstego – i pan dodał tonem miłosnego wyznania najpiękniejsze słowa w pewnej kulturze:
– Razem z odsetkami.
– Proszę pana – reporterowi zaczął mikrofon drgać w ręku. – Na coś takiego trzeba mieć dowody…
– Ależ tego dotyczy nasze odkrycie.
– A co takiego właściwie państwo odkryli? Kości? Garnki?
– Weksle.
————-
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html – blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen