Menu

Hipisi protestują przeciwko topieniu Marzanny

24 kwietnia 2019 - Świat za pięć lat
Hipisi protestują przeciwko topieniu Marzanny

Łukaszek wraz z dziadkiem wracał z zakupów gdy stał się świadkiem strasznych scen, choć z początku wszystko wydawało się całkiem niewinne. Pod przedszkole, do którego chodził sąsiad z bloku Hiobowskich, mały Wiktymiusz, podjechał kolorowo wymalowany furgon.
Z furgonu wysypała się grup niemniej kolorowo odzianej ludności płci obojga, która ruszyła w stronę wejścia do przedszkola.
– Witamy gości, witamy – pani dyrektorka przedszkola wyskoczyła do ogródka. – Który z panów to ten latarnik?
Nastąpiła chwila zakłopotania.
– Jaki latarnik? – spytał dobrotliwie jeden gości.
– Panowie LGBT? Przepraszam, że tak płeć zgaduję – zaszczebiotała pani dyrektor.
– Nie proszę pani. Jesteśmy hetero, a nawet… – jeden z gości spojrzał na trzy panie, które im towarzyszyły – …a nawet multihetero.
Pani dyrektor pisnęła i przewróciła się na niewielki, kwitnący na różowo krzak. Gości pomogli jej wstać.
– Pokój z tobą, siostro. Powinnaś się bardziej wyluzować, naprawdę – jeden pan pomógł jej wstać. – Musisz być bardziej zwarta i gotowa na to, co chcemy przekazać. A sprawa jest poważna. Jesteśmy hipisami. Mamy do przekazania tobie ważny przekaz. Ten oto brat jest reprezentantem Światowego Kongresu Hipisów.
– Peace – powiedział nobliwie wyglądający starszy pan i pani dyrektor znów przewróciła się na krzaczek. Hipisi pomogli jej wstać i wytłumaczyli, że pan powiedział pokój po angielsku. I że jej ładnie z kwiatami we włosach. Na krzaczku za to nie został już ani jeden.
– This barbaric tradition must be over. Now. – powiedział starszy pan.
– Że co? – spytała zaniepokojona pani dyrektor.
– Czy to przedszkole „Pedomiś”? – dopytywał się jeden z hipisów. – Tak? No. W marcu dopuściliście się barbarzyńskiego rytuału.
I pokazał pani dyrektor zdjęcie podobnie jak oni ubranej postaci, która płonęła płynąc rzeką.
– To było topienie Marzanny! – zawołała dyrektorka. Robimy to od wielu lat! To taka tradycja! To tylko kukła! Symbolizuje pożegnanie zimy! Inni mają inne tradycje! Na ten przykład w Grecji czy Meksyku palą kukłę Judasza podczas Wielkanocy! A Żydzi wieszają kukły Hamana podczas Purim!
I posypały się argumenty hipisów.
– To odrażający rytuał na który nie ma miejsca w nowoczesnej Europie.
– Katolikowi nie wypada coś takiego.
– Co by powiedział nasz papież gdyby jeszcze żył?
– To obraża godność Polaków.
– Wstyd na całą Europę.
– Ona była ubrana jak my. To nie jest jakaś tam fikcyjna postać. Ona była jedną z nas. Tak się rodzi tradycyjny, polski antyhipisizm.
– To że inni niszczą jakieś kukły to znaczy, że my mamy robić tak samo?
– Ale dzieci, wy naprawdę uczycie dzieci topienia???
– Od takich prymitywnych zwyczajów zaczyna się ludobójstwo.
– Ale ja nikogo nie zabiłam… – broniła się słabo pani dyrektorka.
– To, że jeszcze nikogo nie zabiłaś siostro, to nie znaczy, że nie zrobisz tego za rok, za dwa, za kilka… Obyś boleśnie nie zweryfikowała prawdy o sobie.
I nie wiadomo jak dalej by to się potoczyło, gdyby nie Łukaszek.
– Ekhm… Przepraszam… – odezwał się przez płot przedszkola. – Ale to na pewno były badania naukowe. Takie czynności nie podpadają pod ustawę o IPN, a tym samym nie wyczerpuje znamion antyhipisizmu…
Jeden z hipisów chciał coś powiedzieć, ale rozległo się wycie syreny i nadjechała wielka limuzyna w otoczeniu mniejszych limuzyn. Wielka limuzyna zahamowała z trudem i solidnie puknął furgon hipisów. Z limuzyn wysiadła masa ludzi w garniturach, a nawet komandosów i wtargnęła do przedszkolnego ogródka. Ich celem zainteresowania był… Krzaczek na który dwukrotnie upadła pani dyrektor, a który teraz wyglądał bardzo mizernie.
– No i co pani najlepszego zrobiła! – krzyczał przerażonym głosem jakiś pan. – Jestem ministrem! Wie pani od kogo miałem telefony przez ostatni kwadrans?! Od premiera, prezydenta, szefa Światowego Kongresu… Sama pani wie kogo, i… – pan zaczerpnął powietrza i dokończył już spokojniej:
– Danny’ego Jonielsa.
Wszyscy pokryli się śmiertelną bielą.
– Pół interentu o tym huczy! – wbijał kolejne szpile minister. – Twitter! Fejsbuk! Wszyscy za granicą o tym mówią!
– Będzie żył – zakrzyknął radośnie jeden z komandosów badających krzaczek. – Trzeba go podlać, podwiązać i dać dużo nawozu!
– Hurra! – zakrzyknęli wszyscy, a inny z komandosów skierował lufę swej broni w niebo i nacisnął spust. Huknął grzmot wystrzału i na wszystkich posypało się konfetti.
– Dawać paliki z bagażnika! – komenderował minister. – Łopatę dla mnie! Fotograf gotowy?
– Łopaty brak – meldował jakiś pan w garniturze przyciskając słuchawkę w uchu.
– To niech mój kierowca podjedzie do jakiegoś sklepu i kupi – złościł się minister. – I to już!
– Uwaga! – krzyknęli komandosi. – On cofa! Zawraca!
Na wąskiej osiedlowej uliczce limuzyna nie miała szans zawrócić. Kierowca cofając z impetem skasował płot, wjechał na trawnik i tyłem pojazdu zmiażdżył krzaczek.
– A niech to – załamany minister złapał się za głowę. – I co teraz będzie? Danny napisze twitta, wszyscy się dowiedzą i Amerykanie wycofają swoje bazy z Polski!!!
– Przepraszam bardzo – odezwał się dziadek Łukaszka. – A co to właściwie za krzaczek że taki cenny?
Pani dyrektor otarła łzy i wyjąkała:
– Judaszowiec.

(Wyświetlono 159 razy, 1 dzisiaj)

Dodaj komentarz