Stop kampanii latarni ulicznych

Na osiedlu, na którym mieszkali Hiobowscy, pojawił się rzadko widywany gość – przedstawiciel administracji. Wszyscy więc zbiegli się tłumnie i dawaj zaczęli wylewać swoje żale. Ale urzędnik delikatnym machnięciem palców uciszył jojczący tłum i powiedział, że nie czas teraz na żale. Bo on tu przybył z radosną nowiną.
– Będzie asfalt koło przystanku? – zapytał jakiś facet i został zakrzyczany oskarżeniami o rasizm.
– Będzie światło – rzekł z namaszczeniem urzędnik.
– Przecież jest światło – siostra Łukaszka wskazała Słońce i została wyrzucona za barierkę energochłonną.
– Światło jest teraz bo jest dzień – tłumaczył cierpliwie urzędnik. – Ale w nocy go nie ma. Wiem, wiem, piszą państwo do nas ciągle o założenie nowych latarni ulicznych. I oto będą!
– Nie do wiary, miasto znalazło wreszcie pieniądze… – rzekła z przekąsem dozorczyni, pani Sitko.
– Pieniądze są z rządowego programu „Światło plus” – wyjaśnił tata Łukaszka. – Więc to rząd dał a nie miasto.
– Rząd nie ma swoich pieniędzy! – krzyknął urzędnik.
– A miasto ma? – spytał spokojnie Łukaszek i wobec zapadłej nagle ciszy dorzucił drugie pytanie:
– Dużo będzie tych latarni?
– Dwie – zgrzytnął zębami urzędnik.
– Dobre i to – odezwała się mama Wiktymiusza. – Nie trzeba będzie już z latarką chodzić…
– To źle – odezwał się ktoś z tyłu. Był to jakiś młody człowiek.
– To źle – powtórzył. – Państwo mówicie: latarnie są dobre. Ale czy każda latarnia jest dobra? Czy wyrzucanie olbrzymiej ilości państwowych pieniędzy jest uzasadnione? Są ludzie, których nie stać na zapłacenie za prąd. Wyjdą na miasto i są wręcz bombardowani widokami elektrycznych źródeł światła. Co mają zrobić po zmroku? Chodzić czytać książki na ulicę?
– Mieszkańcy terenów dobrze oświetlonych patrzą z wyższością na tych, którzy mieszkają tam, gdzie ani jednej latarni nie uświadczysz. Tak, dysproporcje w nasyceniu świata latarniami są ogromne. I dzisiaj, i tutaj, ludzie innych lokalizacji, ras, czy kolorów skóry czują tą pogardę oświetleniową. A przecież światło każdemu się należy.
– Są wśród nas ludzie ociemniali. Oni z tych latarni nie skorzystają. Nawet ich nie widzą. le muszą na nie uważać, aby nie wpaść. Na każdym kroku trauma ślepoty do nich wraca.
– Dzieci. Chore dzieci umierają w męczarniach na oddziałach onkologicznych. Nie mają przed sobą żadnych widoków. To znaczy mają jeden. Ten za oknem. Mogą popatrzeć jak pięknie nocą oświetlona jest ulica i pomarzyć o lekarstwie, na które nie ma pieniędzy. A na latarnie uliczne są.
– Pięknie oświetlone są polskie kościoły. Ale niestety, dzieją się w nich niepiękne rzeczy. I niestety to pierwsze jest ważniejsze niż to drugie. Biskupi dzisiaj bardziej przejmują się przepaloną żarówką w kościele niż pedofilią w kościele.
– Są wreszcie ludzie, którzy stracili bliskich na latarniach. Zdarza się przecież, że samochód rozbije się na słupie i jadące nim osoby zginą. Jak czują te osoby, gdy każda, dosłownie każda taka latarnia przypomina im o stracie ich bliskich?
– Nadal uważacie, że każda latarnia uliczna to coś dobrego? Nadal uważacie, że taka kampania bombastycznego utykania oświetlenia wszędzie gdzie się da jest mądra? Że taka kampania propagowania latarni ulicznych, gdzie się po prostu idzie na ilość przekona społeczeństwo?
– Nie mam nic przeciwko oświetleniu. Ale lepiej jeśli powstanie latarnia dla dziesięciu osób, z której skorzysta każda z nich z własnej nieprzymuszonej woli, niż wpychanie latarni masowo masom, gdzie mogą być osoby przeciw. To trzeba robić z głową.
– Zalewanie ulic latarniami ulicznymi i to na taką gigantyczną skalę nie budzi zaufania i bezpieczeństwa, ale niechęć i zażenowanie.
Zadumali się mieszkańcy osiedla.
– Tyle ode nie – zakończył młody człowiek. – Jeśli państwu podobało się co mówiłem i chcecie mnie wesprzeć finansowo to zapraszam na stronę mojej zbiórki. Dziękuję też przy okazji swoim sponsorom. Zwłaszcza producentowi latarek z Pawełkowic.

(Wyświetlono 233 razy, 1 dzisiaj)

Leave a Reply