You are currently viewing Jak naprawdę powstają ustawy

Jak naprawdę powstają ustawy

Siedzę sobie i głaszczę kota.
Wchodzi Andrzej.
– O! – woła na widok Antoniego. – Dobrze, że go u pana widzę. Czy pan wie co on znowu wyczynia w wojsku! to ja, jego zwierzchnik sił…
– Szsz! – uciszam go. – Sprawdziłeś to, o co cię prosiłem?
– Owszem – Andrzej bez pytania się o pozwolenie przysuwa sobie krzesło i siada, po czym nalewa wody. Antoni patrzy na mnie z uniesionymi brwiami, no ale nie będę Andrzeja obsztorcowywał przy wszystkich.
– Owszem – powtarza Andrzej odstawiając szklankę. – Sadzą. W całej Warszawie.
– No i widzisz Antoni – mówię z satysfakcją. – Znowu przegrałeś.
Antoni załamany wbija sobie pięści w oczy.
– Co się stało? – pyta zaciekawiony Andrzej.
– Założyliśmy się i przegrał. Znowu – podkreślam z satysfakcją. – O co się założyliśmy?
– Że cała Platforma będzie sadzić drzewa – cedzi Antoni. – Jedną ustawą.
– Ale przecież… – zacina się Andrzej. –  Chodzi o ustawę Janka, tak? Ale tam jest mowa o wycince drzew a nie o ich sadzeniu…
– A tam, ustawa Janka – macham ręką. – Janek ją tylko podpisał. Sam mu ją dyktowałem jak napisać, żeby ludzie drzewa mogli wyciąć, a Platforma je sadzić. O co się ostatnio zakładaliśmy, Antoni?
– Że zatrudnię w ministerstwie aptekarza.
– No, to tym razem… Założysz viatoll w czołgach!
Widzę, że to dla Antoniego solidny cios, ale Antoni to twardy zawodnik. Nie poddał się w latach siedemdziesiątych, nie załamali go w latach osiemdziesiątych, teraz też nie odpuszcza.
– Żądam rewanżu – rzuca twardo.
– Proszę bardzo – mówię spokojnie i głaszczę kota. – Co tym razem?
– Niech Ewa i Grzegorz ubijają kapustę w beczkach! Gołymi stopami! Przy wszystkich!
– Nie ma sprawy. Jak przegrasz, to… Hm… – patrzę na Andrzeja – Andrzej ma jakąś sprawę do ciebie.
– Tak, bo ja…
Uciszam Andrzeja dłonią.
– Jak przegrasz to zrobisz to co chce Andrzej.
– Dobrze – rzuca ostro Antoni.
– Nawet nie spytacie o co mi chodzi? – Andrzej jest zrozpaczony.
– Nie – Antoni mówi do Andrzeja ale patrzy na mnie. – Nie ma interesuje mnie to, bo nie ma takiej możliwości, żebym przegrał.
– Za każdym razem tak mówisz – macham ręką. – To co, zakład stoi?
– Stoi!
– To idź już Antoni i poproś tu Mateusza.
Mateusz po pięciu minutach siada obok Andrzeja.
– Założysz się Mateusz? – próbuję.
– Nie zakładam się.
– Ale na pewno wygrasz.
– Hm… A niby o co miałbym się założyć?
– Antoni założy viatoll w czołgach.
Mateusz chwilę walczy ze sobą, wreszcie zaczyna się cicho śmiać.
– Niemożliwe.
– No to się załóż.
– Ale ja się nie zakładam.
– Przecież sam mówisz, że to niemożliwe. Wygraną masz jak w banku.
Na ostatnie słowa Mateusz dziwnie się ożywia i się zgadza. Jest jednak ostrożny.
– A co jeśli przegram?
– Wprowadzisz mi pewną ustawę. Będzie to zakaz kiszenia kapusty w beczkach i ubijania jej gołymi stopami.
– Jak to zakazać?
– Normalnie, ja ci wszystko napiszę, ty to tylko wprowadzisz.
– Ale co ja powiem ludziom?
– Że to zobowiązania poprzedniej ekipy i że Unia wymaga. I już.
Mateusz wychodzi kręcąc głową.
– No i co? – mówię do Andrzeja. – Chciałeś mnie o coś spytać?
– Nie.
– Ja też myślę, że nie.
Siedzę sobie i głaszczę kota.  Nie wiem, dlaczego ludzie nie lubią polityki.

(Wyświetlono 314 razy, 1 dzisiaj)

Marcin Brixen

Jestem z Poznania, jestem inżynierem.

Ten post ma 12 komentarzy

  1. jacky6
    🙂 … to jest cały komentarz …
    1. Marcin Brixen
      Dzięki 🙂
  2. bez kropki
    Ale w sumie drogim (oj, drogim!) sojusznikom viatoll na czołgi by się przydało – w świetle tych strat, których nam na drogach przyczyniają, to by się przydało może nawet bardzo;).
    1. Marcin Brixen
      I to mnie zainspirowało do kolejnej notki, dziękuję 🙂
      1. bez kropki
        Łomatko! Przeszłam do historii internetów! Zainspirowawszy mistrza!:) Cała przyjemność po mej stronie czytelniczej.
        1. Marcin Brixen
          Proszę więcej takich inspirujących komentarzy 🙂
  3. greg64
    To jeszcze zakład o poszerzone bramki na autostradach:) Może w tajnej umowie na Kulczykową jest wpisana taka opcja? Tajna to wszystko można zasugerować.
    1. Marcin Brixen
      Podobno w umowie pan Kulczyk miał – uwaga! – gwarantowany zysk!
      1. bez kropki
        No ładnie! A jak Afer gold też oferował swoim klientom „gwarantowane” zyski, to (późno, bo późno), ale wzięły się za nich organa. PaczPan, ni ma sprawiedliwości na tym świecie.
        1. Marcin Brixen
          Amber Gold to gruba, naprawdę gruba sprawa. I wyjątkowo bezczelna.
  4. Włóczęga
    Ewcia ubija kapustę,to byłby widok!
    1. Marcin Brixen
      To jest możliwe.

Leave a Reply