Superdemolka plus size

W klasie Łukaszka trwała właśnie lekcja geografii. Pani nauczycielka roztrzęsionym głosem opowiadała uczniom jakimi to są szczęściarzami, że nadal mogą się uczyć geografii. Bo na ten przykład w niektórych stanach USA jest już ona oprotestowana.
– No tak, pewno nie chcą się uczyć tylu rzek, gór, w końcu to olbrzymi kraj – to była dziewczynka, która zawsze odzywała się jako pierwsza.
– Chodzi o coś innego – powiedziała pani od geografii. – Dla nich geografia jest zbyt biała. Co tu kryć, większość odkryć dokonali biali. W związku z tym nauka geografii jest rasizmem, bo promuje białych.
– A gdyby promowała czarnych? – zapytał Łukaszek.
– Masz szczęście, Hiobowski, że mieszkasz w Polsce, bo takie niebezpieczne pytania mogłyby się dla ciebie źle skończyć. Ale powiem wam, chociaż i tak nie macie szansy wziąć w tym udziału. Afryka na ten przykład będzie odkrywana na nowo. Ale przez tubylców. Na nowo będą odkrywać miasta, rzeki, pustynie…
Klasa milczała porażona genialnością tego pomysłu.
– To dopiero robota – rzekł z zazdrością okularnik.
– I wyjątkowo łatwa, mogą odkrywać według mapy – dodał Gruby Maciek.
Pani od geografii wyglądała tak jakby się miała rozpłakać albo roześmiać. Nie zdążyła jednak zrobić ani jednego, ani drugiego, bowiem w sali lekcyjnej rozegrała się seria przedziwnych zdarzeń.
Zaczęło się od wejścia pani pedagog. Zamiast się przywitać spojrzała na wszystkich i zakrzyknęła:
– Precz z anoreksją!
Dziewczyny chętnie podchwyciły okrzyk.
– Co to jest anoreksja? – zainteresował się Gruby Maciek.
– Ten biały lądolód u dołu globusa – pospieszył z odpowiedzią okularnik.
Pani poprosiła go o dzienniczek. Okularnik zaklinał się, że żartował.
– Czy ja się dowiem co to jest anoreksja, do cholery? – powtórzył poirytowany Gruby Maciek. cholery!
Pani od geografii jego też poprosiła o dzienniczek.
– Szkoła powinna uczyć a nie karać – burczał Maciek.
– Anoreksja to jest coś, co ci nie grozi…
– A właśnie, że nie! – przerwała Łukaszkowi pani pedagog. – Grozi każdemu! I teraz zaproszę tu do klasy osoby, które pokażą wam jak z tym żyć i jak to akceptować! Bardzo proszę!
I zanim pani od geografii zdążyła zaprotestować do sali wtargnęła grupa kilkunastu pulchnych młodych kobiet.
– To modelki, są super i są plus size… – zaczęła pani pedagog. Ale nikt jej nie słuchał. Jedna z pań wyrwała pani od geografii dzienniczki elektroniczne Grubego Maćka i okularnika. Inna stanęła przed Łukaszkiem i zażądała również jego dzienniczka.
– Czy ma pani prawo przetwarzać moje dane osobowe? – spytał uprzejmie Łukaszek, ale pani nie raczyła odpowiedzieć, tylko sięgnęła po jego torbę i wyjęła dzienniczek.
Panie pozbierały dzienniczki wszystkich uczniów i rzuciły je na podłogę pod tablicą.
– Mam złe przeczucia – zadudnił Gruby Maciek.
Panie zaczęły wznosić okrzyki:
– Precz z klasyfikowaniem uczniów!
– Precz z segregacją ocenową!
– To są moje oceny, a nie szkoły!
– Dość naginania mojego życia do waszych zasad!
– Wyzwólmy się z cyfrowych kajdan!
– Co tu się dzieje? – rozległo się od drzwi. Były otwarte i stał w nich pan dyrektor. – Wasze wrzaski słychać nawet w moim gabinecie.
– Zamierzamy zniszczyć te oto elektroniczne dzienniczki ucznia! – zakrzyknęła jedna z pań.
– Jak? – zainteresował się pan dyrektor. – Wchodząc na nie?
Panie poczuły się urażone.
– A właśnie, kim panie właściwie są?
– To modelki plus size – pospieszyła z odpowiedzią.
– Niezupełnie – odparła druga pani. – Owszem, jesteśmy modelkami. Nie, nie w telewizji czy gazetach, Teraz każdy może być modelem!
– On też? – okularnik pokazał Grubego Maćka. – Chyba czołgu!
– Ty za to byłbyś świetnym modelem płyty paździerzowej – odciął się Gruby Maciek i się pobili.
– …ale występujemy w nieco innym programie – kontynuowała pani. – Jakby pani odczytała dokładniej ulotkę…
– Przecież czytałam – warknęła pani pedagog. – Supermodelka… Nie… Zaraz… O faktycznie się pomyliłam… Superdemolka…
– Kurdemolka – dorymował Łukaszek.
Pani od geografii zażądała dzienniczka.
– Niech pani sobie sięgnie, leży pod tablicą.
Bezczelność – sapnęła pani i nachyliła się do sterty elektroniki.
– Nie! Stop! – wykrzyknęła jedna z pań. – Proszę niczego nie zabierać! Zaraz będzie demolka!
– Nie będzie żadnej demolki – wycedził pan dyrektor. – Jedna ryska i obciążam was kupnem nowego sprzętu.
Panie obraziły się i wyszły.
– Cz! – prychnął okularnik. – Przynajmniej uwagi uległyby skasowaniu!
– Nic by się nie skasowało – pan dyrektor uśmiechnął się z wyższością. – Dane z dzienniczków kopiują się na bieżąco do internetu. W trzy różne miejsca. Zniszczenie go nic nie da. Poza stratą finansową oczywiście.
– Nieźle – pokiwał głową Łukaszek. – Ale sam pan tego nie wymyślił.
– No, powiedzmy nie do końca. Pomógł mi jeden były uczeń.
– Zdrajca! – zadudnił Gruby Maciek.
– Z szacunkiem się wyrażaj o prezydencie, smarkaczu!
– Takie kopiowanie danych jest w ogóle legalne? – zastanawiał się głośno Łukaszek.
– Jest zgodne z regulaminem szkoły. Żaby to zmienić… – pan dyrektor zrobił się nagle rozbawiony. – …musielibyście zmienić regulamin szkoły!
Wszyscy zaczęli się zastanawiać jak to zrobić.
– Tego się nie da zrobić – mruknęła przewodnicząca klasy Melissa. – Ja go niedawno czytałam. Żeby go zmienić musi wyrazić na to zgodę dziewięćdziesiąt sześć dziewięćdziesiątych siódmych zgromadzonych, a musi ich być minimum dziewięćdziesiąt osiem dziewięćdziesiątych dziewiątych spośród uczniów i nauczycieli razem!
– Jak to: uczniów i nauczycieli razem? – zdumiał się okularnik.
– Normalnie – pan dyrektor zarechotał. – Regulamin dotyczy i nauczycieli i uczniów, prawda? dlaczego miałbym jednych wykluczać? Pamiętajcie, że jestem dyrektorem nie tylko uczniów, nie tylko nauczycieli, ale i uczniów i nauczycieli!
I wyszedł śmiejąc się, ale w drzwiach dogoniły go słowa Łukaszka:
– Tego też sam nie wymyślił.
– Ano nie. Doradziła mi ciocia Zosia.

Konkurs piosenki francuskiej

Do drastycznej sceny doszło w mieszkaniu państwa Hiobowskich, Konkretnie w kuchni. Siostra Łukaszka zamknęła się tam z tajemniczą miną co od razu powinno wszystkich zaalarmować. bowiem siostra w kuchni była bardziej niebezpieczna niż John Rambo w składzie broni czy McGyver w fabryce nitrogliceryny. Hiobowscy zorientowali się, że coś jest nie tak, kiedy było już za późno. Z kuchni walił powalający smród, a siostra kursowała ze szmatami pomiędzy kuchnią a łazienką piszcząc „wykipiało!”. Prawdziwym wstrząsem okazała się jednak zawartość garnka stojącego na zachlapanej jakąś cieczą kuchence.
– Co to jest?! – spytała wstrząśnięta babcia Łukaszka wyławiając chochlą jakąś szmatę.
– Moje spodnie! – zdumienie dziadka było bezgraniczne. – Coś ty robiła?!
– Gotowałam krem z porów – wyznała siostra.
To co się potem działo trudno opisać. Po dwudziestu minutach dzikich wrzasków zapłakana siostra zabrała się do czyszczenia kuchni, a babcia stwierdziła, że musi się uspokoić. I nie patrzeć więcej na kuchnię. I najlepiej wyjdzie stąd. I najlepiej zaraz.
– Wyjdźcie wszyscy – dudliła przez zabuczany śliczny nosek siostra.
– Chodźmy wszyscy na spacer – zaproponował pojednawczo tata Łukaszka.
– Super – siostra wytarła wesoło nosek i sięgnęła po kurtkę.
– Ty nie!!! Nigdzie nie idziesz!!! Sprzątasz!!! – babci znów skoczyło ciśnienie i trzeba było seniorkę wywlec siłą na klatkę schodową. Drzwi od mieszkania zamknęły się zasłaniając smutną siostrę Łukaszka.
– Chyba nie będziemy jak głupki chodzić wokół bloku – zaoponował Łukaszek. – Zimno jest.
– Coś powinno być w osiedlowym domu kultury – przypuściła mama Łukaszka. Podeszli tam aby zobaczyć tablicę z ogłoszeniami.
– Jest coś, za chwilę się zaczyna – odczytał tata Łukaszka. – Konkurs piosenki francuskiej. Idziemy?
– Właściwie… – skrzywił się dziadek.
– Może być – zgodziła się babcia.
I poszli.
Na sali było bardzo mało osób. Być może wpływ miało na to to, że akurat w Najlepszej Telewizji rozpoczynała się emisja polskiego serialu science-fiction „Biedni lekarze”.
– Pierwszy odcinek, tytuł „Nie jemy już dwa miesiące” – westchnęła mama Łukaszka.
– Obejrzysz powtórkę – pocieszył ją Łukaszek.
Była tak zwana obsuwa, trwał jeszcze poprzedni koncert. Występował zespół z gatunku muzycznego, który dopiero raczkował, ale stopniowo zdobywał sobie coraz większą publiczność. Mowa tu rzecz jasna o szantach erotycznych. Hiobowscy wysłuchali takich piosenek jak „Niech się pieni mój szampan na twoim kadłubie” czy „Masz rufę jak Kim Kardashian”. Wreszcie wyszedł kierownik domu kultury i zapowiedział konkurs piosenki francuskiej.
– Merci – odezwała się jakiś śniady pan, który wraz z dyrektorem wyszedł na scenę. – Cieszę się, że Polska chce uczyć się pięknej i wspaniałej kultury francuskiej. Zaczniemy od piosenki turystycznej pod tytułem „Wysadź mnie pod ambasadą”.
Hiobowscy zafalowali niespokojnie. Ich samopoczucie pogorszyło się jeszcze bardziej gdy zobaczyli wykonawców. Grupa brodatych mężczyzn w śnieżnobiałych odzieniach wyszła na scenę, ustawiła się w krąg i zaczęła śpiewać razem:
– Ałła hałła, ałła hałła…
– Panie, co to jest?! – nie wytrzymał dziadek.
Śniady pan podszedł do nich i udzielił wyjaśnień:
– Jak to co? Piosenka francuska. Najnowszy hit prosto znad Sekwany. Wszyscy Francuzi uwielbiają tę piosenkę!
– A będzie coś Edith Piaf? – spytała z nadzieją babcia Łukaszka.
– Kto to? – spytał śniady pan.
– Wychodzimy – zadecydowała babcia.
– Nie wychodźcie! A jeśli już wychodzicie to przyjdźcie chociaż za tydzień! Będziemy odkrywać tajniki kuchni francuskiej! – wołał za nimi śniady pan. – Będzie tajine po marsylsku i falafel a la Lyon!

Reforma sadownictwa

Temat ten ciągnął się od dawna. Mimo to wszyscy politycy uważali, że jest to sprawa niezwykle ważna i fundamentalna dla Polski. A może właśnie dlatego tak się ciągnął.
– I znowu będą to w telewizji pokazywać – mruknął dziadek, ale włączył telewizor.
Jednak coś go zaskoczyło. Konkretnie dwie rzeczy. Pierwsza to osoby. Było ich bardzo dużo i były to najważniejsze osoby w polskiej polityce.
– Rzecznik prezydenta, kanclerz Niemiec i kot? – rzucił tata Łukaszka z łazienki myjąc zęby.
– Bardzo śmieszne, oj, bardzo śmieszne – sarknął dziadek. – Są i premier i prezydent, i Karosław-Jaczyński…
Druga rzecz, to był temat.
– Mówią o jabłkach! – zawołał osłupiały dziadek.
Na te słowa cała rodzina nagle się zainteresowała i zbiegła przed telewizor.
– Mówią też o gruszkach – szeptała podekscytowana mama Łukaszka.
– I morele i brzoskwinie – nie wierzyła własnym uszom babcia.
– To chyba nie jest o reformie sądownictwa, co? – spytała niepewnie siostra Łukaszka. Łukaszek sięgnął po program telewizyjny.
– No tak, jest wyraźnie napisane: debata w sprawie reformy sadownictwa.
– Myślałem, że bez ogonka napisali, jak czasem te maile piszą… – sumitował się dziadek.
– Ćśśśśś! – przerwał tata Łukaszka. – Posłuchajcie! Oni mówią o bardzo ważnych rzeczach!
…Karosław-Jaczyński przekonywał, że nikogo nie trzeba przekonywać, że w polskich sadach dzieje się źle.
– Mamy niespotykaną ilość robaczywych owoców – mówił powoli zmęczonym głosem. – Niestety, w polskich sadach mamy ponadprzeciętny udział odmian wschodnich nasadzonych tuż po wojnie. Z nich już nic nie będzie. Trzeba zrobić jedno, radykalne rozwiązanie. ciąć wszystko równo z trawą. Jednocześnie sadzić nowe, zdrowe drzewa.
– Nie, tak nie można – pokręcił głową prezydent. – Przypominam, że drzewa w Polsce zajmują się wytwarzaniem tlenu z dwutlenku węgla. Już teraz niektórzy narzekają, że im duszno. Jak będziemy oddychać kiedy wytniecie wszystkie drzewa? Jako prezydent wszystkich Polaków muszę myśleć też o astmatykach i dlatego nie mogę się zgodzić na cięcie wszystkiego jak leci.
Zrobiło się małe zamieszanie, bo na środek studia wtargnęła z publiczności jakaś abstrakcyjnie umalowana kobieta. Rozpięła sweter, pod nim miała t-shirt z napisem „Stopa aborcji drzew”.
– Mordercy! – krzyczała. – Zastaliście Polskę zalesioną a zostawicie z drzew ogołoconą! Jak tylko zobaczycie kiełkujące nasionko zaraz musicie je zamordować! Tacy jak wy depczą trawę i obrywają liście! Serce mi krwawi oczy mi płaczą, gdy widzę…
– Ma pani dość osobliwe poglądy jak na wegetariankę – przerwał jej prowadzący.
– Ha! I tu się pan myli! Jestem antywegetarianką! Jem tylko mięso aby oszczędzić cierpień biednym roślinkom!
Kiedy już panią wywleczono ze studia powrócono do meritum dyskusji.
– Nie chcę być zapamiętany jako prezydent, który spowodował w kraju owocową hekatombę. Jeden nierozważny ruch a my i nasze dzieci będziemy mogli zapomnieć o smaku czereśni czy śliwek.
– Nie robiąc nic też będziemy musieli zapomnieć – odezwała się pani premier. – Od zepsutych owoców będą chorować następne i następne i następne…
– Pani Rofia-Zomaszewska kazała mi… – zaczął niezręcznie pan prezydent, zakaszlał i poprawił się:
– Po naradzie w gronie ekspertów podjąłem decyzję… No proszę państwa, nie możemy ciąć wszystkich drzew owocowych.
– Rofia-Zomaszewska – mruknął Karosław-Jaczyński.
– A tak, niech pan sobie wyobrazi, że powiedziała coś ważnego! W czasie wojny niemieccy piloci strzelali do Polaków na ziemie i niejednego uratował pień grubego drzewa! A wy tak beztrosko: wyciąć, wyciąć!
– To było dawno temu i było inaczej – upierała się premier. – Poza tym czy Rofia-Zomaszewska zna się na botanice?
Ale prezydent uniósł tylko palec i odezwał się groźnie:
– To autorytet! W czasie Stanu Wojennego jej głos dawał nadzieję milionom Polaków!
– Musimy coś zrobić – westchnął Karosław-Jaczyński. – Ma pan jakieś propozycje?
– Zostawmy wszystko tak, jak jest! Natura sama to wyreguluje!
Karosław-Jaczyński pokręcił głową.
– Musi pan ustąpić choć o krok – argumentowała premier. – Kompromis nie może polegać wyłącznie na jednostronnych ustępstwach!
Prezydent namyślił się i powiedział, że dobrze, może się zgodzić na opryski drzew.
– To stara, dobra metoda, która przyszła do nas ze wsi – zaznaczył.
I na tym zakończono debatę. Na ekranie pojawił się prowadzący.
– A teraz nadamy relację z konwencji programowej partii Podest Oligarchów pod tytułem „Make Germany great again”…

Kierowniku, chociaż bułkę na protest!

Dziadek i siostra Łukaszka poszli po zakupy do osiedlowego sklepu. Po drodze był kiosk z prasą. Dziadek stanął przed witryną i medytował którą by gazetę kupić. „Wędkarze wyklęci”? A może „Prawdziwych Polaków spotkania z UFO”? A może „Gotowanie dla nacjonalistów”?
– Najlepiej żadnej nie kupować – doradziła siostra Łukaszka. – Ja nie kupuję i żyję!
– Ale co to za życie – machnął ręką dziadek. – Trzeba wiedzieć co się dzieje na świecie!
– Ależ ja wiem! Z internetu! Z komórki! Jest tyle aplikacji!
– Aplikacji – machnął ręką dziadek. – Nie ma to jak prawdziwa, papierowa prasa. Bezstronna, rzetelna…
I urwał, bo wzrok jego padł na plakat gazety codziennej pod tytułem „To, Co Jest”. Reklamowano tam artykuł z pierwszej strony pod trzewioszarpiącym tytułem „Sensacyjne odkrycie amerykańskich naukowców! Seks analny skraca katar!! Z tygodnia do siedmiu dni!!!”
I właśnie wtedy podszedł do nich elegancko ubrany młody człowiek i anemicznie zapytał czy mu pomogą.
– Pan pyta o drogę? – dziadek Łukaszka był nieufny.
– Nie. O wsparcie – i młodzieniec zachwiał się, poczym oświadczył dramatycznie:
– Od dwóch lat nic nie jadłem!
Na Hiobowskich zrobiło to solidne wrażenie.
– Zaraz, zaraz – po dłuższej chwili siostra Łukaszka zmarszczyła śliczne czółko. – Dwa lata? I pan żyje?
– Bo to głodówka przerywana – oświadczył smętnie młodzieniec. – Jestem lekarzem rezydentem. Bieduję proszę państwa. Dlatego pytam, czy poratowaliby mnie państwo finansowo?
I rzekł desperacko do dziadka:
– Kierowniku! Choćby dychę!
– Nic mu nie dawaj bo przepije – szepnęła siostra głośno do dziadka. Za głośno. Rezydent też to usłyszał i zrobiło mu się przykro.
– Ależ proszę państwa, ja nie dla siebie osobiście, ja zbieram na wsparcie protestu!
– Pieniędzy panu nie dam – zadecydował dziadek. – Ale mogę panu kupić coś do jedzenia!
Młodzieniec się zgodził. Weszli zatem do sklepiku obok i kupili mu dwie bułki. Podziękował serdecznie i skierował się w stronę parkingu. Sięgnął jeszcze do kieszeni i wręczył im ulotki. Było na nich napisane, że zbiera się na protest rezydentów i podano numer konta.
– A na co konkretnie zbieracie? – zainteresowała się siostra Łukaszka.
– Na głodówkę – szepnął młodzieniec. Zrobiło się niezręcznie, więc aby nie przedłużać otworzył drzwi auta.
– Co to jest?! – zakrzyknął urażony dziadek Łukaszka. – Mówi pan o biedowaniu, a co to jest za wyścigówa ja się pytam?!
– To nie moje! – młodzieniec zamachał rękami. – To taty!
– A kim jest tata? – spytała niedyskretnie siostra, ale rezydent odpowiedział:
– Ordynatorem. Pozwolił mi wziąć swój samochód, bo sam jest na wycieczce w Tanzanii. A ja, żeby zobaczyć słonia to muszę iść do zoo. Lekarz nie ma łatwo, mówię wam!

Jak rozpoznać strajk lekarzy

Babcia Łukaszka miała iść do szpitala.
Hiobowscy byli przerażeni.
– Nie przesadzajcie – starała się ich uspokoić babcia Łukaszka. – To tylko drobny zabieg.
– To my to wiemy – odpowiedziała tata Łukaszka. – Z medycznego punktu widzenia tak. Ale nie zapominajmy, że właśnie trwa strajk lekarzy.
– Coś ty! – wykrzyknęła rodzina. – Wcale tego nie zauważyliśmy! Nikt o tym nie mówi!
Babcia wahała się.
– Następny termin za szesnaście lat – zauważyła słodko mama Łukaszka.
I to przeważyło sprawę. Babcia stwierdziła, że jedzie do szpitala i przebada sprawę na miejscu.
Kiedy tata Łukaszka ją zawiózł, powitały ich plakaty informujące o strajku. Ale inni pacjenci
– Co też pani, nie ma żadnego strajku – pocieszyła babcię jakaś pani i poradziła jak najszybciej się zgłosić do izby przyjęć. Okazało się, że pani leżała na sąsiednim łóżku i miała na imię Mirka.
Babci szybko wykonano zabieg i odpoczywała teraz nabierając sił oraz wysłuchując nowin opowiadanych przez panią Mirkę.
Na drugi dzień lekarze się oflagowali.
– Strajk! – zaniepokoiła się babcia.
– Co też pani opowiada, żaden strajk – ofuknął ją leżący pod oknem pan Klemens. Pan Klemens bez uszczerbku na zdrowiu przeżył wojnę i komunę. Do szpitala trafił po drugim zawale. Pierwszy miał kiedy bezprawnie „zreprywatyzowano” kamienicę z jego mieszkaniem. Drugi miał, kiedy się dowiedział, że komisja odebrała kamienicę i może wprowadzić się z powrotem do swojego lokum.
Kolejnego dnia lekarze ogłosili strajk włoski.
– Jednak strajk – wystraszyła się babcia Łukaszka.
– Co też pani opowiada, biegnijmy prędzej, to jeszcze zdążymy w kolejkę do endokrynologa! – popędzała pani Mirka.
Na wieść, że lekarze będą wyjątkowo szczegółowo i dogłębnie badać pacjentów, pacjenci zawyli ze szczęścia i zaszturmowali szpitalne przychodnie.
– Wreszcie się dowiem co z moją prostatą! I płucami! I chrząstkami w kolanie! I nerkami! I…! – krzyczał wesoło pan Klemens oddalając się w stronę wind.
Zapewne dlatego kolejnego dnia lekarze ogłosili, że zaostrzają strajk i odchodzą od łóżek pacjentów.
– Jaki mi tam strajk! Boże, tyle szczęścia! – płakała pani Mirka. – Wreszcie przestaną mi podbierać owoce i kompoty przywożone z domu!
– Ale nie podejdą do łóżka pacjenta – odparła babcia Łukaszka.
– Też mi nowość! Niech no pani powie, do tej pory któryś lekarz do pani podszedł?
Babcia się zamyśliła. Kiedy następnego dnia lekarze ogłosili, że wcale nie będą się przejmować pacjentami, przyjęła to spokojnie.
– Przyzwyczaja się pani do atmosfery szpitalnej – stwierdził pan Klemens studiujący swoje wyniki prostaty. – No bo co się zmieniło od wczoraj? Wczoraj pani Janka z oiomu zemdlała na korytarzu. Dwie godziny tak leżała na środku przejścia. Nikt się nią nie zainteresował.
– Ale chyba ktoś jej potem pomógł? – zapytała z niepokojem babcia Łukaszka. – Sam pan mówił, że leżała dwie godziny, więc…
– Na środku przejścia – uściślił pan Klemens. – Jak się o nią wywalił ten młody ginekolog to ją przesunęli pod ścianę.
– Stłukł coś sobie? – zainteresowała się pani Mirka.
– Zegarek. Prawdę mówiąc nie wiem co z nią się stało. Dzisiaj już tam nie leżała. Może rodzina ją odebrała.
– Powieźli ją na internę – wybełkotała pani Mirka przełykając brzoskwinię z kompotu. – Będą jej nerkę wycinać.
– To ona ma chore nerki? – spytała babcia Łukaszka.
Pani Mirka roześmiała się.
– Nie, nie, zdrowe! Tak by jej nie zabrali.
– Jak to? To po co ją zabrali na internę skoro ma zdrowe nerki?
– Ale pani niedomyślna! A jak pani myśli, z czego odda ginekologowi za ten zegarek? Nerkę sprzedała i już!
Dzień później lekarze ogłosili głodówkę.
– No teraz chyba państwo przyznacie, że jest to strajk i to poważny – powiedziała babcia Łukaszka.
– Taki strajk to nie strajk – zachichotali pani Mirka i pan Klemens. – Długo nie wytrzymają.
I rzeczywiście, już na drugi dzień lekarze oświadczyli, że przechodzą na jedzenie szpitalne.
– Desperaci – skomentował pan Klemens.
– Chyba nie wiedzą co się tu u nas serwuje – wzruszyła ramionami pani Mirka. – Już pominę kwestie ilości, ale jakość… Wiecie, że wczoraj ktoś na trzecim piętrze zjadł sałatkę?
– Niemożliwe!! – wykrzyknęła cała sala. – Żyje?!!
– Żyje. Jakiś nowy. nikt nie zdążył go uprzedzić. Ale co się działo, żebyście to widzieli. Taki ciężki stan, że karetkę do niego musieli wzywać! Z sąsiedniego szpitala! Bo z tego naszego to wszystkie ciągle w ruchu.
Minął kolejny dzień. Lekarze ogłosili zaostrzenie protestu, mieli przejść wyłącznie płyny.
Pacjenci wymownie ruszając brwiami zaczęli spekulować na ten ilości koniaków w szafie ordynatora.
Nazajutrz babcia Łukaszka jeszcze smacznie spała, gdy poczuła, że ktoś szarpie ją za ramię. Otworzyła oczy i ujrzała nad sobą nachyloną twarz pani Mirki.
– Co się… – zaczęła głośno babcia, ale pani Mirka przerwała jej mówiąc „ćśśśś” i kładąc palec na usta. Babcia zauważyła, że na twarzy pani Mirki maluje się smutek i strach. Babcia zerknęła na zegarek na stoliku. Piąta trzydzieści dwa.
– Trzeba uciekać, kochana pani – szepnęła pani Mirka. – Pani już po zabiegu, to pani tym łatwiej. Niech pani prędko dzwoni po rodzinę, żeby podjeżdżali pod szpital. Ja już się spakowałam, a Klemens idzie łapać windę.
Babcia przerażona uniosła się na łokciu. Widok sali szpitalnej nasunął jej wspomnienia z czasów exodusu wojennego. Pomieszczenie było już prawie puste. Na łóżkach rozwleczona pościel. Puste szafki. Porzucone kroplówki.
– Co się stało? – wychrypiała z trudem babcia Łukaszka.
– Lekarze strajkują – odparł zwięźle pan Klemens kuśtykając w stronę drzwi.
– Przecież strajkują od dawna! A wy cały czas, że nie!
– Ćśśśśś, cicho! – zamachała rękoma pani Mirka. – Tym razem strajkują naprawdę.
– Skąd to wiecie?
– Był u nas kwadrans temu ksiądz kapelan. Wczoraj słyszał ich naradę. Zamierzają strajkować naprawdę. Trzeba uciekać póki człowiek żyw!
– Przecież nas nie puszczą!
– Puszczą, trzeba tylko się wypisać na własne żądanie…
Babcia zerwała się z łóżka i zaczęła pakować poganiana świszczącym szeptem pani Mirki. Wyszli na korytarz i włączyli się w falę ludzi. Szeregi pacjentów płynęły w milczeniu korytarzami, drepcząc nerwowo i niosąc swój skromny dobytek. Do wind, do schodów, byle na zewnątrz.
Udało im się wbić do windy.
– A właśnie, jedno pytanie – babcia zagadnęła pana Klemensa. – Co takiego właściwie planują na dziś lekarze?
Pan Klemens odszepnął:
– Zamierzają się przyłączyć do dnia bez samochodu.
————–
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html – blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen

Jeszcze jeden exit

– Nie może być tak – instruowała mama Łukaszka swojego syna. – Nie może tak być, że demokracja jest deptana!
– Rządzi większość! – poddał z uśmiechem dziadek.
– Ale nie może być tak, że mniejszość nie ma nic do powiedzenia! – argumentowała mama.
– Czyli rządzi mniejszość? – spytał Łukaszek.
– Oczywiście, że nie! Większość!
– Czyli jeśli mniejszość żąda na przykład niepodległości… – podpowiadał rozbawiony tata Łukaszka.
– Nie! Oczywiście, że nie! To wewnętrzna sprawa kraju!
– Którego kraju? – zachmurzył się dziadek. – Bo Rosja a Krym…
– Zaczekaj – przerwał mu tata. – Właśnie skasowała śląskich autonomistów. To wewnętrzna sprawa Polski.
– Niemiec! – próbowała walczyć mama Łukaszka.
– Sadyści bez serca – gderała babcia przechodzą przez pokój z „Dziennikami motocyklowymi” pod pachą. – Jak tak można kobietę skołować. No i żeście ją zapętlili. Trzeba by ją jako otrzeźwić.
– Słyszałem, że w Unii ma być kolejny exit – odezwał się Łukaszek.
Hiobowscy zamarli.
– Coś ty – powiedziała słabo babcia. – Przecież nigdzie o tym nie piszą.
– Mimo, że nie piszą, ale i tak wiem.
– Od kogo?! – huknął dziadek.
– A, ta dziewczyna, która jest przewodniczącą naszej klasy ma wujka, który pracuje w Brukseli. W strukturach unijnych. Zajmuje tam wysokie stanowisko…
– Jest pewnie komisarzem?
– Nie, układa sufity z gipskartonu. I on się dowiedział, że z Unii ma być kolejne wyjście.
– Skąd on ma niby takie świetne dojścia? – powątpiewała mama Łukaszka.
– Często pracuje na najwyższym szczeblu. I ten wujek dowiedział się, że będzie kolejne wystąpienie z Unii.
– Co? Jak? Dlaczego?
– Z powodu uchodźców.
– Nie przyjmują ich, tak? – zakrzyknęła gniewnie mama. – Już wiem! To Polska!
– Ale gdzie tam. To nie jest państwo. A uchodźców przyjmują. Ale białych. Szwedów, Niemców…
– To co to będzie za exit? – spytał zdumiony tata.
– Enerdexit.
————–
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html – blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen

Kilka teorii posklejanych razem

  1. Jeśli twój kraj jest nękany i drenowany przez kilku wrogów naraz, nie dasz rady wszystkim jednocześnie. Należy z jedną częścią zawrzeć pokój i zająć się zwalczaniem drugiej części.
  2. JK nie mógł zawrzeć sojuszu z opcją niemiecką z trzech powodów  A) z nimi była dogadana poprzednia ekipa b) oni drenują nas najbardziej c) Niemcy są „na fali opadającej”.
  3. JK nie mógł zawrzeć sojuszu z opcją rosyjską z jednego powodu. Smoleńsk.
  4. JK zawarł sojusz z USA i ekipą – powiedzmy „starszych i mądrzejszych”. Akurat trafił na dobry czas, jedni i drudzy szukali nowego miejsca do oparcia w Europie.
  5. Kluczem do wszystkiego były i są Niemcy. Otóż ktoś w Niemczech wpadł na pomysł, że wezmą sobie całą Europę zachodnią. No, powiedzmy do spółki z Francją. Brytyjczykom się to nie spodobało i wyszli. Amerykanom też się to nie podoba, ale nie chcą wyjść. Bo jak Niemiec siedzi sam to prędzej czy później pojawia się tam Rusek.
  6. Niemcy są na fali opadającej z dwóch powodów: a) z powodu swych mocarstwowych ambicji podpadli Amerykanom – Amerykanie uderzyli Niemców w najczulszy punkt czyli eksport aut – dowodem Dieselgate w USA b) demograficznych – tradycyjne niemieckie społeczeństwo się kończy. Niedługo typowy Niemiec będzie czarny, będzie muzułmaninem, będzie miał ma imię Muhammed i nie będzie nic wiedział o drugiej wojnie światowej (wyschnie źródełko dla Przedsiębiorstwa Holocaust), o wurstach, o jodłowaniu, o Goethem i tak dalej.
  7. I Amerykanie i „starsi i mądrzejsi” szukają więc nowego miejsca do zakotwiczenia w Europie. Trafiła się Polska ze swoją ofertą. Miejsce jest idealne bo tuż przy Ukrainie. Ukrainą są wszyscy zainteresowani, bo to państwo się zwija i teren i ludność pozostają. Rosja już sobie wzięła kawałek. Teraz zainteresowani są USA i „Starsi i mądrzejsi”. Wyobraźcie sobie – ile tam zakładów do kupienia! Ile rąk do pracy za miskę zupy dziennie! Ilu konsumentów którzy kupią gówno opakowane w łady papierek! No i ile terenu! Po co siedzieć na metrze kwadratowym pustyni skoro ziemie przodków są do wzięcia?
  8. JK dogadał się tak: wasz prezydent, nasz premier. Ma to logiczny sens – do wprowadzania zmian trzeba mieć rząd, natomiast tamci mogą blokować zmiany, które im się nie spodobają.
  9. Na prezydenta wybrano Andrzeja Dudę. Był odpowiedniej opcji, wyglądu, wieku (nie można mu zarzucić współpracy z SB) i rodziny.
  10. Wygrano co było do wygrania i maszyna ruszyła. Mamy amerykańskie wojska w Polsce, mamy amerykańskie inwestycje w Polsce, na świecie nas chwalą. Mamy konflikt z Niemcami, w lewej niemieckiej Europie nas ganią.  TK został rozjechany walcem. Ani PJK ani PBS ani PAD nie przeszkadzały np. nocne nominacje. Teraz potrzebne są miesięczne konsultacje.
  11. Coś się stało, no naprawdę coś się stało, że intersy kraju i zagranicy się rozjechały. Może to zaproszenie Chin do robienia interesów w Polsce? Amerykanie ich nie lubią, bo Chińczycy mają kwity na ich długi. Może nie było zgody na ruszenie kasty sędziowskiej? Było ni było wywodzą się ze „starszych i mądrzejszych”, którzy przybyli tu w 1945.
  12. Nie ma co pisać „prezydent decyduje”. PAD to tylko garnitur. On o niczym nie decyduje. Ta nagła obstrukcja – to też nie on. Doradcy są po to, żeby go pilnować.
  13. Wiele daje do myślenia rezygnacja z ostentacyjnego katolicyzmu PAD. Kiedyś nie było mszy bez niego. Teraz nie wziął udział w różańcu do granic.
  14. Otwarty konflikt z PAD i zgłoszenie nowego kandydata na prezydenta oznacza zerwania sojuszu. Czeka nas teraz długo bezowocnego mielenia. Kilka rzeczy jest pewnych: kasta wygrała, PAD nie ustąpi, reformy nie będzie. Trzeba próbować inaczej albo się skupić na czymś innym. Albo zawrzeć kolejną umowę.
  15. Teraz czas na niemieckie gazety i telewizje i na niemieckie i francuskie sklepy.

Po propozycji ustaw Prezydenta

No to tak na szybko i po kolei:

1. Nie ma żadnej gry kombinacyjnej pomiędzy PAD i JK. PAD zerwał się z łańcucha PiS.
2. Zrywanie się z łańcucha partii, której poparcie wyniosło na szczyt to nie jest foch spowodowany audycją satyryczną z Adrianem. To proces, który wymaga wizji, decyzji. ludzi, pieniędzy i wpływów.
3. To nie jest oczywiście proces, który dzieje się w jeden dzień, wczoraj to już była kropka nad i.
4. Bardzo znamienne było to, że zerwanie się z łańcucha nastąpiło podczas prac nad SN i KRS, a nie podczas innych. Dla Dudy to zdecydowanie za wcześnie, ale widocznie sytuacja była poważna.
5. Andrzej Duda jest doktorem prawa.
6. Bardzo znamienne były serdeczne wizyty pierwszej prezes SN, pani Gersdorf w pałacu prezydenckim.
7. Bardzo znamienna była zmiana rzecznika. Styl sprawowania tej funkcji przez pana Łapińskiego rodzi szereg pytań. Na przykład: kto kazał panu Prezydentowi zmienić rzecznika? Dlaczego akurat na pana Łapińskiego? Bo wątpię, że była to decyzja PAD. No i kto w tym tandemie jest prezydentem a kto rzecznikiem?
8. Przerwy w komunikacji PAD na TT też dają do myślenia – komunikacja z prezydentem została odcięta w obu kierunkach.
9. Bardzo znamienne było zatrudnienie pana Królikowskiego do pisania ustaw. Jak prezydent zabierze się za reformę zdrowia pewnie poprosi o pomoc Ewę Kopacz. W końcu lekarka.
10. Bardzo, bardzo znamienna jest sprawa pułkownika Juźwika. To świadczy o tym, że PAD wie o takich ludziach u siebie (nie sądzę, żeby nie wiedział) i ich toleruje (dlaczego?). To świadczy też o tym, że JK wie o takich ludziach (nie sądzę, żeby nie wiedział) i też ich toleruje (w ramach dobrej współpracy z PAD). Wyciągnięcie przez JK tych informacji teraz świadczy, że po pierwsze chce tym zmusić prezydenta do uległości, po drugie, że sprawa jest poważna, a po trzecie, że dobrej współpracy już nie ma.
11. Nieprzypadkowe moim zdaniem było wyznaczenie terminu ogłoszenia ustaw prezydenckich na dzień po wyborach w Niemczech. I to dopiero daje do myślenia. A Piotr Dynda przypomniał, że PAD zawetował po telefonie od Merkel.
12. Chaos i zamieszanie w poniedziałek ze strony PAD oraz zmiany wprowadzane do zmian, świadczy o niepoważnym potraktowaniu tematu, nieprzygotowaniu się do całej akcji oraz o tym, że sytuacja jest dynamiczna.
13. PAD był w UW, oraz otacza się ludźmi z UW.
14. PAD nie ujawnił aneksu WSI.
15. Motywy PAD: gra o drugą kadencję bez poparcia PiS. Ale po co? Przecież gdyby współpracował z JK nominację PiS miałby w kieszeni. Być może ośrodek prezydencki dokonał analizy i stwierdził, że taktyka podpisywania wszystkiego jak leci spowoduje odpływ umiarkowanych wyborców i nie gwarantuje drugiej kadencji. Albo w grę wchodzą jeszcze jakieś ośrodki zewnętrzne.
16. Obecne działania PAD: zmiana konstytucji, konsultacje, nie można określić inaczej niż gra na czas.
17. Propozycje PAD zmierzają do tego, by kluczowe decyzje podejmował prezydent. Gra na czas przesuwa reformę sądownictwa na drugą kadencję. Wyobraźcie sobie, że Duda przegrywa następne wybory z Komorowskim i Komorowski ma pełne pole do popisu przy zmianie sędziów. Dlatego PiS powinien poprzeć Dudę na drugą kadencję – tak rozumuje prezydent. Kluczowe jest jednak przesunięcie reformy sądów na drugą kadencję
18. PiS nie poprze Dudy na drugą kadencję. JK ponownie się sparzył – spolegliwa marionetka Marcinkiewicz nie wypaliła, a w miarę samodzielny Duda też nie gwarantuje wprowadzenia zmian. Już powinien szybko szukać nowego kandydata na prezydenta, kogoś świeżego jak poprzednio Duda, i wprowadzać go na salony krajowej polityki. Sięgnięcie po bezwzględnie wiernego żołnierza nie gwarantuje wyboru. Ktoś kto ma szanse na wybór nie gwarantuje wierności. Klincz.
19. PAD pójdzie w stronę Kwaśniewskiego – będzie prezydentem wszystkich Polaków. Będzie szukać poparcia u każdego (obecnie jest to Kukiz) i decyzje, które będzie podejmować coraz bardziej będą go różnić z PiS. Zwłaszcza pod koniec kadencji. A jeśli PiS ogłosi swojego kandydata na prezydenta, no to się zacznie.
20. Generalnie Duda spierniczył wszystko. Nie będzie reformy sądownictwa, nie będzie osądzenia winnych za przekręty. Zrobi się Okrągły Stół 2 a Donald Tusk będzie ogłoszony Człowiekiem honoru 2. Pytanie czy Duda sam podjął taką decyzję, czy ktoś zrobił to za niego. Raczej obstawiam to drugie.
21. Wojny jeszcze nie ma, ale pokoju też już nie. Obecnie mamy 1938 i Monachium, szachy i dyplomatyczne przepychanki.

 

tekst opublikowany na Facebook 26 września 2017

Parytet noblowski

Hiobowscy siedzieli przed telewizorem i oglądali rozdanie nagród Nobla.
– Nie ma już nic innego? – zdziwił się Łukaszek.
– Jest – ożywił się podejrzanie tata Łukaszka i sięgnął po pilota. – Mecz!
– Jeszcze czego! – oburzyła się mama Łukaszka. – Nie będziesz mi tu seksizmu w domu szerzył!
– Ale jaki seksizm?
– No przełącz! No popatrz tylko! Sami faceci grają!
– A jak powinno być twoim zdaniem?
– Pół na pół, kobiet i mężczyzn!
– Trzecia płeć może się poczuć obrażona – zauważyła złośliwie babcia Łukaszka.
– Są też drużyny gdzie grają same kobiety – poinformował Łukaszek.
– To też jest seksizm, prawda? – spytała siostra Łukaszka i została wyrzucona za drzwi.
Hiobowscy ponownie zaczęli oglądać rozdanie nagród. Mama Łukaszka była jednak nadal niezadowolona.
– Popatrzcie tylko! Kto dostaje te nagrody?! Sami starsi, biali mężczyźni!
Obejrzała jednak do końca, po czym wstała i wyszła do kuchni. Kiedy wracała z niej korytarzem zerknęła z ciekawości na ekran telewizora. Widok był zupełnie odmienny od poprzedniego. Młody, uradowany afroamerykanin stał otoczony tłumem starych, białych mężczyzn, którzy wiwatowali na jego cześć.
Mama nie wytrzymała i wtargnęła do pokoju. Hiobowscy wyglądali na cokolwiek zaskoczonych
– O, proszę! O wiele lepiej! Co to jest tym razem?
– Rozdanie nagród Nobla – wyjąkał Łukaszek.
– Jak to? Przecież się skończyły! Wszystkie kategorie już były!
– W ty roku utworzyli nową – wyjaśniła babcia, a dziadek wskazał ekran mówiąc:
– I on wygrał.
– A co to za kategoria?
– Najlepsza kradzież telewizora ze sklepu w czasie klęski żywiołowej.

Porada Protestującym Paniom płci pięknej

Koło szkoły, do której chodził Łukaszek przechodziła grupa kilkudziesięciu na czarno ubranych osób.
– Co to? – zainteresował się okularnik z trzeciej ławki. – Pogrzeb?
– Czarny protest – zadudnił Gruby Maciek.
– Umarł ktoś?
– Jesteśmy za życiem – warknęła jedna z pań przechodzących za płotem.
– Za czyim życiem? – zainteresował się Łukaszek.
– Naszym, oczywiście! Dlatego żądamy pigułki dzień po!
– Nie wiedziałem, że partia Platforma Oligarchów ma swój dzień…
– Dajcie mu spokój, bezczelny gówniarz – jakaś starsza pani ciągnęła tą pierwszą za rękaw. – Oj, żebym ja była twoją matką, to bym się wyskrobała!
– No, ale pani nie jest – odparł spokojnie Łukaszek. – Czy ja dobrze rozumiem, że ten marsz to w obronie aborcji?
– Tak – i panie zaczęły zawodzić „mijają miesiące, nas nadal tysiące”.
– Panie darują – nie wytrzymał okularnik. – Ale was jest najwyżej sto!
– No bo miało nas przyjść więcej… Ale koleżance piesek zachorował i musiała zawieźć go do weterynarza. Ale za miesiąc znowu przyjdzie! I my wszystkie też przyjdziemy!
– A co z pracą? – spytał nieroztropnie Gruby Maciek i zapadła niezręczne milczenie.
– Nie przejmuj się – pocieszył go Łukaszek. – Jeszcze rok, dwa i te panie wrócą do swoich zajęć…
– Po moim trupie – zagotowała się starsza pani.
– Niech pani nie wyzywa losu!
– Tak właśnie mi przyszło coś do głowy! – wykrzyknął okularnik. – Rozwiązanie, które zadowoliłoby chyba wszystkich!
– W Polsce to niemożliwe – pokręcił głową Gruby Maciek.
– Jaki to sposób? – pierwsza pani była zaciekawiona.
– Skoro aborcja to taka fajna rzecz to same ją na sobie zróbcie!
– Mają same się wyabortować? – upewniał się Gruby Maciek. – To niemożliwe.
– Grubas!
– Głupek!
– Nędzna fiucina!
I się pobili.
– Maciej ma rację – Łukaszek zaczął ich rozdzielać. – Aborcja jest do któregoś tam miesiąca ciąży. To, o czym mówisz to byłaby eutanazja.
– Skąd o tym wiesz?- starsza pani coś nagle pobladła.
– Moja mama ciągle o tym czyta i się zachwyca jak to kolejne kraje ją wprowadzają.
– Ale sam pomysł jest genialny – okularnik zaczął wyliczać na palcach:
– Wasze macice nie zajdą więcej w ciążę, nie będziecie musiały żyć w tym kraju, ucieknie spod terroru Karosława-Jaczyńskiego, nie będziecie tymi marszami tamować ruchu ulicznego…
– …bez przesady, pół chodnika to nie tamowanie – wtrącił Łukaszek.
– …no i nie będą pobierać pieniędzy z budżetu na emerytury. Same zyski! Wszyscy będą zadowoleni!
– Od mojej emerytury ty się odtenteguj! – zaczęła krzyczeć starsza pani.
– Pani emerytura jest z moich składek! – darł się okularnik.
– Jakich twoich? – zdziwił się Gruby Maciek. – Ty coś płacisz na ZUS?
– Pośrednio. Stary obciął mi kieszonkowe bo musiał coś ZUSowi oddać. Moje pieniądze! – okularnik rzucił się na siatkę. – Oddajcie mi moje pieniądze!
– Po moim trupie – odkrzyknęła starsza pani.
Gruby Maciek potarł brodę i zauważył:
– Przecież możemy obyć się bez trupów. Wystarczyłaby sterylizacja.
Pierwsza pani zaprotestowała, że wtedy nie miałaby żadnego wyboru, a to jest niedemokratyczne.
A wtedy z czoła pochodu zaczęto pokrzykiwać, żeby pochód się nie rozłaził, bo nie zrobią odpowiedniego wrażenia przed kamerą zaprzyjaźnionej telewizji, która czeka już na placu.
Od czoła manifestacji przepchał się jakiś facet z transparentem żeby zobaczyć co spowodowało zator. Kiedy zobaczył, że panie dyskutują z chłopakami to wpadł w złość.
– Osoby, które nie mają macic, nie mają prawa się wypowiadać! – ryczał.
– Odezwał się posiadacz – odszczeknął się okularnik. A Łukaszek poprosił go, żeby pokazał swój transparent. Kiedy zobaczył napis „Czarny Protest” to złapał się za głowę, a potem sięgnął po telefon.
– Ja muszę ten rasizm uwiecznić i wysłać do „Wiodącego Tytułu Prasowego”!
– Dlaczego? Jaki rasizm? – zaniepokoili się manifestujący.
– Nie wolno pisać „czarny”! Tylko „afro”!