Feministki i słoik

Tata Łukaszka został wezwany do szkoły.
– Co żeś przeskrobał? – zapytał syna.
– Nic.
– Coś musiało być, za nic nie wzywają do szkoły. Jest źle? Zbiłeś szybę? Ukradłeś dziennik?
– Może parę razy wyraziłem własne zdanie…
– To jeszcze gorzej – tacie Łukaszka wyciągnęła się twarz.
Wyciągnęła się jeszcze bardziej kiedy poszedł do szkoły. Trafił bowiem na panią pedagog, która była bardzo zbulwersowana jednym przypadkiem wyrażenia własnego zdania przez Łukaszka.
– Żyjemy w wolnym kraju. Ma prawo mieć własne zdanie – oświadczył z godnością tata Łukaszka.
– Ale nie takie! – piała purpurowa z gniewu pani pedagog. – Przecież to jest skandal, żeby w dwudziestym pierwszym wieku mieć takie poglądy!
– A co on takiego powiedział?
– Że feminizm kończy się kiedy trzeba odkręcić słoik!
Tata Łukaszka z trudem ukrył uśmiech.
– Co się pani tak gorączkuje, przecież to dziecko.
– Ładne mi dziecko! A najgorsze proszę pana jest to, że on jest w błędzie! Tak, tak! Otóż ja jestem feministką i potrafię odkręcić słoik! No! I co pan na to?!
– Polecam pani do przeczytanie „Strasznych mieszczan” – tata Łukaszka wstał.
– Tam jest coś o słoikach? – wołała jeszcze pani pedagog, ale tata Łukaszka już poszedł.
W domu tata miał do swojego syna tylko jedną prośbę – żeby już więcej tego nie robił.
– A co z tym teraz? – zaniepokoił się Łukaszek.
– Nie przejmuj się. Ludzie zapomną.
No i niestety t akurat tata Łukaszka pomylił się i to bardzo. Ludzie bowiem nie zapomnieli.
Otóż Gruby Maciek wrzucił jego tekst do mediów społecznościowych. Okularnik z trzeciej ławki zrobił z tego mema. A dalej to już poleciało.
Łukaszek spał, jadł i chodził do szkoły nieświadom nawet tego, że kolejne rzesze feministek przekazują sobie jego zdanie, oburzają się nim, protestują wobec niego i robią coming out kto potrafi odkręcić słoik i jakim narzędziem. To było jednak za mało, więc ktoś rzucił hasło, aby skonfrontować się z twórcą zdania i mu udowodnić, że się mylił.
Do tego doszło w czwartek po południu. Łukaszek wracał ze szkoły zamyślony, gdy nagle stwierdził, że jest pod swoim blokiem i otacza go kilkadziesiąt osób płci żeńskiej.
– To on! – krzyczały panie. – To on!
I wszystkie ręce wyciągnęły się w salucie, który byłby rzymskim gdyby nie to, że każda z rąk dzierżyła słoik z kompotem.
– I co?! – zakrzyknęła drwiąco jedna z pań. – Feminizm się kończy? Patrz na to dzieciaku!
I wszystkie panie zaczęły odkręcać słoiki. Jedna używały plastikowych obejm, inne podważały nożem brzeg pokrywki, a niektóre stukały nawet wieczkiem o kostkę chodnikową. Jeden za drugim unosiły się w górę otwarte szklane naczynia. Krzyk triumfu potęgował się.
– Hurra! Hurra!
– No i co teraz? – krzyknęła druga pani. – Nadal uważasz, że feminizm się kończy kiedy trzeba otworzyć słoik?
Łukaszek rzucił szybko okiem po otoczeniu i odbił piłeczkę:
– Kto to wszystko zje?
– Co?
– No, to ze słoików. To są kompoty, tak? Kto to zje? Chyba nie wyrzucicie jedzenia?
I korzystając z konsternacji, jaka ogarnęła protestujące, przeszedł pomiędzy nimi i wszedł do bloku.
Panie zrobiły jedyną sensowną rzecz. Zaczęły częstować siebie nawzajem. Ale nie było łatwo.
– Nie, nie jem kompotu z gruszek, jestem weganką…
– Czy te wiśnie są bezglutenowe?
I tylko dozorczyni bloku, pani Sitko, uśmiechała się. Bowiem ta przewidująca kobieta otworzyła słoik nie z kompotem, lecz z nalewką na malinach.
I pan Sitko miał piękny wieczór.

Rolnik szuka żony, odcinek 11/5

Tak ogólnie to wszystko już było, tylko teraz jest bardziej.
1. Grzegorz. Wraz z Dorotą awansowali na Ulubioną Parę tej edycji i są porównywani z Grzegorzem i Anią z edycji drugiej. Czy jednak ich związek przetrwa? 700 km w jedną stronę połączone z celibatem potrafi zniechęcić najwytrwalszych. Ale Grzegorz już nad tym pracuje.
2. Jan. Sielanka trwa. Prawie zaręczyny. Ale przy ich charakterach trudno wróżyć że długo będą ze sobą. Jan raczej pójdzie ścieżką Mikołaja z czwartej edycji. Czyli kolejny bogaty męski senior, który poszedł do programu by przełamać nieśmiałość wobec 30 lat młodszej sąsiadki.
3. Łukasz. To samo co Piotr w poprzedniej edycji. No tak, oświadczył się, a ona przyjęła. Ale zaskok! 🙂 Kwiaty, gondola,  pierścionek. Agata szalała gokartem i piła szampana. A co z ciążą?
4. Marek. Wzorem Marka z trzeciej edycji – związku nie było, nie ma i nie będzie. Wreszcie koniec tej mordęgi. I to było postanowienie Oli. Marek nie był w stanie zadecydować nawet o tym. Tylko pierdo… Filozofował i przerzucał wszystko na nią. Koszmar. Dramat.
5. Krzysztof tak jak Rafał z drugiej edycji pogubił się kompletnie. Zaprosił Jessikę, żeby jej zaraz podziękować. Podobała mu się Kasia, ale niestety zrezygnowała sama. Został więc z Eweliną, która bardzo by chciała… Ale Krzysztof nie chce. Ewelina zrywa. Krzysztof oddycha z ulgą.
Lokalizacje były przepiękne. Za tydzień finał. Dużo niespodzianek. Będzie starcie tytanów Łukasz vs Paulina. Ciekawe czy Ela będzie już w nowej fryzurze.
Acha, będzie kolejna edycja RSŻ. A przed nią, od stycznia do marca nowy program ekipy RSŻ. O seniorach. „Sanatorium miłości”.

Rolnik szuka żony, odcinek 10/5

Rewizyty

1. Grzegorz. I tu mieliśmy próbkę dowcipu ekipy realizującej program. Często pojawiał się komentarz, że „emocje jak na grzybobraniu”. Dorota zabrała więc Grzegorza na grzyby i bardzo była tym podekscytowana. Jej radosne okrzyki rodziły podejrzenia co do tego czy aby nie są halucynogenne.Udał się więc ten dowcip produkcji. Grzegorz odwiedził rodzinę Doroty, było miło. Dorota nie bawi się w subtelne wysyłanie sygnałów, tylko wali tekstem wprost: tak, widzę się jako twoja żona. Na końcu był romantyczny spacer po łące i rozmowa o przyszłości. Dorota widzi to tak: ślub, potem dzieci. Grzegorz próbował negocjować zmianę kolejności, ale Dorota zasłoniła się wiarą. Zatem nici z seksu przedmałżeńskiego, chyba, że papież Franciszek nas zaskoczy i zmieni coś na szybko.

2. Jan. Tak wszystko ładnie i grzecznie, że aż podejrzanie. Odwiedził Małgonię w jej mieszkaniu, wręczył kwiaty. Jan sypał komplementy jak z rękawa, Małgonia promieniała ze szczęścia i z zakochania. Jan, Jan i Jan. Nawet odważyła się pierwszy raz odwiedzić znajdując się tuż obok niej kopalnię. Czy coś jednak z tego wyjdzie? Jan ma trochę staroświeckie podejście do kobiet, datuje się gdzieś na połowę 19 wieku i okolice plantacji bawełny w Luizjanie. Małgoni to jednak nie przeszkadza, dopóki Jan rozmawia wyłącznie z mężczyznami. Aby więc mogli cieszyć się szczęście Jan musiałby wysiedlić wszystkie kobiety ze swojej okolicy. Ciężko by było.

3. Łukasz. Big love. Kwiaty, spacer, wspólne plany. Kościół, dzieci, ślub. „Pierwszy raz to czujesz?” pyta Agata. „Z tobą tak” odparł Łukasz. Dowiedzieliśmy się, że Agata nie wyjechała zaraz po wyborze. Miała akurat urlop. taki przypadek. No przechodziła akurat kadrowa Agaty z wnioskiem urlopowym. Grzech byłoby nie skorzystać. Więc Agata została, gotowała, mieszkała i tak dalej. Ciekawe co na to regulamin. Co bystrzejsi widzowie zauważyli, że u niego jako jedynego nie było grilla ze znajomymi, ba, nawet znajomych nie było. Ta sama sytuacja była u Agaty. Cała randka odbyła się poza domem, nie poznaliśmy nikogo z rodziny szczęśliwej wybranki. Poznaliśmy za to jej koleżankę. Koleżanka siedziała obok, słuchała ich planów i robiła oczy okrągłe ze zdziwienia. Ona Agacie zawsze życzyła, żeby wreszcie rodzinę założyła, ale była zaskoczona tym tempem. „Oni się dopiero dwa tygodnie znają i już taki level?”. Szanowna koleżanka nie wiedziała, że Łukasz i Agata dzwonili już do bociana i wcale nie w sprawie siana.

4. Marek. Marek od początku konsekwentnie powtarzał, że kobieta ma pierwszeństwo i to ona powinna wybierać. To oczywiście błąd – przecież program nazywa się „Rolnik szuka żony” a nie „Miastowe wybierają rolnika”. Dlatego więc wybrał osobę najmniej pasującą (Ola była chyba najbardziej zaskoczona jego wyborem) aby to ona zadecydowała za niego i zerwała. Ale Ola na razie zrywać nie zamierza. Zadowolona, roześmiana, pewna swojej przewagi wynikającej z tego, że jest u siebie, bawiła się z Markiem jak kot z myszą. Jak bardzo oni nie pasują do siebie świadczy to, że nawet siostra Oli pasowałaby do Marka lepiej.

5. Krzysztof. Ciężko mu idzie, a Ewelina mu na dodatek nie ułatwia. Najpierw spotkał się w jej mieszkaniu z rodziną. Przyszły teściu nazwał go w żartach przyszłym zięciem i dokładnie odpytał z areału. Jeśli ktoś szuka handlowca albo coacha polecam tatę Eweliny. Tak sprzedać zalety córki potrafi tylko mistrz. Na spacerze Ewelina boleśnie zaatakowała tekstem „Po co ty tu przyjechałeś” i Krzysztof, który jest tylko odrobinę bardziej elokwentny od Marka, musiał gęsto się tłumaczyć, A faceci tego nie lubią. I potem Ewelina się dziwi, że Krzysztof tylko patrzył jak się ewakuować do bezpiecznego domu podczas gdy ona nalegała żeby został na noc. Nie został. Na razie jest więc przyjaźń. Na razie.

Za tydzień wymarzone randki.

Acha, jeszcze jedna rzecz. Tydzień temu tak pokazano w telewizji, że Maria i Ela powiedziały Janowi, że odjeżdżają, po czym wskoczyły do auta i uciekły. No i na Jana spadła fala hejtu, że nawet się nie pożegnał. Nieprawda! Pożegnał się! Były uściski, przytulańce i wspólne foty, nawet z Małgonią! Ale ot pokazano tylko w internecie. To się fachowo nazywa kreowanie emocji.

WTEM!

Hiobowscy bardzo spokojnie przyjęli to, co dla mamy Łukaszka było ekscytującą sensacją.
– Peszard-Rytru zakłada nową partię!
Błysk w maminych oczach z wolna przygasał, „Wiodący Tytuł Prasowy” opuszczał się ku ziemi w więdnących kończynach górnych. Bowiem nikt się nie zainteresował tym, co mówiła. Prawie nikt.
– Znowu? – spytał Łukaszek.
– Jak to: znowu? – zagotowała się mama.
– A mało to on już tych partii pozakładał? – westchnął dziadek. Babcia sięgnęła do kuchennej szafki i wyjęła teczkę z napisem „Peszard-Rytru”.
– Lewica widzę świetnie poinformowana – przyciął kąśliwie dziadek.
– Prawica znowu myśli życzeniowo – odcięła się babcia. – Ale tym razem masz rację. On już pozakładał dużo partii. Teraz, Zaraz, Naraz, Wyraz, Rozkaz i Iloraz. Partia pierwotnie miała się nazywać Trójkąt, ale cały czas liczą, że dołączy do nich czwarta osoba.
– Z tą pierwsza nazwą było śmiesznie – przypomniał dziadek. – Kiedy rejestrowali partię nie wiedzieli jeszcze jak ją nazwać. A urzędnik mówi, że aby zarejestrować to potrzebuje nazwy już teraz. Ktoś powtórzył „teraz” no i tak zarejestrowano…
– Yay! – zakrzyknęła radośnie siostra Łukaszka. – Zauważyliście, że wszystkie te nazwy kończą się na „az”?
– Zauważyliśmy – rzekł tata Łukaszka. – A ten Peszard-Rytru, wy się tak z niego śmiejecie, a to taka cwana gapa. Ten manewr ze zmianą partii jest bardzo opłacalny.
– Jak to? – spytał Łukaszek.
– Mogą znów chodzić do rządowej telewizji? – strzeliła pytaniem babcia.
Tata Łukaszka podniósł palec w górę i oświadczył triumfująco:
– Zostawia długi w starej i zaczyna z nowym kontem.
– To nieprawda! – mama tupnęła nogą. – On zakłada nową partię by być bliżej ludzi! Czyli dostać się do Sejmu! Dzisiaj zrobi konferencję i poda nazwę nowej partii!
– Ja już wiem jak się będzie nazywać! – krzyknęła siostra i zaraz się poprawiła:
– To znaczy, domyślam się.
– No, jak? – spytała mama wyzywająco.
– Wsamraz!
I siostra została wyrzucona za drzwi.
– I słusznie – przytaknął dziadek. – Wsamraz to nie jest jeden wyraz.
– Parta będzie się nazywać WTEM! – oświadczyła mama. – To oczywiście skrót. W Tymkraju Elitą My!
– I jaki program tej elity? – odezwała się lodowatym tonem babcia.
– Małżeństwa jednopłciowe na ten przykład!
– Czy od tego benzyna będzie tańsza? – zamyślił się tata Łukaszka.
– Ach ty i ta twoja benzyna! Dla twojej wiadomości, w tym kraju żyją też ludzie, którzy nie przeliczają wszystkiego na litry czy euro! Dla nich liczą się jeszcze takie pojęcia jak wolność czy konstytucja!
– Małżeństwa jednopłciowe łamią konstytucję – wtrącił się Łukaszek i nie pozwolił się wyrzucić za drzwi.
– Tym razem na pewno mu się uda – opowiadała przejęta mama Łukaszka. – Mają genialny razem z Biebertem-Rodroniem. Każdy zakłada własną partię. I każdy wchodzi od Sejmu! Peszard-Rytru od przodu! A Biebert-Rodroń od tyłu!
Hiobowscy wydali dość specyficzne dźwięki.
– Mmm, no tak – przerwał niezręczną sytuację tata Łukaszka. – Więc dzisiaj będzie konwencja, tak?
– Nie – pokręciła głową mama Łukaszka. – Dzisiaj tylko przedstawią na konferencji nazwę partii. Konwencja będzie niedługo.
– Dlaczego nie dziś? – zdziwił się dziadek.
– Ja wyjaśnię – zgłosił się Łukaszek. – Dzisiaj jest mecz. Polscy piłkarze przegrają z Portugalczykami. I ta wiadomość przykryje wszystko. A Peszard-Rytru ponoć nie chce, aby jego nazwisko kojarzyło się z porażką.

Rolnik szuka żony, odcinek 9/5

No to po kolei. Trafiłem 4 na 5.
UWAGA SPOJLERY zatem Grzegorz… Najlepszy, przystojny, mężczyzna z klasą, itp – jeszcze miesiąc temu cham który obraził otyłą dziewczynę – jak to się zmienia optyka, prawda? Zatem Grzegorz wybrał Dorotę, Łukasz Agatę,  Jan Małgorzatę, Marek Olę a Krzysztof Ewelinę.
Garść refleksji :
– Uczestnicy z edycji na edycję zachowują się coraz gorzej. I to nie tylko Łukasz. I chodzi nie tylko o potajemne zapraszanie na gospodarstwo pomiędzy odcinkami. Ten program przez to upadnie. Z Rolnik szuka żony robi się Rolnik Shore
– Pozdrawiam panie z forum Vogule, które nie dość, że kopiują moje teksty i wklejają jako swoje to jeszcze twierdzą, że to ja kopiuję od nich
– Nie było imprezy z grillem u Łukasza
– Łukasz marzy o ślubie i dzieciach. Oj, może się szybko spełnić
– Krzysztof miał koszulkę z napisem Viva Cristo Rey (!) Zabrał Ewelinę do kościoła i podkreślał rolę wiary a także że chciałby tam ślub… No ślub to raczej w parafii panny młodej.
– Krzysztof po adorowaniu Jesiki a potem Kasi perfekcyjnie ściemnia, że Ewelina od początku była jego typem
– Jan wyznał, że wybrał Małgosię już na etapie listów. Nic nie mówił bo chciał żeby pozostałe panie się dobrze czuły. Panie były tak wściekłe że nie pozwoliły nawet nieść sobie walizek. Zadowolona Małgosia poinformowała Jana, że to dopiero pierwszy krok i Jan musi starać się dalej.
– Marek tradycyjnie zostawił panie i poszedł zająć się sobie sam. Panie twierdziły, że dałyby radę coś z niego wyciosać. Marek za to chciałby, żeby kandydatki wybrały się same.
– Grzegorz sprawę wyboru załatwił najbardziej elegancko.
– Ola od Marka to mądra kobieta, bardzo mądra. Pierwszy tekst po wyborze: „dobrze, spróbujemy”, drugi: „ciekawe co powie twoja mama”. Ciekawe, bo wybrał najmniej pasującą osobę. Ola już podkreśla, że dopiero próbują. Aneta była załamana. Szkoda. Obie dziewczyny zachowały się bardzo elegancko wobec mamy Marka.
Za tydzień: rewizyty

Rolnik szuka żony, odcinek8/5

Poradnik
Jak w 15 krokach zrobić w konia jedną dziewczynę i kilka milionów telewidzów.
1. Na pierwszym spotkaniu z kandydatkami wpada ci w oko jedna dziewczyna.
2. Mówisz jej o tym. Ona mówi że jej też się podobasz.
3. Wymieniacie się numerami telefonów i nikomu o tym nie mówicie.
4. Wybierasz finałową trójkę kandydatek, w której oczywiście jest twoja wybranka.
5. Wracacie do domów.
6. Dzwonisz do niej i zapraszasz ją do siebie.
7. Ona przyjeżdża i spędzacie fantastyczny czas poznając się nawzajem i utwierdzając w świeżo powstałym uczuciu.
8. Czas wyjechać, zbliża się termin przyjazdu ekipy tv. Wybranka odjeżdża.
9. Przyjeżdża ekipa tv.
10. Przyjeżdżają trzy kandydatki. Razem z wybranką udajecie, że widzicie się drugi raz w życiu i że wszystkie dziewczyny mają równe szanse. Świetna zabawa, czujesz się spełnionym showmenem.
11. Jedna z dziewczyn szybko się orientuje w sytuacji i sama rezygnuje. I bardzo dobrze, jeden problem z głowy.
12. Druga dziewczyna w ogóle nie wie, że już dawno jest pozamiatane. Bardzo się stara, tyra jak wół i walczy aby zwrócić na siebie twoją uwagę. Razem ze swoją wybranką masz z niej niezłą bekę.
13. Wszystko co miłe jednak się kiedyś kończy. Nadchodzi czas wyboru. Nie dokonujesz wyboru w ostatniej możliwej chwili, kiedy obie kandydatki stoją obok siebie. Niszczysz marzenia drugiej dziewczyny w punkcie kulminacyjnym jej pobytu, czyli podczas randki z tobą.
14. Pozwalasz aby druga dziewczyna elegancko się ubrała, i uśmiechniętą, pełną największych oczekiwań zabierasz na randkę. Tam ją odtrącasz przed kamerami. UWAGA TERAZ NAJTRUDNIEJSZA CZĘŚĆ: musisz to zrobić: a) brutalnie mówiąc prosto w oczy b) zrzucając całą winę na nią c) z kompletnie niepasującego powodu, im bardziej absurdalny, tym lepiej.
15. Odwozisz zszokowaną dziewczynę do domu i możesz się w pełni cieszyć ze swoją wybranką swoim triumfem, jej obecnością i roztrwonionym zaufaniem społecznym.
GRATULACJE! Właśnie zrobiłeś w bambuko jedną dziewczynę i kilka milionów telewidzów!

Nie da się ciągnąć w tego nieskończoność. Taktyka Grzegorza, że do końca traktuje dziewczyny absolutnie równo jednak przestaje się sprawdzać. Nawet dziewczyny domagają się nawet nie tylko jakichś informacji, ale wręcz deklaracji. Grzegorz się wycofuje. Kwestia nadal otwarta. Łącznie z tym czy w ogóle z którąkolwiek zostanie. Znajomi też nie potrafili mu pomóc w wyborze.
Łukasz pokazał jak dać dziewczynie mentalnie w twarz i zachować przy tym spokój i dobre samopoczucie. I jeszcze Paulinę obciążył winą za to że ją zostawia. Mistrz! Teraz widać, że te dwa rozwody nie wzięły się znikąd. Pani Paulino, gratulacje. Raz, że mu pani nie przypier…, a dwa, że się pani z nim nie związała.
Wreszcie! Wreszcie spełniło się marzenie Małgoni! Zniknęły wszystkie kobiety tego świata i została sam na sam z Janem! A Jan jej naopowiadał tyle gładkich słów że trudno z tego wyłowić jakiś konkret. Podobno Opatrzność nad nim czuwa. Gdyby czuwała to by się nie żenił. Małgonia bardzo pilnuje Jana. Na grillu siedziała obok niego. Tańczyli razem… Pozostałe dwie panie chyba już się poddały…
W 3276 odcinku serialu M jak Marek główny bohater zabrał Joannę na randkę na grę w kosza. I znowu akcja nie posunęła się do przodu. Marek twierdzi ze decyzja należy do kobiety (!). Joanna jest kolejną osobą która mówi rolnikowi, że dziewczyny NIE CHCĄ BYĆ TRAKTOWANE JEDNAKOWO. Że chcą wiedzieć wcześniej. Wszystko wisi w powietrzu.
Krzysztof ma trudną sytuację bo został tylko z Eweliną. Ponieważ trudności wzmacniają uczucia Krzysztof – mimo lęku wysokości – poszedł z nią do parku linowego. I coś tam między nimi… Ewelina wprost mówi, że chce być jego żoną. Krzysztof oczywiście jak typowy facet tego nie dostrzega. Rodzina owszem, dostrzega i planuje ślub.
Za tydzień wybory.

Ludzie narzekają na ten program. Niesłusznie. Można się dowiedzieć z niego wielu ciekawych rzeczy. Choćby: po co mężczyzna ma ręce. Otóż przykładowo Jan ręce ma po to by wiązać na nich różaniec lub by kłaść je na tyłek obcej kobiecie. Ciekawe czy jednocześnie.
Łukasz – oczywiście, że ma prawo wybrać jedną z kandydatek. Ale jeśli wybiera ją już na samym początku wypadałoby dać znać pozostałym paniom (bywało tak wcześniej) , a nie rozbudzać w nich płonne nadzieje i dziwić się potem wybuchowym reakcjom.
Przysłowiową wisienką na torcie było to, że kiedy Paulina wychodziła targając swoją walizkę to na ganku żegnali ją Łukasz i wtulona w niego Agata patrząca na rywalkę spojrzeniem „mój ci on”. Tak upokorzyć kobietę to potrafi tylko druga kobieta.

Jak zakończyć trzy strajki na raz

Na początku siostrze Łukaszka nikt nie uwierzył.
– Ja, owszem, wierzę, ale częściowo – zastrzegła się babcia Łukaszka. – Uwierzę, że ten baner naprawdę tam wisi i że ma taki napis. Ale nie wierzę, żeby ktokolwiek to tak napisał. To przecież szkoła.
– To jest możliwe – mruknął tata Łukaszka. – Pokolenie gimnazjów wróciło do szkół jako nauczyciele i…
– Mam zdjęcie – siostra sięgnęła po telefon. I pomiędzy niezliczonymi selfie kryło się to zdjęcie. Mury szkoły, do której chodził Łukaszek z wywieszonym transparentem głoszącym: „RZĄDAMY PSZYWRUCENIA DO PRACY”.
– O – stęknęli Hiobowscy i przeprosili siostrę.
– Zaraz, jedna rzecz mi nie pasuje… – babcia Łukaszka wzięła telefon siostry do ręki i przyjrzała się uważnie zdjęciu. – Nie rozumiem. Jak to: przywrócenia??? To nauczyciele tam nie pracują??? To kto ich do cholery uczy? Łukasz! Chodź no tu!
– Nie mogę! Uczę się!
– Nie kłam i chodź tu zaraz!
Nadąsany Łukaszek pojawił się w kuchni.
– Czego ty się tak uczysz, co? – spytał dziadek.
– Twierdzenia Goedela.
Zapanowała konsternacja. Po dłuższej chwili tata Łukaszka przypomniał sobie, że to ma coś wspólnego z logiką matematyczną.
– A więc uczysz się na matematykę a nie na gender studies – rzekła z potępieniem mama Łukaszka.
– Nie! – zaoponował energicznie Łukaszek. – Na geografię!
– Po co ci twierdzenie Goedla na geografii?
– Żeby go zagiąć!
– Nauczyciela?
– Nie! Pilota!
Nikt niczego nie mógł zrozumieć.
– Przecież w szkole uczą nauczyciele – przypomniała babcia.
– Już teraz nie – poinformował Łukaszek. – Nauczyciele zastrajkowali. Teraz uczą nas piloci.
– Zaraz, przecież oni też strajkują! – zawołała mama.
– To co robią nauczyciele? – zapytał dziadek.
– Pewno prowadzą samoloty – zażartował tata Łukaszka.
– Samoloty prowadzą lekarze – rzekł Łukaszek.
– Ano tak, lekarze przecież też strajkują… – złapała się za głowę babcia. – Czyli piloci uczą w szkołach, nauczyciele leczą w szpitalach, a lekarze pilotują samoloty?
– Na to wychodzi – zastanowiła się mama Łukaszka. – A jakie mają postulaty? Płacowe?
– Może kiedyś takie mieli – wzruszył ramionami Łukaszek. – Ale teraz wszyscy mają tylko jeden.
– Żeby przywrócić ich do pracy – szepnęła domyślnie siostra.
– Tak jest. Mamy geografię z drugim pilotem Dreamlinera „Pawełkowice”. Zaginamy go dosłownie na wszystkim. Nienawidzi nas i płacze na zajęciach. Mówi, że nawet lądowanie na Sint Maarten jest łatwiejsze od zajęć z nami.
– Już nie będziecie mieć zajęć z nim – odezwał się z pokoju dziadek Łukaszka. – W telewizji mówią, że strajk zakończony!
Hiobowscy runęli do pokoju. Na ekranie widać było tańczących z radości lekarzy, pilotów i nauczycieli.
– Zdecydowaliśmy się spełnić ich postulat – mówił ze spokojem premier. – Czyli przywrócić ich do pracy.
Strajkujący się cieszyli. Ale najbardziej zadowoleni byli pacjenci i pasażerowie.
– Bogu dzięki, że to się wreszcie skończyło – mówiła płacząca ze szczęścia pacjentka oddziału geriatrii. – Przecież z nauczycielami nie dało się w ogóle rozmawiać! W kółko powtarzali żeby przyjść do nich z rodzicami!
– To już przechodziło ludzkie pojęcie! – basowała pasażer lotu do Toronto. – Pytam takiego pilota… To jest lekarza, kiedy najbliższy lot do Toronto. A on mnie pyta jaki mam bilet. Ja mówię, że oficjalnie kupiony w kasie LOT. To on mi mówi, że najbliższe wolne miejsce w samolocie mam za dwa lata w locie do Singapuru! Ale jak kupię bilet u niego w kabinie, to mogę lecieć choćby i jutro!
I tylko uczniowie byli niezadowoleni. Ale dzieci nigdy nikt nie słuchał. Nigdzie.

Rolnik szuka żony, odcinek 7/5

Grzegorz – dwie randki, Monika a potem Martyna. Z Moniką było spokojnie, za to Martyna zaatakowała. I potem szła z Grzegorzem za rękę. Czyżby coś?
Jan rządzi i dzieli. Ela na randkę, pozostałe panie – myć auta! Normalnie szejk! Maria umyła, a Małgorzata nie. Bo nie miała siły 🙂 Małgosia jest na krawędzi buntu i eksplozji z zazdrości. Ona ciśnie Jana o decyzję już, teraz a Jan błaznuje i ucieka. Obawiam się, że pani M nie wytrzyma, rzuci to wszystko, uderzy go i wyjedzie.
U Łukasza bez zmian. Paulina pracuje. Agata się snuje. Iwona pojechała na randkę. Powiedziała Łukaszowi że wie kogo wybrał i wycofała się. Wszyscy szlochali. Randka nr 2 z Agatą to już były prawie oświadczyny. I tylko szkoda Pauliny. Zwłaszcza, że robią z niej jawne kpiny. Ale to do Agaty należy cytat odcinka – Łukasz, ty nie szukasz pracownicy, ty szukasz żony. Do Łukasza pasuje. Do Jana – niekoniecznie.
U Marka też bez zmian. Ciągle pada. Na randkę pojechała Aneta. Randka była udana(!). Ona mówiła a on się zgadzał. Marek opowieść o miłości zaczął od wycofania się, ale przyznał, że w jej towarzystwie dobrze się czuje. Czyżby coś?
U Krzysztofa wątek Jessiki robi się coraz bardziej żenujący. Dobrze, że już się skończył. Randka nr 2 to Kasia. I Krzysztof poszedł w kierunku dziewczyny która nie jest nim zainteresowana. Rezygnacja Kasi była dla niego ciosem. Karma wraca
Cóż, raz ty odstrzeliwujesz, raz ty jesteś odstrzelony. Może wreszcie zauważy że ma jeszcze Ewelinę…
Korzystając z okazji chciałem się spytać Szanownej Produkcji skąd Jessi wzięła te krewetki i pałeczki odcinek temu? Mama Krzysztofa ma spiżarnię pełną owoców morza i kompletów pałeczek? Jessi raczej nie pojechała po to do sklepu? Hmm…
A na początku zaproszono kolejnych chętnych do programu. Będzie następna edycja. Wiecie po co ludzie idą do tego programu? Żeby zostać radnym powiatowym (Karol, gratulujemy), być na okładce (Jessi, gratulujemy, „Panorama Leszczyńska”, teraz ma włosy do ramion), czy żeby wreszcie się przemóc i oświadczyć 30 lat młodszej dziewczynie z sąsiedniej wsi (Mikołaj). No i oczywiście idą po drugą osobę. Łukasz bardzo szybko znalazł swoją drugą połówkę. Ponoć już pierwszej nocy po przyjeździe kandydatek. Bo skoro na drugi dzień druga połówka pozwalała kłaść sobie rękę na udo… Efekt jest taki, że druga połówka od niedawna ma jeden pierścionek więcej, a głosować na wybory poszła u siebie w towarzystwie Łukasza. No ale rolnik ma przecież prawo wybrać kogo chce. A informować o tym innych już nie musi. Ale wypada.