You are currently viewing Kiedy życie jest wesołe, a kiedy nie

Kiedy życie jest wesołe, a kiedy nie

Hiobowscy wchodzili właśnie do bloku, w którym mieszkali, gdy w drzwiach zetknęli się z pewną rodziną z Ukrainy. Od czasu napaści Rosji na Ukrainę mieszkali też w tym samym budynku. Na dodatek jeszcze przy drzwiach dogoniła ich mama Wiktymiusza spiesząca do domu z reklamówką w ręce. Wszyscy weszli razem do środka i stanęli przed windami.
W oczekiwaniu na przyjazd windy wywiązała się rozmowa.
– To już pięć lat jak tu mieszkamy w Polsce – powiedziała pan z Ukrainy i westchnął. – Smutno, oj smutno.
– To nic! – mama Wiktymiusza objęła go ramieniem i uścisnęła. – Wasze życie może być wesołe!
Hiobowscy spojrzeli na nią z uznaniem.
– Jak ona dzielnie podtrzymuje ich na duchu – szepnęła mama Łukaszka.
– Nasz dom, nasze miasto, wszystko zniszczone, spalone, rozgrabione – załkała nagle pani z Ukrainy i sięgnęła po chusteczkę. – Nie mamy do czego wracać!
Zjechała pierwsza widna, wysiedli z niej ludzie i stanęli przyglądając się.
– Nic to! – mama Wiktymiusza przytuliła ją serdecznie. – Wasze życie może być wesołe!
Dzieci z Ukrainy też zaczęły płakać.
– Dziadkowie zginęli… Nasi koledzy i koleżanki…
Zjechała druga winda, tłum gęstniał.
– Co tu się dzieje? – zaczęli pytać niektórzy.
– Jakaś dzielna kobieta pociesza rodzinę uchodźców – wyjaśniła inna osoba.
– Nie martwcie się. – Mama Wiktymiusza zaczęła głaskać ukraińskie dzieci po głowach. – Wasze życie może być wesołe!
– Pani tak mówi i mówi, a to niełatwe – pani z Ukrainy otarła łzy.
– Wręcz przeciwnie, to bardzo proste.
– Jak? – zapytał pan z Ukrainy.
Mama Wiktymiusza rozejrzała się po gęstniejącym tłumie.
– Nie wiem, czy wiecie, ale każda kobieta ma taką szufladę, taką torebkę, takie rzeczy, które są jej największym sekretem. I nikomu ich nie pokazuje.
– Do widzenia – rzekł pospiesznie tata Łukaszka, który zorientował się w którą stronę to zmierza i chciał odejść.
– Stop! – mama Wiktymiusza złapała go za rękaw. – Ja wam te rzeczy sekretne kobiety pokażę. Wszystkim.
– Ale my nie chcemy…
– Mówię, że pokażę, to pokażę! – mama Wiktymiusza wysypała zawartość reklamówki na podłogę. Kilka przedmiotów różnego kształtu, koloru i materiału.
– Co to jest? – spytała dziwnym głosem pani z Ukrainy.
– To są zabawki intymne – poinformowała z satysfakcją mama Wiktymiusza. – Można ich używać solo, we dwójkę, w trójkę, a nawet w większych grupach. I wasze życie jest wesołe.
– Ale my ich nie używamy – wyjąkał pan z Ukrainy.
Mama Wiktymiusza przygasła. Zacisnęła usta, nachyliła się i zaczęła zbierać gadżety z podłogi. Rzuciła krótko:
– W takim razie wasze życie musi być smutne.

(Wyświetlono 317 razy, 1 dzisiaj)

Marcin Brixen

Jestem z Poznania, jestem inżynierem.

Leave a Reply