Rolnik szuka żony, odcinek 9/7

No to po kolei.
1. W skrócie: destrukcja, trauma, love story, zaskok i chaos.
2. Magda czyli destrukcja. Wśród jej kandydatów minorowe nastroje. Adam przeżuwał stracone szanse, Paweł miał stosunek obojętny. Na grillu znajomi Magdy potwierdzili jej pytanie z tezą. Czy może nikogo nie wybrać? Może. No to viva listy! Magda ma pretensje, że kandydaci w ogóle się nią nie interesowali a Paweł grał i był nieszczery. No ale to przecież ona ich wybierała. Tym samym potwierdziła, że nie ma ręki do facetów. No i zrezygnowała z obu.
3. Dawid, czyli trauma. Klimaty między „Trudnymi Sprawami” a „Dlaczego ja?”. Wszyscy płaczą i snują się z przybitymi minami. Martyna wyjeżdża, a Dawid podziękował też i Magdzie. Magda wyznała, że mieli między sobą umowę – jeśli odmówi dwóm dziewczynom to trzeciej też nie zatrzyma (!). Rodzice Dawida nie wierzyli jak wszystko się wali na ich oczach. Trzy czynniki zaważyły zaważyły na tym co się stało. Pierwszy to rozmowy pierwszej nocy. Drugi to słowa Dawida, że może nikogo nie wybrać co spowodowało rezygnację Martyny (nawet dziś to wspominała). Trzecim czynnikiem była jedna z kandydatek, która robiła dym od samego początku, przeżywała wszystko w dwójnasób, biegała od jednej osoby do drugiej, dramatyzowała i nakręcała sytuację w nieprawdopodobny sposób. Czyli Magdalena. To ona była spiritus movens tego rozgardiaszu. Gdyby Dawid podziękował jej pierwszego dnia i zastanowił się co mówi to wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Rodzice Dawida wyglądali na solidnie wkurzonych i wcale im się nie dziwię.
4. Paweł, czyli live story. U Pawła też wszystko wisiało na włosku, ale jakoś udało mu się wyjaśnić wszystko na randce i wyboru praktycznie dokonał poprzednim razem.
5. Maciej, czyli zaskok. Maciej dokonał wyboru dziś i ku zdumieniu wszystkich odstrzelił swoją sąsiadkę z Ziemi Złotowskiej Monikę. Wybrał Ilonę. Chociaż od pewnego czasu widać było, że punkt jego zainteresowań ulega przesunięciu z jednej pani na drugą.
6. Józef, czyli chaos. U Józefa było dość groteskowo. Bowiem z samego rana Apolonia oświadczyła, że wyjeżdża. Grażyna przypomniała sobie, że ona od wczoraj też wyjeżdża. I tak oto osłupiały Józef, który grał na czas i flirtował z trzema paniami naraz nagle zorientował się, że już po wszystkim. Że został z Ewą, która najbardziej mu się podobała, i która najbardziej ku niemu ciążyła. Apolonia i Grażyna poszła się pakować, a Józef został przy stole z Ewą i czekały go dwie najtrudniejsze minuty w tym roku. Musiał jej podziękować i odesłać do domu. Bo oczywiście zamiast ją wybrać zrobił to co każdy senior w Rolniku czyli też z niej zrezygnował! Powiedział po prostu, że się nie zakochał i tyle. I tak po długim krążeniu po labiryncie dotarliśmy do punktu wyjścia. Po co w ogóle był ten facet w tym programie?
7. Może to wpływ obecnych ekspresowych czasów, gdzie wszystko jest na kliknięcie guzika, ale kandydatki wręcz oczekują by sprawy się rozstrzygnęły już na drugi dzień po przyjeździe. Nie ma gry do końca w trzy kubki. Żadnych „fałszywych nadziei” i tak dalej.
8. Zastanawiające jest jak wiele osób – i z tych wybierających i z tych wybieranych – decyzję na „nie” uznało za ulgę, za coś pozytywnego. Być może trzeba zmienić nazwę programu na „Rolnik NIE szuka żony”?
9. Za tydzień: rewizyty. Ponieważ mamy tylko dwie pary, nie starczy to oczywiście na cały odcinek. Pojawią się też i pozostali rolnicy. Pokazano płaczącego Dawida, zadowoloną Magdę i Józefa jak siedzi sam przy stole i coś je. I te trzy obrazki dobrze oddają te osoby i ich udział w tym programie.

(Wyświetlono 468 razy, 1 dzisiaj)

***** pomidory

Hiobowscy, a także wszyscy inni mieszkańcy ich bloku, od dawna już zastanawiali się co też trzyma przy mamie Wiktymiusza jej męża. Bowiem mama Wiktymiusza była feministką, aktywistką, aborcjonistką, a tata Wiktymiusza był normalny. Zagadka po trosze się wyjaśniła pewnego listopadowego wieczoru.
Tego wieczoru bowiem Hiobowskich zaintrygowały dziwne odgłosy niosące się blokowym korytarzem.
– Mordują kogoś – oświadczyła ze spokojem babcia Łukaszka i ze spokojem powróciła do lektury ksiązki autorstwa Jerzego Edigeya.
– Krowa – powiedział dziadek.
– Mechaniczne coś – był przekonany tata Łukaszka.
Mama Łukaszka słuchała tego z pobladłą twarzą i rozszerzonymi ze strachu oczami. Wreszcie wyjąkała:
– Przemoc domowa!
I chociaż wszyscy ją uspokajali i dowodzili, że czego jak czego, ale w rodzinie Wiktymiusza na pewno nie może być mowy przemocy, mama Łukaszka była nadal niespokojna.
– Powinniśmy tam pójść i zobaczyć – upierała się.
Po długich przepychankach słownych reszta rodziny widząc, że mama Łukaszka nie ustąpi, wypracowała kompromis w stylu Unii Europejskiej. To znaczy wszyscy zgodzili się na to, czego chciała mama Łukaszka.
Zakradli się zatem pod drzwi mieszkania Wiktymiusza. Tu odgłosy były o wiele wyraźniejsze. Nie ulegało wątpliwości kilka rzeczy. Po pierwsze, odgłosy te dochodziły spoza tych właśnie drzwi. Po drugie, źródłem ich była bez wątpienia mama Wiktymiusza. Dało się rozpoznać jej głos, a nawet poszczególne słowa. Był to tylko i wyłącznie przekleństwa.
– Bije ją! – zakrzyknęła mama Łukaszka.
– Raczej ona jego – zauważył Łukaszek.
Tata Łukaszek zacisnął usta, odetchnął i nacisnął klamkę. Drzwi otwarły się szeroko. W korytarzu mieszkania stał Wiktymiusz. Miał na sobie sukienkę i płakał.
– Mama… – chlipał. – Ona…
Hiobowscy odsunęli go i ruszyli dalej. Z kuchni wyszedł ku nim tata Wiktymiusza. Spostrzegł ich i zaskoczony uniósł brwi.
– Co państwo tu…?
– Usłyszeliśmy krzyki – wyjaśnił tata Łukaszka.
– Ach…
– Bije pan żonę! – natarła mama Łukaszka.
– Ależ skąd.
– Przecież ona krzyczy!
– Ale nie dlatego, że ją biję.
– To dlaczego?
– Pani wybaczy, ale to nasza prywatna sprawa dlaczego moja żona krzyczy.
– Jeśli krzyki nie wychodzą poza mieszkanie, to nie problem – wtrącił się Łukaszek. – Ale nadmierna emisja hałasu, inwazyjnie atakująca inne lokale mieszkalne, jest nie do zaakceptowania. To faszyzm akustyczny – rzekł Łukaszek i dodał:
– W Holandii już byśmy państwa zgłosili do eutanazji.
– K***a! Pie***lę! – dobiegało z kuchni.
– Niech państwo wejdą i sami zobaczą – zrezygnowany tata Wiktymiusza usunął się na bok i przepuścił nieproszonych gości przodem.
W kuchni miała miejsce niecodzienna scena. Na kuchence stał garnek z zupą, a koło niego rzucała się mama Wiktymiusza miotając najbardziej wulgarne przekleństwa.
– Co pani robi? – spytała babcia Łukaszka.
Mama Wiktymiusza odwróciła się. Miała na sobie czarny t-shirt z czerwonym pomidorem. Pod spodem był napis „***** pomidory”.
– Co pani robi? – powtórzyła babcia Łukaszka.
– Pomidorową – wychrypiała mama Wiktymiusza.
Siostra Łukaszka podeszła bliżej, zajrzała do garnka i oznajmiła:
– Rosół.
– Ale będzie pomidorowa! – ryknęła mama Wiktymiusza. I znowu zaczęła skakać wokół kuchenki, pokazywać garnkowi środkowi palec i śpiewać:

Jestem kobietą, nie potworem
I nie przegram z pomidorem!

– ***** pomidory! Mam prawo do pomidorowej! – wrzeszczała mama Wiktymiusza. – Mam głębokie gardło ale rosołu nie przełknę!
– Współczuję panu – powiedział dziadek Łukaszka.
– Zazdroszczę panu – powiedział jednocześnie tata Łukaszka.
Tata Wiktymiusza siedział przy stole z apatyczną miną.
Babcia Łukaszka westchnęła głęboko i powiedziała:
– Łatwo można zrobić rosół z pomidorowej. Wystarczy dodać…
– Niczego nie będą dodawać! – histerycznie zakrzyknęła mama Wiktymiusza. – Moja zupa, moja sprawa!
– Współczuję panu – powiedziała babcia Łukaszka.
Tata Wiktymusza zakrył sobie twarz.
– Trzeba było mnie nie wnerwiać! – wrzeszczała na garnek mama Wiktymiusza. – Poczujesz teraz mój gniew! K***a! Wy*****alaj! Zaraz cię wyskrobię! Konstytucja! Pomidorowa! Kobiety górą!
– Współczuję panu – powiedział tata Łukaszka.
– Jest pani walnięta – oświadczyła siostra Łukaszka. – Niech się pani nie powołuje na kobiety, bo ja na przykład się nie zgadzam. Może kiepsko gotuję… – tu Hiobowscy westchnęli, przypomnieli bowiem sobie, że ostatnia zupa siostry, niejadalna jak zwykle, wypaliła dziurę w garnku, na płytce kuchennej podłogi, a nawet w muszli sedesowej dokąd ostatecznie trafiła – może kiepsko gotuję, ale jakieś pojęcie mam. Krzykiem niczego pani nie zdziała.
– Jeszcze zobaczymy! – warknęła mam Wiktymiusza. Spojrzała groźnie na garnek i powiedziała:
– Daję ci ultimatum. Za dziesięć minut ma być pomidorowa. A sama zrobię sobie coming out na balkon, żeby trochę odetchnąć.
I wyszła.
– My chyba tez pójdziemy – zreflektował się dziadek Łukaszka. – Wpadliśmy tak do sąsiadów bez zapowiedzi, co to nas…
Tata Wiktymiusza zrobił coś, o co nikt by nigdy nie posądził. Odjął dłonie od twarzy, wstał i przekradł się do okna. Wyjrzał w stronę balkonu i upewniwszy się, że jego małżonka tam jest, runął do lodówki. Wyjął przecier pomidorowy, wrzucił pewną jego ilość do zupy, szybko rozmieszał, odstawił wszystko na miejsce i wrócił na swoje miejsce.
Hiobowscy osłupieli.
Dokładnie dwie minuty później do kuchni weszła mama Wiktymiusza. Jeden rzut oka jej wystarczył by zidentyfikować to, co jest w garnku.
– Cha cha! – triumfowała. – I co? I co niedowiarki! Tylko tak można walczyć o swoje prawa! Tylko tak można coś osiągnąć.
Łukaszek podszedł do mamy Wiktymiusza i powiedział cicho:
– Współczuję pani.

(Wyświetlono 341 razy, 1 dzisiaj)

Jak zostać lekarzem w USA

Do Hiobowskich przyszedł sąsiad. Zazwyczaj mijali się z daleka mówiąc sobie tylko „Dzień dobry”. Sąsiad nie był z ich kręgu kulturowego, uważał na przykład, że w SB pracowali sami bibliotekarze.
Tak więc fakt, że sąsiad wprosił się z wizytą oznaczał, że ma do powiedzenia coś ważnego. Na razie jednak siedział w fotelu, podobny do zarośniętego bobra i zaciskał dłonie.
– Syn – wykrztusił wreszcie.
Hiobowscy wstali i zaczęli gratulować.
– Nie, nie o to chodzi – speszony sąsiad zamachał rękami. – Chodzi mi o tego, co już mam, tego dorosłego.
– Tego, co rok temu wyjechał do Stanów? – zapytała babcia Łukaszka dyskretnie sięgając do szafy. W zgrabnej skrzyneczce trzymała informacje zbierane o lokatorach.
– Tak, tego. Otóż, proszę państwa… Syn właśnie został lekarzem!
Zapadła cisza. Sąsiad nieufnie spoglądał na Hiobowskich.
– Nie zrozumieli państwo? Ja chętnie powtórzę.
– Zrozumieliśmy, tylko trudno nam uwierzyć – tata Łukaszka uśmiechnął się przepraszająco. – Studia medyczne w USA kosztują krocie i trwają kilka lat… A on przecież pojechał tam rok temu.
– I tu też przecież nie studiował medycy – wtrącił dziadek Łukaszka.
– W ogóle nie studiował – uzupełnił Łukaszek.
Sąsiad machnął ręką.
– Ja nie słyszę niczego nowego. Państwo jesteście siódmym mieszkaniem, które odwiedzam. Ja wszędzie słyszę to samo. Ja te państwa wątpliwości na pamięć znam. Ja je rozwieję w proch i groch i tak powiem: on wcale nie studiował medycyny!
Hiobowscy spojrzeli po sobie zaskoczeni.
– To jak on został tym lekarzem…? – wyszeptała mama Łukaszka.
– Ogłosili to w kablówce – rzekł z rozbrajającą szczerością sąsiad i sięgnął po telefon. – O, tu mam nagranie. Widzicie? To jest mój syn. „Doktor” go podpisali. Całe miasto widziało!
– Przecież lekarz to musi się uczyć, jakiś egzamin zdać… – bąkali Hiobowscy. – Bo tak to nie lekarz…
Sąsiad dostał syndromu Strajku Kobiet.
– Co wy za głupoty gadacie! – krzyczał. – Jakie studia?! Przecież w telewizji ogłosili! Co, nie wierzycie? Telewizja to za mało dla was?! Kolega Chińczyk do niego zadzwonił! I mu pogratulował przez telefon! Razem pracowali w warzywniaku! Taki kolega! Pamięta! A wiecie wy chociaż ile on ma już tych telefonicznych gratulacji! Sto siedemdziesiąt dwie! A wy w kółko „nie lekarz i nie lekarz”. Jakby był nie lekarz to by ludzie nie dzwonili! A do niego dzwonią! O! – sąsiad zachłystując się powietrzem pokazywał na telefonie zdjęcie za zdjęciem. – Miał już szesnaście telefonów z prośbą o poradę lekarską! Ale wy w kółko „nie lekarz”. Stronę na Fejsbuku ma! Jako doktor! I nie zablokowali mu jej, znaczy, że to prawda!
– Czego pan od nas oczekuje? – tata Łukaszka upił łyk herbaty. – Przecież nie umówimy się do niego na wizytę.
– Jakbyście weszli na jego stronę i dali lajka… Tam teraz straszna walka o pacjenta jest. W tych Stanach to co drugi to lekarz.
– A co pierwszy? – zapytała siostra Łukaszka.
– Prawnik.

(Wyświetlono 232 razy, 1 dzisiaj)

Rolnik szuka żony, odcinek 8/7

No to po kolei.
1. Sytuacja dojrzewa. Trudno jest zrealizować wariant, który wcześniej był wręcz obowiązkowy – że trójka kandydatek zostaje do końca, nie ma żadnej faworytki, rolnik wybiera na samym końcu i mamy wielkie zaskoczenie. Nie. Teraz praktycznie u każdego rolnika mamy eliminację już od przyjazdu na gospodarstwo.
2. Generalnie faceci kompletnie nie rozumieją kobiet i nie znają ich oczekiwań. A Paweł (kandydat) to lepszy manipulator.
3. Ponieważ każda reguła ma wyjątek to u nas wyjątkiem jest Paweł (rolnik). Praktycznie podjął decyzję na trzeciej randce. Zdecydował, że nie ma co przeciągać sytuacji i po powrocie z randki podziękował dwóm pozostałym kandydatkom. Dziewczyny przyjęły wiadomość wręcz z wdzięcznością i wyjechały w atmosferze zgody i przyjaźni.
4. Magda, której zostało już tylko dwóch kandydatów, wybrała się na randkę z Adamem a potem z Pawłem. Paweł grał, grał i przegrał. Magda wyraźnie celuje w Adama. I tu najlepiej widać różnicę pomiędzy kobietą a mężczyzną w wieku lat 30. Nazywa się to zegar biologiczny. Magda już myśli o rodzinie, dziecku, za rok, za dwa lata. Adam szuka pomysłu na siebie. Może rolnik? A może fryzjer? Paweł zrobił niezłe zagranie na koniec, kiedy wrócił z randki, oznajmił Adamowi, że wszystko skończone i czas się pakować. Adam wstał i poszli się pakować. Nakryła ich na tym Magda i spytała czy się pakują. „Nie, tylko się przebieram” odparł Paweł. Trzeba było widzieć minę Adama. Nie wiem co kombinował Paweł, czy nie chciał „wywieźć” konkurenta z programu (razem wyjeżdżają, on zawraca i wraca) ale mu się to nie udało. Magda potwierdziła, że nie ma ręki do facetów.
5. Dawid ostro walczy o tytuł „Jak najbardziej zniszczyć program”, a konkurencja jest ostra, wystarczy wspomnieć Marka z V edycji. Najpierw były nierozważne rozmowy w nocy z jedną z kandydatek, które duże popsuły, potem Dawid pozwolił by atmosfera siadła kompletnie. Dobił wszystko kompletnie mówiąc swoim dwóm kandydatkom, że jest możliwość, że nie wybierze żadnej. Po czym zaprosił jedną z nich randkę. Atmosfera była jak na stypie. Dawid próbował jeszcze ratować sytuację kwiatami, rozmową, ale słabe to było. Naciskał skołowaną dziewczynę pytaniami o szanse, i tak dalej. Dawid się podłamał i uważam, że tego telewizja już nie powinna pokazywać.
6. U Józefa Grażyna stwierdziła, że wyjeżdża, bo czuje się urażona. Potem Józef pojechał na randkę z Apolonią. Pani Apolonia zaserwowała mu poważną, długą i mądrą rozmowę i tym samym pogrzebała resztę swoich szans. Kiedy wrócili do domu Grażyna nadal była i nadal twierdziła, że wyjeżdża.
7. A u Macieja był już grill, znajomi i podpowiedzi kogo wybrać.
8. Za tydzień: mecz. Za dwa tygodnie: kolejne grille i wybory.

(Wyświetlono 485 razy, 1 dzisiaj)

Rolnik szuka żony, odcinek 7/7

No to po kolei.
1. Magda. Po wyjeździe duszy towarzystwa program wrócił na właściwe tory. Obaj panowie zaczęli walczyć o jej względy, skradzione całusy, trzymanie za rękę. Magda poczuła się na tyle pewnie, że zmusza chłopaków do gotowania. O dziwo zaktywizował się Paweł i próbuje przejąć inicjatywę. Paweł jak w przypadku konkurencji z turlaniem opon – nie oszukuje, ale też nie gra fair.
2. U Dawida sytuacja z groteski przechodzi w farsę. Dawid pojechał na randkę z jedną kandydatkę, która była tak wściekła, że nie chce tworzyć z nim związku. Ale sama nie odejdzie. Napiera na Dawida aby ją odesłał do domu. Ale trafiła na twardego zawodnika. Dawid jest niezłomny w swym niezdecydowaniu i nie wykona żadnego ruchu. Dawid pyta kandydatkę czy jest na tyle silna, że zniesie jego odmowę. Ona mówi, że tak. Ciekawe co by było, gdyby powiedziała nie.
3. Nasz mundurowy emeryt Józef, który ma podejście do kobiet takie jakie ma, zabrał jedną panią na randkę. Pani bardzo chce być wybrana. Tak bardzo, że mówi Józefowi, że ceni go za inteligencję. Litości. Pani wylała kilka swoich żali i zażądała wyraźnego sygnału. A przecież wiemy, że w żadnej edycji żaden senior nie stworzył związku.
4. Paweł dostał mentalnego plaskacza od jednej z kandydatek za swój dowcip z poprzedniego odcinka. Pani zabrana na randkę się uniosła i chce wyjechać, ale… Jest szansa, że wróci. I nie byłoby problemu, gdyby nie była faworytką Pawła. Paweł już ją praktycznie wybrał i przez całą drogę powrotną z randki kombinowali we dwójkę co zrobić z pozostałymi dziewczynami i niczego nie wymyślili.
5. U Macieja sytuacja jest tak jasna, że nawet pozostałe dziewczyny to widzą i pytają czy już mają jechać do domu. Pojechała Ewelina. Łzy, smutek, rozmowa o uczuciach. Maciej jednak czaruje i drugiej ściemnia, że najbardziej mu się podoba.
6. Tekst odcinka: Magda, kandydatka Dawida, po powrocie z randki w mini i skórzanej kurtce: czas przebrać się w coś normalnego.
7. Osoba odcinka: mama Dawida: zaakceptuję każdą dziewczynę, którą wybierze mój syn.
8. Za tydzień: jeszcze więcej randek.

(Wyświetlono 453 razy, 1 dzisiaj)

Rolnik szuka żony, odcinek 6/7

1. No to po kolei.
2. Program rozpadł się na pięć osobnych programów. Co poszło nie tak?
3. Magda z osłupieniem patrzy jak dwaj faceci, którymi jest zainteresowana, w ogóle nie zwracają na nią uwagi. Biorą udział w programie „Pamiętniki z wakacji” i czelendżują się nawzajem. Akurat trzeci facet jest nią zainteresowany. Ale ona nim nie – przynajmniej do tej pory. Nie, nie napiszę kto wygrał turlanie opon, ale bardzo to zaważyło na tym co było dalej. Podczas zbierania stonki Magda próbowała po kolei nawiązać kontakt z każdym z nich po kolei. Przede wszystkim z Adamem. Adam grzecznie odpowiadał, ale ostrożnie. Barman z Sopotu poszedł bawić się stonkami. Paweł ją koncertowo zignorował. Rezultat – kobiece łzy. Magda liczyła na jakąś inicjatywę że strony swoich kandydatów a tu zero. No ale przecież sama kazała im zbierać stonkę, więc nie ma co się dziwić, że panowie skupili się na zadaniu. Rolniczka narzekała, że mogłaby ich odesłać od razu do domu, bo się wcale o nią nie starają. No ale sama ich wybrała… Barman został odstrzelony. Ucieszył się, zgodził i tak zaczarował, że nawet Magda się zaśmiała. Niemniej jednak na koniec stwierdziła, że skoro dusza towarzystwa pojechała do domu, to może do pozostałych dwóch dotrze, że to jest jej życie i trzeba podejść poważniej i się nią zainteresować.
4. Józef – jak wszyscy wiedzą – rolnikiem jest od niedawna a wcześniej był policjantem (za Super Tygodniem). Nasz mundurowy emeryt fachowo zagania i osacza trzyosobowy tłum. Musi mieć wszystkie panie cały czas na oku, bo panie nie darzą się sympatią. Delikatnie mówiąc. Józef wyrywa panie niczym Borewicz. Tu dotknie, tam spojrzy. Mamy zatem „07 zgłoś się” 40 lat później.
5. Dawid. Przytłaczająca atmosfera porażki, intrygi i zniechęcenia. Jedna pani nakręcilłą ogólną histerię tak mocno, że druga, Agnieszka, zrezygnowała. Dawid się podłamał, mimo, że jego faworytka pozostała. Wszyscy się popłakali. Dawid powiedział, że chciał Agnieszkę poznać lepiej, ale poprzedniego wieczoru powiedziała mu kilka niemiłych rzeczy, m. In. że przyszedł do programu by się pokazać. Za to mama Dawida jest „wspaniałą kobietą”. Pozostałe dwie panie siedzą przy stole i wzdychają, że już nie wiedzą co jest prawdą a co nie. Słabo to wszystko wygląda.
6. Paweł zaczyna dostrzegać, że między jego kandydatkami nie układa się idealnie i rywalizują. Zaprosił Agnieszkę na randkę by rozmawiać o pozostałych dwóch paniach. Usilnie starał się podpowiedzieć dziewczynie, że do siebie nie pasują, ale ona jakoś nie mogła na to wpaść. Okazało się, że bardzo istotna jest kwestia wiary, co do której Paweł się rozczarował, a o której nie było mowy w liście.
7. Maciej. Ewelina, która ostatnio wygrała konkurs zbierania owoców mogła w nagrodę poprowadzić traktor. Kiedy panie chciały sobie poleżeć i odpocząć Maciej delikatnie zasugerował, że na wsi w sezonie się pracuje a nie leży na hamaku. Dziewczyny usiadły więc na schodach.
8. Odcinek zakończył się tzw cliffhangerem – czy Paweł odeśle teraz trzecią kandydatkę do domu? Nie, bo w następnym odcinku będą na randce.
9. Za tydzień: kolejne randki.

(Wyświetlono 369 razy, 1 dzisiaj)

Aborcja i basen

Łukaszek siedział sam spokojnie w mieszkaniu, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzył. Stała za nimi mama Wiktymiusza ze swoim synem.
– My po ulotki.
– Właśnie skończyłem drukować – i Łukaszek wpuścił ich do środka. Wskazał na startę kartek z zaprojektowanym przez mamę Łukaszka ozdobnym napisem „Żądamy wznowienia akcji T-4”. Mama Wiktymiusza skinęła na swojego syna a ten ze stęknięciem uniósł stertę papieru.
– Co miało znacyzć to stęknięcie? – mama Wiktymiusza była poirytowana. – Dziecko, ty w ogóle kondycji nie masz! Co ty robisz całymi dniami?
– Ćwiczę – bąknął Wiktymiusz.
– To dlaczego nie masz siły? Co zrobisz gdy cię napadnie bojówka ministrantów i cię będą chcieli zaciągnąć do piwnic pałacu biskupa?
– Pójdę do lasu i powieszę się na sznurówkach? – spytał z niepokojem Wiktymiusz szukając na twarzy swojej rodzicielki oznak akceptacji.
– Co ty właściwie ćwiczysz? – wtrącił się Łukaszek.
– Makijaż – wyjaśnił Wiktymiusz i dodał pośpiesznie:
– Trzy osoby obserwują moje filmiki, które wrzucam do…
– Zaczniesz uprawiać jakieś sporty – i mama Wiktymiusza zwróciła się do Łukaszka:
– A ty coś uprawiasz?
– Chodzę na basen.
– To Wiktymiusz też będzie. Jedziemy jeszcze dziś! A ty Łukasz pojedziesz z nami. Pokażesz mi co i jak.
I pojechali autem mamy Wiktymiusza. Zaparkowali pod pływalnią, weszli i mama Wiktymiusza zapytała dokąd dalej.
– Nie wiem.
– Przecież mówiłeś, że pływasz na basenie – mamie Wiktymiusza zaczęła skakać powieka.
– Niczego takiego nie mówiłem.
– Jak to?! Przecież…
– Mówiłem, że chodzę na basen.
– Przecież to to samo!
– Nie. Przychodzę tu, siadam w poczekalni, spotykam się z kolegami, korzystamy z hotspotu i walczymy w social mediach.
Mama Wiktymiusza spojrzała na niego złym wzrokiem, rozejrzała się i poszła stronę drzwi z napisem „Ratownik”.
– Tak, oczywiście, przyjmujemy zapisy – pan ratownik zatarł dłonie.
– Basen działa? Przecież jesteśmy w strefie ecru – zdziwił się Łukaszek.
– W strefie ecru od dzisiaj mogą korzystać z basenu osoby o numerze buta mniejszym niż czterdzieści dwa – wyjaśnił pan ratownik. – Ponoć tak wynika ze statystyk chorobowych. No to co, kto się zapisuje?
– On – i mama Wiktumiusza wypchnęła syna naprzód. – Nauczy się pływać?
– Oczywiście!
– A jeśli nie, to będę mogła go utopić?
Panu ratownikowi opadła szczęka.
– U… Topić?
– Oczywiście. Mam chyba prawo by szczęśliwą matką pływającego dziecka?
– Ale żeby zaraz topić? To nieludzkie!
– Nie będziesz mi pan mówił co ludzkie a co nieludzkie! Najpierw niech pan sam urodzi dziecko a potem pogadamy!
– To skandal, tak nie można!
– Dwudziesty pierwszy wiek, środek Europy – mama Wiktymiusza załamała ręce. – I nie można dziecka na basen zapisać!
– Ale nie żeby topić! Nigdzie tak ni ma!
– Jest, na przykład w Holandii matka może utopić swoje dziecko, jeśli ma za małe alimenty – upierała się mama Wiktymiusza. – Ojciec dziecka tylko zapłodni, potem ucieka, a katotalibowie zmuszają kobietę do niewolniczego harowania na takiego dzieciaka! To są tortury! Mam dość! Jestem wkurzona!
Pan ratownik odetchnął kilka razy głęboko i powiedział:
– W Polsce nie wolno topić dzieci.
– Świetnie! – wykrzyknęła mama Wiktymiusza. – Więc wyjadę na Słowację i tam go utopię!

(Wyświetlono 364 razy, 1 dzisiaj)

Rolnik szuka żony, odcinek 5/7

No to po kolei.
1. Obowiązkowo mieliśmy pobudki i nudesy.
2. U Magdy klasycznie. Krówki, sianko, walka samców alfa. Wszyscy robią wszystko wspólnie, łącznie z gotowaniem. Mateusz fantastycznie się sprawdza w programie „Rolnik robi show”. Panowie poznają życie na wsi. Ojciec Magdy siedzi w tle i obserwuje wszystko zza ciemnych okularów. Ciężko być zięciem Chucka Norrisa.
3. U Macieja mieliśmy odstraszanie szpaków w sadzie trąbkami i petardami. Aby ukrócić ewentualne plotki o faworyzowaniu Moniki, Monika została odesłana na ambonę i opowiadała jak to Maciej woli inne kandydatki od niej, a Maciej z pozostałymi dziewczynami spacerował wśród drzew. Zbieranie owoców, miła atmosfera.
4. Za to u Józefa atmosfera jak w bunkrze Hitlera wiosną 1945. Okazało się, że wieczorem poprzedniego dnia zadzwoniła do Ewy jej koleżanka i poprosiła Józefa do aparatu. Ewa podała mu telefon, a koleżanka zaczęła gorąco Ewę zachwalać. Pozostałe kandydatki są mocno wkurzone, a i Józef był tym trochę zniesmaczony. Józef potem zarządził zbiorowa gimnastykę. O dziwo bez dotykania. Długo nie wytrzymał. Nawet banalne oglądanie zdjęć wykorzystał do puszczenia rąk w ruch. Jedna pani ewidentnie w niego celuje.
5. U Pawła dziewczyny przyzwyczajają się do Basiek. Paweł szybko zaprosił na randkę Natalię. Przy stoliczku w plenerze. Kiedy wrócili dziewczyny nie wytrzymały i zaczęły ją zasypywać pytaniami. A co, a jak…
6. Poprzedniego wieczora Dawid miał długą rozmowę sam na sam z Martyną i pozostałe kandydatki mają o to żal. I Dawid zrobił błąd. Zamiast od razu zrobić zebranie i wyjaśnić wszystko brał po jednej dziewczynie na traktor. A pozostałe dwie siedziały w zbożu, snuły plotki i nakręcały się nawzajem. Atmosfera taka, że strach się odwrócić plecami by nie przyjąć noża pod łopatkę. Dwie pozostałe panie myślą o wyjeździe.
7. Będzie kolejna edycja rolnika, zapraszają do przysyłania zgłoszeń.
8. Za tydzień: dowiemy się kto u Magdy wygrał wyścig w turlaniu opon.

(Wyświetlono 326 razy, 1 dzisiaj)

Rolnik szuka żony, odcinek 4/7

No to po kolei.
1. Józef dwa tygodnie temu narzekał, że rodzina się go wyrzekła. Tydzień temu zobaczyliśmy dlaczego.
2. W zeszłym odcinku Józef tak dał do pieca, że widzowie dali swój upust w komentarzach pod postem o nim. Produkcja zdecydowała się post usunąć. Widzowie dali swój upust w komentarzach pod kolejnym postem.
3. Jeśli poziom seniorów będzie dalej tak ewoluował to w następnej edycji rolnik zaproponuje seks w krzakach na pierwszej randce. I któraś z pań się zgodzi.
4. Magda bierze chyba udział w programie „Rolnik bierze rozwód po raz drugi”. Oczy jej się rwą do barmana z Sopotu, który pierwszy raz przyjechał na wieś i pyta czy ziemniaki sadzi się z nasion. Ma jednak tatuaże i wprowadza fajną atmosferę. Czy jednak odnajdzie się na wsi ze swoim hobby czyli imprezowaniem ze znajomymi po restauracjach?
5. Maciej tak bardzo faworyzuje Monikę, że chyba ktoś mu coś powiedział i zaczął coś teraz bąkać, że wybór nie będzie taki oczywisty.
6. Pierwszy raz przyjechał ktoś z plecakiem.
7. Mieszkania. U Magdy wszyscy panowie w jednym pokoju. U Pawła panie w osobnym budyneczku, więc Paweł przeprowadził się do nich żeby być bliżej. U Dawida układ 2-1. U Macieja każda pani osobny pokój.
8. Rolnicy witali w towarzystwie rodzin. Kwiaty, prezenty, całusy w rękę.
9. Czy Maciej od niedawna zna Monikę? Życzliwi opowiadają, że nasz doktorant spod Złotowa lajkuje w internecie zdjęcia aktualnej dziewczyny Seweryna spod Złotowa z poprzedniej edycji. Autorką zdjęć jest pewna nauczycielka ze Złotowa. Taki przypadek.
10. Magdalena też jest spod Złotowa. Mam wrażenie, że ta ziemia posiada w programie nadreprezentację.
11. Dziewczyny u Dawida bardzo pilnują aby dać sobie czas sam na sam z rolnikiem. Niestety, rolnik nie zawsze potrafi to docenić.
12. Atmosfera u rolników raczej na plus, o dziwo nawet u Magdy, za to u Józefa panie starają się nie odwracać się do siebie plecami.
13. U Pawła jego brat spoglądał łakomym wzrokiem na jedną z kandydatek, a ojciec dodał trzy do trzech mówiąc, że ma trzech synów. Kandydatki też są trzy, więc…
14. W wizytówce Józefa kluczowym zdaniem jest „rolnictwem zajął się na emeryturze”.
15. Za tydzień: mecz. Za dwa tygodnie: pierwsze zgrzyty.

(Wyświetlono 362 razy, 1 dzisiaj)

Rolnik szuka żony, odcinek 3/7

No to po kolei.
1. Rolnicy wybrali po piątce kandydatów i przystąpiono do gier i zabaw.
2. Magda wybrała gry słowne, przy czym – uwaga – panowie zadawali sobie pytania nawzajem. Iskrzyło. Część pytań zadawała sama rolniczka. Czy się przeprowadzisz, czy nadużywasz alkoholu, najgłupsza rzecz jaką zrobiłeś. Czyli zajęcia w grupie.
3. Paweł poprosił panie aby w plenerze namalowały siebie jak wyobrażają się na jego farmie. Brzmi banalnie, ale Pawła zaciekawiły wizje siebie i ich za ileś lat. W tym czasie zagadywał je na tematy co by robiły u niego gdyby je wybrał, ile dzieci i tak dalej. Czyli zajęcia w grupie.
4. Józef zaprosił kandydatki do gry w bule. Tak naprawdę chodziło mu o to, by po kolei każdą odciągnąć od grupy i sprawdzić jej reakcję na jego dotyk. Bo gra w bule według Józefa polega na masowaniu pleców, ocieraniu się czy wspólnym trzymaniu rąk. Ważne też jest czy kobieta „nie poddaje się” i „walczy”, czyli nie odrzuca go i się chichra. Czyli zajęcia indywidualne.
5. Dawid zorganizował nieśmiertelne kalambury. Zabawa szła tak sobie, za to godna uwagi była nadaktywność jednej z kandydatek (Martyna), która próbowała zdominować całą zabawę. Czyli zajęcia grupowe.
6. Maciek, jako świeżo upieczony doktor, wyszedł z propozycją gry naukowej. Wręczył paniom tablice i poprosił o napisanie tytułu swojej pracy doktorskiej. Odpowiedzi były lepsze lub gorsze, a najgorszą miała pani nauczycielka Monika. Maciej oczywiście i tak ją wybrał dalej, co pokazuje, że te testy to są tak sobie a muzom. Potem panie miały okazję zadawać pytania jemu. Czyli zajęcia grupowe.
7. Na koniec rolnicy wybrali po trzy osoby i zaprosili na gospodarstwo. Ogólnie selekcje można podsumować tak, że rolnicy wiedzą, czego chcą i konsekwentnie do tego dążą. Nie dotyczy Macieja, który już wybrał i Józefa, który jest Typowym Seniorem.
8. Z ciekawostek: Paweł podziękował swojej faworytce Sandrze. Jedna z odrzuconych kandydatek Dawida skomentowała jego trzy panie „dobrze wybrał”. Ciekawe spostrzeżenie miała też jedna z odrzuconych, że miałaby większe szanse, gdyby była typowo kobieca konkurencja, np gotowanie. Osoby krytykujące Józefa informuję, że jedna z jego kandydatek poczuła już „motyle w brzuchu”, co pokazuje, że nieważne jak bardzo końskie są zaloty, zawsze się trafi ktoś, komu się to spodoba.
9. Za tydzień: przyjazdy.

(Wyświetlono 617 razy, 1 dzisiaj)