Wszyscy wyhotdożeni

– Wszyscy wyhotdożeni – powiedziała siostra Łukaszka. Hiobowscy odwrócili się powoli w jej stronę. Siostra stała w drzwiach, rozczochrana, w pomiętym ubraniu. W ręku trzymała siatkę na zakupy, w których właśnie wróciła. Siatka była pusta.
– Chyba: wychędożeni – poprawił odruchowo dziadek.
Siostra Łukaszka zaczęła płakać i wyciągnęła przed siebie siatkę mówiąc:
– Nic nie mogłam zrobić!
– Napadli ją – babcia Łukaszka pobladła i wstała przewracając krzesło.
– Ależ skąd! – wzruszyła ślicznymi ramionkami siostra. Ale oto stanęła przed nią mama Łukaszka i zapytała:
– A zrobiłaś tak?
I zaczęła kolebać biodrami klepiąc się po udach i ramionach.
– Trą, trą, misia bela, misia kasia kąfacela… – zawtórował Łukaszek.
Mama Łukaszka wyrzuciła go za drzwi.
– Za co? – darł się wyrzucony. – Myślałem, że gramy w wyliczanki!
– Ja pokazuję specjalny taniec mający dać do zrozumienia napastnikowi, że ofiara nie chce być napadnięta! Siostrę ci napadli a ty sobie żarty stroisz! – oburzyła się mama.
– Nikt mnie nie napadł!
– To o co chodzi? – spytał tata Łukaszka. Siostra wzruszyła ramionami.
– Wszystko jest takie, no… Zahotdożone.
– Tak się nie dowiemy – dziadek Łukaszek podniósł siatkę na zakupy. – Nic nie kupiła trzeba iść jeszcze raz. Gdzie jest Łukasz?
– Za drzwiami.
– Dajcie go tu z powrotem.
– Zdecydujcie się! – złościł się Łukaszek. – Raz wyrzucacie, raz wrzucacie… Bo zadzwonię po moderatorkę Strajku Kobiet!
– Nie strasz, nie strasz. Idź po zakupy i zobacz o co chodzi!
Poszedł więc.
Niedaleko był kiosk. Kiedyś należał do sieci RUCH, po kupieniu sieci przez państwowy koncern paliwowy teraz był to kiosk RORLEN. Przed kioskiem był tłum. W kiosku można było dostać gazety, lekki alkohol i oczywiście hot dogi.
W sąsiednim bloku było solarium. Obecnie należało do sieci stworzonej przez państwowy koncern paliwowy o nazwie SOLORLEN. Właśnie wychodziła jakaś pani jedząc hot doga.
Obok był pawilon drogerii państwowej sieci DRORLEN. Łukaszek zajrzał tam na chwilę. Pani przy kasie prosiła o sos tysiąca wysp.
Zajrzał też na pocztę, która po przejęciu przez państwowy koncern paliwowy nosiła nazwę PORLEN. Wewnątrz był dziki tłum.
– Jeden z parówką, jeden z kabanosem…
Wracając zajrzał do budki z hot-dogami sieci HORLEN.
– Nie, hot-dogoów nie mamy – oświadczyła pan iw białym kitelku. – Ale można u mnie kupić znaczki lub doładować telefon.
Łukaszek wrócił do domu i oznajmił:
– Wszyscy wyhotdożeni.

(Wyświetlono 241 razy, 1 dzisiaj)

Leave a Reply