Moje 96 wspomnień

01. Wszyscy zginęli
02. Trzy osoby przeżyły
03. Samolot poszatkowany jak w maszynce do mięsa
04. Mgła
05. Filmik Koli
06. Strzały na filmie i dobijanie rannych
07. Jak-40 i Artur Wosztyl
08. Kartofel wreszcie zginął
09. Kaczyński gra trumnami i kampania wyborcza
10. Zimny Lech
11. Krwawa Mary
12. Kaczka po Smoleńsku
13. Jeszcze jeden
14. Krzyż z puszek piwa
15. Sikanie na znicze
16. Przemysł pogardy
17. Pani obrońca krzyża – znajoma Jowity Kacik i Andrzej Hadacz
18. Straż Miejska sprzątająca biegiusiem kwiaty i znicze
19. Ruda harcerka z warkoczem na warcie
20. Tulipany
21. Utwór „wyjazd z Polski” Michała Lorenca
22. Samolot niosący trumny pary prezydenckiej przy wylocie z Warszawy macha skrzydłami
23. Anna Walentynowicz
24. Telefon posła Leszka Deptuły
25. Dowód osobisty Tomasza Merty
26. Protasiuk nie znał rosyjskiego, nic nie umiał
27. Młode stewardessy z Tupolewa i załoga
28. Cztery podejścia
29. Tak lądują debeściaki
30. Błasik w kabinie pilotów
31. Pijany Błasik
32. Kłótnia na Okęciu Błasika i Protasiuka
33. Jan Osiecki
34. Klichów dwóch
35. Metr w głąb Ewy Kopacz i stenogram jej wystąpienia
36. Polscy i rosyjscy lekarze pracujący ramię w ramię
37. Zakaz otwierania trumien
38. Zawartość w trumnach
39. Wędrujące szczątki Tupolewa
40. Blog FYMa na S24
41. Biała księga pytań na S24
42. Syf na lotnisku w Smoleńsku
43. Rosyjscy kontrolerzy z lotniska
44. Trudna do ustalenia godzina katastrofy
45. Zakończyłem zrzut, zbliżam się na wschód – Ił-76
46. Przejęcie władzy przez Komorowskiego
47. Janicki z BORu na zakupach podczas katastrofy
48. Wesoły Komorowski podczas przylotu trumien
49. Wyścig Tuska i Jarosława Kaczyńskiego do Smoleńska po katastrofie
50. Żółwiki Tuska i Putina
51. Graś przepraszający po rosyjsku
52. Polscy prokuratorzy wojskowi
53. Filmy z Gazetą Polską
54. Jak aię walnęło, to się urwało
55. Pancerna brzoza
56. Miesięcznice
57. Dominik Taras i Janusz Palikot
58. Instalacje kościelne i pomniki o Smoleńsku
59. Szczątki ofiar na miejscu katastrofy wiele dni po zdarzeniu
60. Wrak Tupolewa
61. Roześmiany Rosjanin na filmie rozwalający łomem okna we wraku
62. Tomasz Turowski
63. Świadek widzący ciało Błasika w kokpicie rozbitego Tupolewa
64. Czarne skrzynki, kolejne wersje stenogramów
65. TVN, Polsat, Wyborcza i inni
66. Konwencja chicagowska
67. Remont Tu-154 przed katastrofą
68. Antoni Macierewicz i jego komisja, Wiesław Binienda, Wacław Berczyński, Chris Cieszewski
69. Wizyta Tuska kilka dni wcześniej
70. Tusk i Putin na molo w Sopocie
71. Komisje Millera i Laska
72. MAK Anodiny
73. Zamach, meaconing, maskirowka
74. Jaki prezydent, taki zamach
75. Katyń
76. Wawel
77. Państwo zdało egzamin
78. Paweł Deresz
79. Małgorzata Błasik i inne rodziny Ofiar katastrofy
80. Tłumy ludzi pod pałacem prezydenckim po katastrofie
81. PULL-UP, TERRAIN AHEAD i TAWS
82. Katastrofa Tu-205 lot 1906 kilka dni wcześniej
83. Awaria Tu-154M-101 podczas lotu na Haiti
84. Obecność Saakaszwilego na pogrzebie Kaczyńskiego
85. Saakaszwili całujący w rękę wnuczkę Kaczyńskiego
86. Nieobecność wielkich na pogrzebie Kaczyńskiego
87. Sławomir Wiśniewski i Wiktor Bater
88. Polska w tej sprawie jest u Rosji petentem
89. Smoleński seryjny samobójca
90. Orędzie Komorowskiego nagrane przed katastrofą
91. Trotyl Cezarego Gmyza
92. Graś, Hajdarowicz, Uważam Rze, Rzeczpospolita i śmietnik
93. Laptopy, telefony i sprzęt NATO, który zniknął po katastrofie
94. Zestrzelenie samolotu Malaysia Airlines lot 17 i rekonstrukcja wraku
95. Joanna Komolka, Wojewódzki, figurski i inni
96. Reakcja polskiej blogosfery na katastrofę

Kilka teorii posklejanych razem

  1. Jeśli twój kraj jest nękany i drenowany przez kilku wrogów naraz, nie dasz rady wszystkim jednocześnie. Należy z jedną częścią zawrzeć pokój i zająć się zwalczaniem drugiej części.
  2. JK nie mógł zawrzeć sojuszu z opcją niemiecką z trzech powodów  A) z nimi była dogadana poprzednia ekipa b) oni drenują nas najbardziej c) Niemcy są „na fali opadającej”.
  3. JK nie mógł zawrzeć sojuszu z opcją rosyjską z jednego powodu. Smoleńsk.
  4. JK zawarł sojusz z USA i ekipą – powiedzmy „starszych i mądrzejszych”. Akurat trafił na dobry czas, jedni i drudzy szukali nowego miejsca do oparcia w Europie.
  5. Kluczem do wszystkiego były i są Niemcy. Otóż ktoś w Niemczech wpadł na pomysł, że wezmą sobie całą Europę zachodnią. No, powiedzmy do spółki z Francją. Brytyjczykom się to nie spodobało i wyszli. Amerykanom też się to nie podoba, ale nie chcą wyjść. Bo jak Niemiec siedzi sam to prędzej czy później pojawia się tam Rusek.
  6. Niemcy są na fali opadającej z dwóch powodów: a) z powodu swych mocarstwowych ambicji podpadli Amerykanom – Amerykanie uderzyli Niemców w najczulszy punkt czyli eksport aut – dowodem Dieselgate w USA b) demograficznych – tradycyjne niemieckie społeczeństwo się kończy. Niedługo typowy Niemiec będzie czarny, będzie muzułmaninem, będzie miał ma imię Muhammed i nie będzie nic wiedział o drugiej wojnie światowej (wyschnie źródełko dla Przedsiębiorstwa Holocaust), o wurstach, o jodłowaniu, o Goethem i tak dalej.
  7. I Amerykanie i „starsi i mądrzejsi” szukają więc nowego miejsca do zakotwiczenia w Europie. Trafiła się Polska ze swoją ofertą. Miejsce jest idealne bo tuż przy Ukrainie. Ukrainą są wszyscy zainteresowani, bo to państwo się zwija i teren i ludność pozostają. Rosja już sobie wzięła kawałek. Teraz zainteresowani są USA i „Starsi i mądrzejsi”. Wyobraźcie sobie – ile tam zakładów do kupienia! Ile rąk do pracy za miskę zupy dziennie! Ilu konsumentów którzy kupią gówno opakowane w łady papierek! No i ile terenu! Po co siedzieć na metrze kwadratowym pustyni skoro ziemie przodków są do wzięcia?
  8. JK dogadał się tak: wasz prezydent, nasz premier. Ma to logiczny sens – do wprowadzania zmian trzeba mieć rząd, natomiast tamci mogą blokować zmiany, które im się nie spodobają.
  9. Na prezydenta wybrano Andrzeja Dudę. Był odpowiedniej opcji, wyglądu, wieku (nie można mu zarzucić współpracy z SB) i rodziny.
  10. Wygrano co było do wygrania i maszyna ruszyła. Mamy amerykańskie wojska w Polsce, mamy amerykańskie inwestycje w Polsce, na świecie nas chwalą. Mamy konflikt z Niemcami, w lewej niemieckiej Europie nas ganią.  TK został rozjechany walcem. Ani PJK ani PBS ani PAD nie przeszkadzały np. nocne nominacje. Teraz potrzebne są miesięczne konsultacje.
  11. Coś się stało, no naprawdę coś się stało, że intersy kraju i zagranicy się rozjechały. Może to zaproszenie Chin do robienia interesów w Polsce? Amerykanie ich nie lubią, bo Chińczycy mają kwity na ich długi. Może nie było zgody na ruszenie kasty sędziowskiej? Było ni było wywodzą się ze „starszych i mądrzejszych”, którzy przybyli tu w 1945.
  12. Nie ma co pisać „prezydent decyduje”. PAD to tylko garnitur. On o niczym nie decyduje. Ta nagła obstrukcja – to też nie on. Doradcy są po to, żeby go pilnować.
  13. Wiele daje do myślenia rezygnacja z ostentacyjnego katolicyzmu PAD. Kiedyś nie było mszy bez niego. Teraz nie wziął udział w różańcu do granic.
  14. Otwarty konflikt z PAD i zgłoszenie nowego kandydata na prezydenta oznacza zerwania sojuszu. Czeka nas teraz długo bezowocnego mielenia. Kilka rzeczy jest pewnych: kasta wygrała, PAD nie ustąpi, reformy nie będzie. Trzeba próbować inaczej albo się skupić na czymś innym. Albo zawrzeć kolejną umowę.
  15. Teraz czas na niemieckie gazety i telewizje i na niemieckie i francuskie sklepy.

Po propozycji ustaw Prezydenta

No to tak na szybko i po kolei:

1. Nie ma żadnej gry kombinacyjnej pomiędzy PAD i JK. PAD zerwał się z łańcucha PiS.
2. Zrywanie się z łańcucha partii, której poparcie wyniosło na szczyt to nie jest foch spowodowany audycją satyryczną z Adrianem. To proces, który wymaga wizji, decyzji. ludzi, pieniędzy i wpływów.
3. To nie jest oczywiście proces, który dzieje się w jeden dzień, wczoraj to już była kropka nad i.
4. Bardzo znamienne było to, że zerwanie się z łańcucha nastąpiło podczas prac nad SN i KRS, a nie podczas innych. Dla Dudy to zdecydowanie za wcześnie, ale widocznie sytuacja była poważna.
5. Andrzej Duda jest doktorem prawa.
6. Bardzo znamienne były serdeczne wizyty pierwszej prezes SN, pani Gersdorf w pałacu prezydenckim.
7. Bardzo znamienna była zmiana rzecznika. Styl sprawowania tej funkcji przez pana Łapińskiego rodzi szereg pytań. Na przykład: kto kazał panu Prezydentowi zmienić rzecznika? Dlaczego akurat na pana Łapińskiego? Bo wątpię, że była to decyzja PAD. No i kto w tym tandemie jest prezydentem a kto rzecznikiem?
8. Przerwy w komunikacji PAD na TT też dają do myślenia – komunikacja z prezydentem została odcięta w obu kierunkach.
9. Bardzo znamienne było zatrudnienie pana Królikowskiego do pisania ustaw. Jak prezydent zabierze się za reformę zdrowia pewnie poprosi o pomoc Ewę Kopacz. W końcu lekarka.
10. Bardzo, bardzo znamienna jest sprawa pułkownika Juźwika. To świadczy o tym, że PAD wie o takich ludziach u siebie (nie sądzę, żeby nie wiedział) i ich toleruje (dlaczego?). To świadczy też o tym, że JK wie o takich ludziach (nie sądzę, żeby nie wiedział) i też ich toleruje (w ramach dobrej współpracy z PAD). Wyciągnięcie przez JK tych informacji teraz świadczy, że po pierwsze chce tym zmusić prezydenta do uległości, po drugie, że sprawa jest poważna, a po trzecie, że dobrej współpracy już nie ma.
11. Nieprzypadkowe moim zdaniem było wyznaczenie terminu ogłoszenia ustaw prezydenckich na dzień po wyborach w Niemczech. I to dopiero daje do myślenia. A Piotr Dynda przypomniał, że PAD zawetował po telefonie od Merkel.
12. Chaos i zamieszanie w poniedziałek ze strony PAD oraz zmiany wprowadzane do zmian, świadczy o niepoważnym potraktowaniu tematu, nieprzygotowaniu się do całej akcji oraz o tym, że sytuacja jest dynamiczna.
13. PAD był w UW, oraz otacza się ludźmi z UW.
14. PAD nie ujawnił aneksu WSI.
15. Motywy PAD: gra o drugą kadencję bez poparcia PiS. Ale po co? Przecież gdyby współpracował z JK nominację PiS miałby w kieszeni. Być może ośrodek prezydencki dokonał analizy i stwierdził, że taktyka podpisywania wszystkiego jak leci spowoduje odpływ umiarkowanych wyborców i nie gwarantuje drugiej kadencji. Albo w grę wchodzą jeszcze jakieś ośrodki zewnętrzne.
16. Obecne działania PAD: zmiana konstytucji, konsultacje, nie można określić inaczej niż gra na czas.
17. Propozycje PAD zmierzają do tego, by kluczowe decyzje podejmował prezydent. Gra na czas przesuwa reformę sądownictwa na drugą kadencję. Wyobraźcie sobie, że Duda przegrywa następne wybory z Komorowskim i Komorowski ma pełne pole do popisu przy zmianie sędziów. Dlatego PiS powinien poprzeć Dudę na drugą kadencję – tak rozumuje prezydent. Kluczowe jest jednak przesunięcie reformy sądów na drugą kadencję
18. PiS nie poprze Dudy na drugą kadencję. JK ponownie się sparzył – spolegliwa marionetka Marcinkiewicz nie wypaliła, a w miarę samodzielny Duda też nie gwarantuje wprowadzenia zmian. Już powinien szybko szukać nowego kandydata na prezydenta, kogoś świeżego jak poprzednio Duda, i wprowadzać go na salony krajowej polityki. Sięgnięcie po bezwzględnie wiernego żołnierza nie gwarantuje wyboru. Ktoś kto ma szanse na wybór nie gwarantuje wierności. Klincz.
19. PAD pójdzie w stronę Kwaśniewskiego – będzie prezydentem wszystkich Polaków. Będzie szukać poparcia u każdego (obecnie jest to Kukiz) i decyzje, które będzie podejmować coraz bardziej będą go różnić z PiS. Zwłaszcza pod koniec kadencji. A jeśli PiS ogłosi swojego kandydata na prezydenta, no to się zacznie.
20. Generalnie Duda spierniczył wszystko. Nie będzie reformy sądownictwa, nie będzie osądzenia winnych za przekręty. Zrobi się Okrągły Stół 2 a Donald Tusk będzie ogłoszony Człowiekiem honoru 2. Pytanie czy Duda sam podjął taką decyzję, czy ktoś zrobił to za niego. Raczej obstawiam to drugie.
21. Wojny jeszcze nie ma, ale pokoju też już nie. Obecnie mamy 1938 i Monachium, szachy i dyplomatyczne przepychanki.

 

tekst opublikowany na Facebook 26 września 2017

Dlaczego papierowe media muszą umrzeć

Jeśli zadamy takie pytanie to pojawia się prosta odpowiedź. A właściwie dwie odpowiedzi.
Pierwsza z nich jest dość oczywista. Bo coraz więcej osób woli korzystać z informacji znalezionej w internecie. Spada bowiem systematycznie nakład niektórych gazet…
Niektórych – tak. Ale nie wszystkich.
Pewnych gazet nie spada, bo – tak uważam – większość ich czytelników to osoby, które internetu nie mają, nie znają, nie lubią i przekładają słowo drukowane nad cyfrowe i szelest papieru nad dotyk tabletu. Tam czytelnicy „tradycyjni”, papierowi, będą ubywać powoli.
Są jednak takie tytuły, które notują katastrofalny zjazd w dół jeśli chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy.
Co się dzieje z ich czytelnikami?
Szukają informacji w internecie.
Ale dlaczego?
Prędkość dostępu do nowych informacji, powie ktoś. Prenumerata wersji cyfrowych jest tańsza i nie zajmuje miejsca na półce, powie ktoś inny. Ekologia, nie marnujemy papieru, powie jeszcze ktoś. Tak. To wszystko prawda. Ale jest jeszcze coś.
Po co ludzie kupują gazety?
Bo są ciekawi i chcą się czegoś dowiedzieć. Gazety pozwalają zaoszczędzić czas i pieniądze – nie muszę gdzieś jechać i to oglądać, tylko zrobi to ktoś za mnie i to opisze, a ja to przeczytam i byłoby tak, jakbym to ja tam był.
Wydawnictwa tematyczne kupują ci, co szukają konkretnej, ukierunkowanej informacji. Piszą tam specjaliści dla specjalistów. Natomiast prasa – że tak powiem ogólna – ma czytelników, którzy karmią się tym, co zostanie im podane. Jest im obojętne czy będzie to coś o samolotach czy o trzeciej żonie jakiegoś aktora i czy to będzie news z Los Angeles czy z Koziej Wólki.
Byleby było. Coś.
I o to coś trwa zażarta walka, schodząca na poziomy o których się filozofom nie śniło. Oto czytam o zatruciu wodociągu bakteriami coli w jednej miejscowości. Napisały o tym dwa lokalne tygodniki, każdy na pierwszej stronie. W jednym tytule słowo „afera”, w drugim „sraczka”.
Ale to jeszcze pół biedy, ten język, ta „optyka”, jeśli opisana rzecz naprawdę miała miejsce. bo kiedy biorę gazetę do ręki i czytam, to jestem pewny, że ta awaria naprawdę się zdarzyła.
Pewność ta jednak staje się powoli towarem deficytowym.
Na przykład – jedna z gazet podała pewną informację o tym, że pniu ściętego w stolicy drzewa znaleziono martwą wiewiórkę. I dawaj huzia na ministra, który niedawno zliberalizował prawo dotyczące wycinki drzew. Materiał pochodził „z internetu”, opatrzony był zdjęciem martwego gryzonia leżącego na ściętym pniaku.
Trzewioszarpiące to było po prostu.
I gazeta tak to podała jednym ciągiem, jak szło, prosto z internetu.
I czytelnik tradycyjny, papierowy, nie mając alternatywnych źródeł informacji musiałby uwierzyć.
Tymczasem w internecie coraz to kolejna osoba znajdowała nową nieścisłość.
Drzewo zostało wycięte w parku stołecznym, natomiast ustawa ministra dotyczyła gruntów prywatnych.
Gazeta sympatyzuje z opozycją, tymczasem to właśnie urząd kontrolowany przez opozycję musiał wydać zgodę na wycinkę.
Co więcej, okazało się, że sama wycinka miała miejsce zanim nowelizacja weszła w życie.
Ale na tym nie koniec rewelacji. Ktoś pojechał na miejsce i sprawdził – okazało się, że to drzewo nadal stoi! I żeby było jeszcze weselej, to zdjęcie przedstawiało nie pień, lecz odłamany wichurą konar, tak skadrowany, aby robił wrażenie pnia!
Doprawdy, trudno o większe „rozjechanie się” „faktów prasowych” z rzeczywistością!
Dlaczego nikt z gazety nie sprawdził tego przed opublikowaniem?
Czy to jest jeszcze informacja? Czy dezinformacja?
Czy ktokolwiek poniesie za to konsekwencje?
Przecież informacja to towar. Jeśli w sklepie chcę kupić ser, a sprzedadzą mi szynkę – to jest to oszustwo. Jeśli kupię okna, które są złe – producent ponosi za to odpowiedzialność.
A co z kimś kto pisze nieprawdziwe rzeczy w gazecie?
I najgorsze jest to, że czytelnicy, odbiorcy owej informacji, sami muszą weryfikować jej prawdziwość, a potem jeszcze udowadniać dziennikarzom ich – powiedzmy – pomyłkę! Nadawcom informacji! To powinno działać odwrotnie!
I jakie ja mam mieć teraz zaufanie do gazet?
Czytam teraz, że Prezydent Polski, osoba publicznie deklarująca wiarę katolicką, zjadła w postny dzień wędlinę. Tak napisał pewien tygodnik. Niby nic, ale wizerunek polityka to rzecz krucha i delikatna.
Po to ja kupuję, czytam gazety, żeby mnie informowały o tym co się gdzieś tam dzieje. Dostaję wiadomość z Zakopanego – i co ja mam teraz zrobić? Pojechać tam na miejsce i sprawdzić wszystko? A może Prezydent niczego nie jadł? A może Prezydent w ogóle nawet tam nie przyjechał? A może nie ma w ogóle takiej miejscowości jak Zakopane?
Na szczęście inni sprawdzili. Jadł, przyjechał, istnieje. Tyle tylko, że… Zamiast kiełbasy jadł pomidory. Więc właściwie nic się stało – skonstatował radośnie naczelny tygodnika i zaapelował aby ludzie nie byli tacy spięci i mieli więcej humoru. Ile osób musiało poświęcić czasu, wysiłku i nerwów, by sprostować nieprawdziwą, a ważną dla wizerunku polityka informację – o tym się naczelny nie zająknął.
I tak jest codziennie i jest tego coraz więcej.
Teraz czas na drugą odpowiedź.
Zatem zadajmy to pytanie jeszcze raz.
Dlaczego papierowe media muszą umrzeć?
Bo kłamią.

O blogu

Dawno, dawno, temu, daleko stąd… Rzeczywiście dawno, bo trzeciego lipca dwa tysiące ósmego roku. Daleko stąd, gdyż na portalu internetowym Salon24.
Pojawił się pierwszy tekst z cyklu „Świat za pięć lat”, z serii opowiadań o rodzinie Hiobowskich. Potem pojawił się drugi odcinek, trzeci i następne…
Czas leciał, odcinków przybywało. Historyjki zaczęły się pojawiać również na innych portalach. Obecnie (luty 2017) są publikowane na: niepoprawni.pl, naszeblogi.pl i blog-n-roll.pl.
Czas leciał, a portal Salon24 się zmieniał. Zmiany były częste i różne, ale zawsze na gorsze. Skutkowały zazwyczaj fermentem wśród blogerów, awanturami i represjami administracji. Solidaryzowałem się z blogerami, no bo przecież portal ma być dla blogerów, a nie blogerzy dla portalu. Inni toczyli bój z adminami, kasowali blogi, odchodzili, wracali… Ja chciałem robić to, po co założyłem bloga: pisać. Zostawałem więc i pisałem. I tak pisałem i pisałem aż nadszedł początek dwa tysiące siedemnastego roku. I kolejna zmiana.
Blogerzy oczywiście zaprotestowali, ja też zaprotestowałem, część ludzi odeszła i być może byłoby tak jak poprzednio. Ale nie tym razem. Tym razem wprowadzone zmiany właściwie podważają sens dalszego pisania na Salon24. I tym razem nie mogę pisać dalej, bo pisać się już po prostu nie da.
Zmian jest dużo i są głębokie.
Przede wszystkim zmianie ulegał strona główna. Jest inne logo, inny układ, inna kolorystyka, dodano wielgachne obrazki. Portal informacyjny wygląda teraz jak sklep internetowy Media Expert. I co gorsza jest to kompletnie nieczytelne. Najpierw muszę przejechać oczami po wszystkich obrazkach żeby potem skupić się na czytaniu tytułów. Prawie cała strona główna to wpisy wybrane przez administrację. Chronologiczny układ wpisów blogerów został przeniesiony na sam dół strony. Ładnie potraktowano tych co tworzą ten portal, nie ma co…
Z tytułami jest jeszcze lepiej. Na stronie głównej nadaje je administracja! I tak oto moja notka o tytule „Autorytety w szkole, część 1” otrzymała tytuł „Zbieram paragon za aborcję! Kupimy za to inkubatory dla wcześniaków”. Dobrze, że nie zatytułowano „Wszyscy umrą!!!”, może więcej osób by się nabrało i kliknęło. Jest to wyrwany z kontekstu fragment dialogu, który kompletnie nie oddaje treści notki. Co prawda po kliknięciu na zajawkę na stronie głównej z administracyjnym tytułem otwiera się notka z właściwym, autorskim tytułem, ale to tylko potęguje zamieszanie i człowiek się zastanawia czy czyta to, co chciał.
Trzecia i chyba najistotniejsza zmiana to to, że teraz komentować można tylko poprzez konta Facebook. Niesie to za sobą szereg bardzo istotnych konsekwencji. Po pierwsze, osoby, które mają konto na Salon24 a nie mają na Facebooku nie mogą już komentować. Po drugie, komentarze mogą być zasypane spamem i hejtem z kont na FB. A po trzecie – gdy ktoś zacznie pisać komentarze ze swojego prawdziwego konta na FB – wystarczy gdy ktoś doniesie, że pisał np. „mowę nienawiści” i to doniesie nie do administracji S24, a do administracji FB. I wtedy ten ktoś straci konto na FB. Dochodzi kwestia ochrony danych osobowych i wiele innych ciekawych aspektów, w które nie miałem zamiaru się wgłębiać.
Chciałem pisać.
Ale pisać się nie da. Nie da się znaleźć własnego tekstu na stronie głównej. Nie da się ścierpieć co lepszych tytułów nadanych przez administracji. A poza tym moje notki mają teraz o połowę mniej wejść i zero komentarzy.
Już parę dni po wprowadzeniu zmian podjąłem decyzję o wyprowadzce z Salonu24 i to chyba był jedyny pozytywny efekt wprowadzonych zmian. Taki impuls, żeby coś zmienić. Dokąd pójść? To pytanie zadawało sobie wiele osób na S24. Dużo osób poszło „na swoje” i ja podjąłem również taką decyzję. W ten sposób właściciele Salonu24 doprowadzili do tego, o co niektórzy ich podejrzewali: rozpędzili na cztery wiatry piszących u siebie blogerów. Teraz ci blogerzy piszą nadal, ale znaleźć ich teksty jest o wiele trudniej. Może o to chodziło?
A zatem ja również poszedłem na swoje. Trochę to trwało, ale chciałem tu wszystko urządzić sam.
Mam nadzieję, że się spodoba.
I teraz plan jest taki, że nastąpi powolna migracja z Salon24 na ten blog. Nowe odcinki będą zamieszczane i tam i tu, a także tutaj będą powoli umieszczane odcinki archiwalne.
Co jeszcze, niedawno pojawiły się projekty poboczne w postaci trzech innych blogów z opowiadaniami, niezwiązanymi z rodziną Hiobowskich. Te blogi również zostaną przeniesione tutaj.
Może jeszcze pojawią się jakieś nowe cykle opowiadań. Kto wie.
Ten blog stanie się więc takim centrum, gdzie powinno być wszystko co zamieszczałem i zamieszczam w sieci.
I jeszcze kilka informacji: Blog jest tworzony za pomocą WordPressa. Hosting zapewnia OVH. Szablon bloga to Metro CreativeX od Themeisle.