Menu

Dzień z samochodem

2 lipca 2018 - Świat za pięć lat
Dzień z samochodem

Rzadko się zdarza, żeby wiadomość z Polski zawojowała światowe serwisy informacyjne. Zresztą najczęściej jest to sensacja rzędu odkrycie beznogiej jaszczurki. Tym większe było więc zdumienie, gdy do globalnej opinii publicznej przedarły się Pawełkowice.
– Niemożliwe! – dziadek Łukaszka zastygł z paczką „Cukier Kresowy” w ręku.
– Niestety, to prawda – potwierdziła ze smutkiem mama Łukaszka.
– Nie można się smucić – burknęła babcia Łukaszka. – Cały świat o nas mówi, trzeba się cieszyć! Jak dużo będą o nas mówić to może znów będziemy potęgą, jak za Gierka!
– A co właściwie mówią o tych Pawełkowicach? – zainteresował się Łukaszek. – I co się tam właściwie stało?
– Wybory wygrał człowiek honoru – rzekł uroczyście tata Łukaszka.
– Komunista? – spytał z obrzydzeniem dziadek.
– Komunista? – spytała z nadzieją babcia.
– Nie, normalny – odparł tata i wybuchła mała awantura.
– Cisza!!! – wrzasnęła siostra Łukaszka. – Gotuję i nie mogę się skupić! Zamiast wsypać sól do zupy to wsypała zupę soli!
– Chyba wlałam – poprawiła odruchowo babcia.
– Nie, bo zupa jeszcze w proszku…
– Czy ja się wreszcie dowiem co się stało? – spytał zmęczonym głosem Łukaszek.
– Człowiek honoru realizuje obietnicę wyborczą! – zakrzyknął radośnie tata.
– Ten idiota ogłosił w całych Pawełkowicach dzień z samochodem! – w głosie mamy brzmiała boleść.
– Też mi nowość – wzruszyła ramionami babcia Łukaszka. – Jeden dzień, gdzie wszyscy muszą się przesiąść do tramwaju, autobusu lub na rower. Co drugie miasto to organizuje, i to od dawna, a świat się nagle podnieca jakimiś tam Pawełkowicami…
– Czy wy słyszycie co ja mówię?! – tupnęła nogą mama. – Nie „Dzień bez samochodu”! Tylko „Dzień z samochodem”!
Zapadła taka cisza, że było słychać jak zapada zmierzch.
– Z samochodem? – upewnił się słabym głosem dziadek. – Z?
– O, akurat pokazują w telewizji – odezwała się babcia Łukaszka.
Na ekranie trwał wywiad z burmistrzem Pawełkowic.
– …intencje może były i dobre, ale to wszystko poszło w złą stronę – opowiadał burmistrz. – Fakt, że ruch samochodów osobowych jest duży. Auta stoją w korkach, ludzie siedzą w autach i się złoszczą. Myślimy jak tu rozładować te zatory komunikacją zbiorową. I co? I grupka zdesperowanych bipedów terroryzuje całe miasto! Zawłaszcza przestrzeń publiczną tyi swoimi biegami! O nie! Więc złożyłem obietnicę wyborczą, że jeśli wygram to zorganizuję dzień z samochodem.
– I wygrał pan… – powiedział dziennikarz prowadzący wywiad.
= Ano jak pan widzi.
– I na czym polega ten dzień z samochodem?
– Że można poruszać się po mieście tylko i wyłącznie samochodem. Piesi i rowerzyści mają zakaz opuszczania swoich domów. Tylko kierowcy!
– I co na to społeczeństwo?
– Odzew, pozytywny rzecz jasna, przekroczył moje najśmielsze oczekiwania!
I kamera pokazała ulice Pawełkowic.
Auta stały w korkach.
Ludzie siedzieli w autach.
I byli szczęśliwi.

(Wyświetlono 148 razy, 1 dzisiaj)

3 myśli nt. „Dzień z samochodem

bez kropki A żebyś wiedział!!!! Nie dalej jak wczoraj skasowałam Ci ja „bilet elektroniczny” w autobusie miejskim w moim Grajdołku. No i wpadła kontrola i wyłupali mi mandat, bo czytnik nie odczytał mojej karty. Ja się oczywiście dowołuję, ruszyłam federację konsumentów, jak trzeba będzie, to ruszę sąd. ALE. Ale najważniejsze moje postanowienie, to: głodować a kupić se samochód. I jeździć jak człowiek bez narażania się na sytuacje typu „kup pan cegłe”, czyli „skasowałaś bilet , ale i tak płać mandat za jazdę ‚na gapę’ „. Na razie chodzę na piechty. Pieszych póki co nasze grajdołkowe MPK nie mandatuje. Ani nie rabuje ich w inny sposób (póki co). Potomkowie zbója Madeja w prostej linii. A co do cyklistów i in. zarazy, to, jako kierowca przez ponad 20 lat miałam dla nich niewyczerpane złoża cierpliwości, zrozumienia, empatii i czego tam jeszcze. Jednak odkąd w naszym Grajdołku zaczęto regularnie co 2-4 tyg. wyłączać z ruchu pół miasta, bo „zawody kolarskie” (różnej rangi i siły rażenia), to cierpliwość mi się wyczerpała. otóż dawno temu, gdy kształtowały się podwaliny cywilizacji, ulice zostały przewidziane do celów komunikacyjnych, a nie kretyńskich hapeninguf. Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie odruch „Cyklista? Widzi mnie ktoś? Tak? To nic nie robię. Nie widzi? To zabić gnoja.” Innymi słowy: jak w okolicach Grajdołkowa Piprztyckiego znajdzie się rozdyźdany trup cyklisty i nie będzie widać sprawców, to sprawcą będę ja. Zadowolonym.
Odpowiedz
bez kropki PS. A że na samochód mnie nie stać, to zbieram kasę na kłąda. Takiego małego, ale dwumiejscowego. Najmniejszy, żeby nie musieć go rejestrować. Nie będzie więc toto pojazdem. Czyli będę mogła czniać strefę parkingową oraz chyba także zakazy wjazdu. I tylko (jako człek normalny) nie mam czasu na wygłupy, a szkoda, bo bym zarejestrowała nową płeć – kładyzm. Przecież nie mogą mnie odseparować od partnera, c’nie!? Podsumowuwjąc: Poznaniacy – na kłady, Tata Łukaszka – na gejotaczki. Co to gejotaczki? Ano taczki wyposażone w silnik Z TYŁU oraz w broń palną odtylcową. Tęczolubny p.rezydent Poznania postawi zakaz wjazdu gejotaczek? (Tfu!) Uniam delendam esse. LGBTQWERTY – takoż.
Odpowiedz
Marcin Brixen Co za historia! Życzę żeby naj szybciej udało się nabyć własny środek lokomocji – jest się wtedy w pełni niezależnym…
Odpowiedz

Dodaj komentarz