You are currently viewing Jak zostać lekarzem w USA

Jak zostać lekarzem w USA

Do Hiobowskich przyszedł sąsiad. Zazwyczaj mijali się z daleka mówiąc sobie tylko „Dzień dobry”. Sąsiad nie był z ich kręgu kulturowego, uważał na przykład, że w SB pracowali sami bibliotekarze.
Tak więc fakt, że sąsiad wprosił się z wizytą oznaczał, że ma do powiedzenia coś ważnego. Na razie jednak siedział w fotelu, podobny do zarośniętego bobra i zaciskał dłonie.
– Syn – wykrztusił wreszcie.
Hiobowscy wstali i zaczęli gratulować.
– Nie, nie o to chodzi – speszony sąsiad zamachał rękami. – Chodzi mi o tego, co już mam, tego dorosłego.
– Tego, co rok temu wyjechał do Stanów? – zapytała babcia Łukaszka dyskretnie sięgając do szafy. W zgrabnej skrzyneczce trzymała informacje zbierane o lokatorach.
– Tak, tego. Otóż, proszę państwa… Syn właśnie został lekarzem!
Zapadła cisza. Sąsiad nieufnie spoglądał na Hiobowskich.
– Nie zrozumieli państwo? Ja chętnie powtórzę.
– Zrozumieliśmy, tylko trudno nam uwierzyć – tata Łukaszka uśmiechnął się przepraszająco. – Studia medyczne w USA kosztują krocie i trwają kilka lat… A on przecież pojechał tam rok temu.
– I tu też przecież nie studiował medycy – wtrącił dziadek Łukaszka.
– W ogóle nie studiował – uzupełnił Łukaszek.
Sąsiad machnął ręką.
– Ja nie słyszę niczego nowego. Państwo jesteście siódmym mieszkaniem, które odwiedzam. Ja wszędzie słyszę to samo. Ja te państwa wątpliwości na pamięć znam. Ja je rozwieję w proch i groch i tak powiem: on wcale nie studiował medycyny!
Hiobowscy spojrzeli po sobie zaskoczeni.
– To jak on został tym lekarzem…? – wyszeptała mama Łukaszka.
– Ogłosili to w kablówce – rzekł z rozbrajającą szczerością sąsiad i sięgnął po telefon. – O, tu mam nagranie. Widzicie? To jest mój syn. „Doktor” go podpisali. Całe miasto widziało!
– Przecież lekarz to musi się uczyć, jakiś egzamin zdać… – bąkali Hiobowscy. – Bo tak to nie lekarz…
Sąsiad dostał syndromu Strajku Kobiet.
– Co wy za głupoty gadacie! – krzyczał. – Jakie studia?! Przecież w telewizji ogłosili! Co, nie wierzycie? Telewizja to za mało dla was?! Kolega Chińczyk do niego zadzwonił! I mu pogratulował przez telefon! Razem pracowali w warzywniaku! Taki kolega! Pamięta! A wiecie wy chociaż ile on ma już tych telefonicznych gratulacji! Sto siedemdziesiąt dwie! A wy w kółko „nie lekarz i nie lekarz”. Jakby był nie lekarz to by ludzie nie dzwonili! A do niego dzwonią! O! – sąsiad zachłystując się powietrzem pokazywał na telefonie zdjęcie za zdjęciem. – Miał już szesnaście telefonów z prośbą o poradę lekarską! Ale wy w kółko „nie lekarz”. Stronę na Fejsbuku ma! Jako doktor! I nie zablokowali mu jej, znaczy, że to prawda!
– Czego pan od nas oczekuje? – tata Łukaszka upił łyk herbaty. – Przecież nie umówimy się do niego na wizytę.
– Jakbyście weszli na jego stronę i dali lajka… Tam teraz straszna walka o pacjenta jest. W tych Stanach to co drugi to lekarz.
– A co pierwszy? – zapytała siostra Łukaszka.
– Prawnik.

(Wyświetlono 283 razy, 1 dzisiaj)

Marcin Brixen

Jestem z Poznania, jestem inżynierem.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Ireneusz Marek Szalk
    Jak zawsze celnie i dobitnie.
    1. Marcin Brixen
      Dziękuję
  2. jasiol
    Za „syndrom Strajku Kobiet” należy się dużo piwa albo dobre wino. 🙂
    1. Marcin Brixen
      Dzięki 🙂

Leave a Reply