You are currently viewing Trzy spacery z psem, część 1

Trzy spacery z psem, część 1

W wigilijne przedpołudnie Łukaszek wraz z mamą brnął przez śnieg zalegający całe osiedle.
– Szkoda, że nie rządzi tym miastem ktoś z partii rządzącej – marudził Łukaszek.
– No coś ty! – oburzyła się mama. – Chciałbyś żyć pod butem reżimu?!
– Ale za to chodniki byłyby odśnieżone.
Mama przystanęła i zaczęła krzyczeć:
– Demokracja nie ma swojej ceny! Jeśli dla ciebie odśnieżone chodniki są ważniejsze niż wolność, to…
Nie dokończyła bo ktoś na nią wpadł i we dwójkę się przewrócili.
– Kto to?! – piszczała ze złością mama Łukaszka fikając nogami w śniegu.
– Dobrze, że panią widzę – wystękała druga osoba podnosząc się z trudem. Miała w ręce smycz, a na drugim końcu smyczy był nieduży, cały ośnieżony pies.
Okazało się, że jest to znajoma mamy Łukaszka z Komitetu Obrony Dewiacji.
– Wesołej Świeckości – odezwała się znajoma.
– Pani jest ateistką? – spytał Łukaszek.
– Tak, a bo co? Nie wierzę w bajki o Jezusie. Mam do pani interes – znajoma zwróciła się do mamy Łukaszka. – Otóż zaprosiłam do siebie uchodźcę…
– Super!!! – eksplodowała radością mama Łukaszka. – Oto prawdziwy człowiek, oto prawdziwe miłosierdzie, nie tak jak większość katolicka! To są ludzie, którzy przyjmą każdego do domu, podzielą się z potrzebującym, wpuszczą go nie pytając kim jest, bo to ustali się później!
– Zaszczepiony? – spytał Łukaszek i znajoma wrzuciła go w zaspę.
– …zaprosiłam do siebie uchodźcę i przyjdzie on do pani – dokończyła znajoma.
Mama Łukaszka zgasła w oczach.
– Jak to?
– Bez obaw. Przyjdzie on do pani, pani do mnie zadzwoni i wtedy ja po niego podejdę i zaprowadzę do siebie.
– A dlaczego nie może przyjść bezpośrednio do pani? – zapytał Łukaszek z zaspy.
– Bo mieszkam na zamkniętym osiedlu strzeżonym. Strażnik by go nie wpuścił.
– Mogłem się tego domyśleć – Łukaszek pacnął się w czoło. – Przecież od razu widać, że mieszka pani na osiedlu zamkniętym.
– Po czym???
– Wyprowadza pani psa pod cudzy blok.
Znajoma rzuciła w niego śnieżką.
– Jak on się nazywa, ten uchodźca? – spytała zgnębiona mama Łukaszka mysląc co powie swojej rodzinie.
– Czy to ważne?
– Muszę wiedzieć, kogo wpuścić.
– Naprawdę robi to jakąś różnicę? – spytała z ironią znajoma i westchnęła:
– Ma na imię Mohammed. I jest z Iraku.
– Coś jeszcze?
– Jest człowiekiem – rzekła znajoma z godnością. – Uchodźcą. Jak Jezus.
– Podobno Jezus to posta z bajki – Łukaszek schował się za ławkę. – Czy ten Mohammed jest muzułmaninem?
– Tak, a bo co?
– Bo się zastanawiam co będziecie razem obchodzić jak pani jest ateistką a on muzułmaninem.
– Jak to co? – znajoma pokazała drzewko wokół którego spacerowała z psem. – Choinkę.

(Wyświetlono 248 razy, 1 dzisiaj)

Marcin Brixen

Jestem z Poznania, jestem inżynierem.

Leave a Reply